Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Grenlandia a zimna wojna 2.0. Grochmalski: Arktyka centralnym teatrem rywalizacji mocarstw

Batalia o Grenlandię to czytelny sygnał, że Stany Zjednoczone przyspieszają przygotowania do coraz bardziej realnego starcia z ChRL. We wspólnym interesie Starego Kontynentu jest wzmacnianie, a nie osłabianie kluczowego państwa, od którego zależy bezpieczeństwo całego Zachodu - pisze Piotr Grochmalski w tygodniku "Gazeta Polska".

Niemcy pchają świat do kolejnej gigantycznej katastrofy, próbując wywołać antyamerykańską histerię w imię rzekomej obrony Grenlandii. Generał Alexus Grynkiewicz, dowódca sił USA i NATO w Europie, powiedział w lipcu 2025 roku: „NATO musi się przygotować na ewentualność równoczesnego rozpoczęcia wojny z Rosją w Europie i z Chinami na Pacyfiku w 2027 roku”. To zapowiedź groźby wybuchu globalnej wojny, która może zakończyć się katastrofą dla Starego Kontynentu.

„Nadwyżka potęgi”

Groteskowa akcja Niemiec, które zdecydowały się wysłać 15 żołnierzy na 44 godziny do Grenlandii wyczarterowanym z Polski samolotem, pokazuje, że kanclerz Merz starał się wzbudzić prawdziwą histerię wokół działań USA. Wspierały go niemieckie media. „Sueddeutsche Zeitung” alarmował, że działania USA wobec terytorium należącego do Danii, członka Sojuszu, są „szalone i imperialistyczne”. A berliński dziennik „Tagesspiegel” uważał, że „siłowa aneksja Grenlandii byłaby końcem NATO”. Niemcy stanęły na czele ośmiu krajów Sojuszu, które wysłały symboliczne siły na półkulę zachodnią, aby zademonstrować swoje globalne ambicje. Komentator „Frankfurter Allgemeine Zeitung” otwarcie przy tym przyznał oczywistą rzecz – że Europa nie jest w stanie bronić Grenlandii przed Rosją lub Chinami, a z pewnością nie byłaby w stanie zapobiec przejęciu wyspy przez USA. Dlatego, jego zdaniem, lepiej szukać dialogu z Trumpem, który tę obłąkańczą misję napędzaną przez Niemcy nazwał „niebezpieczną sytuacją dla bezpieczeństwa naszej planety”. Ostatecznie też to prezydent USA rozładował napięcie, gdy we wpisie na portalu Truth Social stwierdził, że „stworzył ramy przyszłego porozumienia w odniesieniu do Grenlandii, a w zasadzie całego regionu Arktyki” podczas „bardzo produktywnego spotkania” z sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem. Mowa o możliwości renegocjacji traktatu z 1951 roku między Danią a Stanami Zjednoczonymi, który zezwala na obecność wojsk amerykańskich na Grenlandii – do którego Trump pośrednio nawiązał w swoim przemówieniu, mówiąc, że Waszyngton postąpił „głupio”, oddając terytorium Danii po II wojnie światowej.

Z pewnością Merz musi sobie doskonale zdawać sprawę, o co tak naprawdę toczy się gra. W ocenie USA Grenlandia może być czynnikiem kluczowym dla odzyskania przez Stany Zjednoczone i NATO strategicznej inicjatywy w gwałtownie przyspieszającej rywalizacji z Chinami. Ma to być swoisty as w rękawie, potężny sygnał ostrzegawczy dla Pekinu, aby nie zdecydowały się na siłowe przejęcie Tajwanu, co mogłoby spowodowa
 wybuch III wojny światowej. Ma to pozwolić na skuteczne odstraszanie Pekinu, bo skokowo wzmocni geostrategiczną pozycję USA na półkuli zachodniej i da jej wartość dodaną w konfrontacji z ChRL. Jest to owa „nadwyżka potęgi”, o której pisał Nicholas John Spykman w swojej „Amerykańskiej strategii w polityce światowej”. Pozwala ona na interweniowanie nawet w odległych regionach, gdy USA uzyskały supremację we własnym otoczeniu.

Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA mocno akcentuje tę kwestię. Czytamy w niej, iż USA chcą na półkuli zachodniej m.in. stałego dostępu „do kluczowych lokalizacji strategicznych”. Strategia wprost odwołuje się do zmodyfikowanej doktryny Monroego. Hal Brands w swojej głośnej pracy „Stulecie Eurazji” stwierdza jasno:

„Logika doktryny Monroego – koncepcji opartej na założeniu, że Stany Zjednoczone nie mogą dopuścić, aby wrogie państwa bądź ideologie opanowały półkulę zachodnią – pozostaje niezmiennie aktualna, nawet jeśli jej język niepotrzebnie obraża suwerenne podmioty na południe od Waszyngtonu. Inny okres rywalizacji jest zapowiedzią odmiennych działań, mających zapobiec usadowieniu się w tym regionie państw rywalizujących ze Stanami Zjednoczonymi. Nie należy się dziwić, jeżeli Stany Zjednoczone ostatecznie sięgną po niektóre z tych samych ostrych narzędzi – od środków przymusu ekonomicznego po niejawną interwencję – które stosowały w czasach zimnej wojny. Nawet oświecone demokracje w trudnych momentach uciekają się do bezwzględnych metod działania”. 

Grenlandia a Złota Kopuła

Trump w Davos stwierdził, że Grenlandia ma być kluczowym elementem Złotej Kopuły (Golden Dome), potężnej tarczy, która ma obronić USA przed uderzeniem z powietrza wszelkimi istniejącymi rodzajami broni. Teraz Stany Zjednoczone posiadają kilka systemów obrony przeciwrakietowej, w tym Ground-Based Midcourse Defense (GMD), zaprojektowany do ochrony terytorium USA przed międzykontynentalnymi pociskami balistycznymi średniego i dalekiego zasięgu w fazie lotu, a także Aegis Ballistic Missile Defense (BMD) działający na ziemi i morzu, którego elementem jest instalacja w Redzikowie, wchodząca także w skład parasola NATO nad Europą. Ostatnim elementem tego antydostępowego systemu jest szybko rozstawiany i mobilny Terminal High Altitude Area Defense (THAAD), zaprojektowany do ochrony przed pociskami balistycznymi krótkiego i średniego zasięgu. Amerykańska baza kosmiczna Pituffik (dawniej baza lotnicza Thule) na Grenlandii posiada kluczowy zmodernizowany radar wczesnego ostrzegania (UEWR) dla systemu GMD. Jest najdalej na północ wysuniętym elementem tarczy, zapewniającym kluczowe wczesne wykrywanie i śledzenie nadlatujących pocisków balistycznych. Daje to bezcenny czas. Annie Jacobsen w głośnej książce „Wojna nuklearna” ukazuje, jak istotna w skutecznej obronie jest każda sekunda. Dla USA radar na Grenlandii jest niezbędnym elementem amerykańskiej obrony przeciwrakietowej, wykorzystując jej unikalną arktyczną lokalizację do pozyskiwania krytycznych danych wczesnego ostrzegania i śledzenia.

Jak zwracają uwagę Alexandra Sharp i John Haltiwanger na łamach „Foreign Policy”: „Niektórzy eksperci ostrzegają jednak, że nowsze technologie, takie jak pociski hipersoniczne, drony i zaawansowane pociski manewrujące, wprowadziły niebezpieczne luki w systemie obronnym USA w czasie, gdy najwięksi przeciwnicy – jak Rosja, Chiny i Korea Północna – rozbudowują i unowocześniają swoje arsenały. Departament Obrony USA pracuje nad wyeliminowaniem tych luk w zabezpieczeniach poprzez drobne, bardziej ukierunkowane inicjatywy. Trump jednak pragnie znacznie odważniejszego i bardziej kompleksowego rozwiązania. Prezydent powiedział, że Golden Dome na zawsze położy kres zagrożeniu rakietowemu dla terytorium USA”. W istocie Złota Kopuła ma być zmodernizowaną, rozszerzoną wersją Strategicznej Inicjatywy Obronnej – owymi „Gwiezdnymi wojnami” prezydenta USA Ronalda Reagana z 1984 roku. Administracja Trumpa określiła Golden Dome mianem „tarczy antyrakietowej nowej generacji”, a generał Michael Guetlein, który kieruje tą inicjatywą, porównał ją do „rozmachu Projektu Manhattan”. Jednak skala projektu może być jeszcze większa.

Przygotowania USA do wojny

USA dysponujące Grenlandią są w stanie skutecznie wyhamować ekspansywną politykę Rosji i Chin wobec Oceanu Arktycznego i Atlantyku Północnego. A wówczas realny gorący konflikt między dwoma mocarstwami może przejść w długotrwałą zimną wojnę. W interesie Zachodu jest więc gra na geopolityczne wzmocnienie USA i wspieranie Waszyngtonu w strategii powstrzymywania Pekinu. Stany Zjednoczone nigdy nie zagrażały ekspansją terytorialną w Europie, a trzykrotnie były decydującym stabilizatorem. Nigdy też nie prowadziły wojen w imię opanowania i podbicia Eurazji, w przeciwieństwie do Rosji, Niemiec czy Chin. Tymczasem Niemcy i Francja próbują wciągnąć Europę w konfrontację z USA, która może się zakończyć katastrofą Zachodu. A przecież batalia o Grenlandię to czytelny sygnał, że Stany Zjednoczone przyspieszają przygotowania do coraz bardziej realnego starcia z ChRL. We wspólnym interesie Starego Kontynentu jest wzmacnianie, a nie osłabianie kluczowego państwa, od którego zależy bezpieczeństwo całego Zachodu. Bo Grenlandia jest tym dla amerykańskiego bezpieczeństwa, czym Tajwan dla Chin.

Jak zauważa Hal Brands w swojej książce „Stulecie Eurazji”, Chiny już nie chcą cierpliwie czekać na swój czas. Strategia Stanów Zjednoczonych ogłoszona 4 grudnia 2025 roku jasno pokazuje, że Waszyngton przechodzi do fazy długofalowych przygotowań do konfrontacji systemowej z ChRL w warunkach wyłaniającego się ładu dwubiegunowego. Dokument ten nie jest jedynie korektą dotychczasowych założeń polityki bezpieczeństwa, lecz sygnałem strategicznego przesilenia – uznania, że okres jednobiegunowej dominacji USA definitywnie się zakończył, a rywalizacja z Chinami przybiera charakter całościowy: militarny, technologiczny, gospodarczy, ideologiczny i geopolityczny. W tym sensie sytuacja ta częściowo przypomina okres bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej, gdy po krótkiej fazie powojennej niestabilności ukształtował się trwały porządek zimnowojenny oparty na rywalizacji dwóch supermocarstw – Stanów Zjednoczonych i Związku Sowieckiego. Dziś takie wyzwanie rzucają Chiny. Ale szef Pentagonu Pete Hegseth w listopadzie 2025 roku ostrzegał, że obecna międzynarodowa sytuacja jest porównywalna z okresem tuż przed 1939 rokiem. Może nas czekać zimna lub gorąca globalna wojna. Grenlandia odegra w tej rywalizacji kolosalną rolę, dlatego Chiny będą chciały za wszelką cenę przejąć kontrolę nad tą strategicznie ważną wyspą.

Zachodni filar bezpieczeństwa NATO

Dlatego w interesie bezpieczeństwa USA i NATO jest znalezienie rozsądnego rozwiązania problemu Grenlandii. Nic nie zmieni faktu, że jedynie USA są w stanie zagwarantować bezpieczeństwo militarne tej największej na świecie wyspy i jej rdzennych mieszkańców, wspólnoty Inuitów liczącej 56 836 osób. Tak było zresztą w 1940 roku, gdy Dania została podbita przez III Rzeszę i istniało ryzyko, że Niemcy wymuszą na tamtejszych władzach zrzeczenie się praw do tej kolonii. To wówczas USA i Wielka Brytania, obawiając się niemieckich baz i U-Bootów na wyspie, przejęły nad nią kontrolę. W 1941 roku duński ambasador w Waszyngtonie wbrew instrukcjom swojego rządu podpisał porozumienie z USA. Pozwalało ono na obecność wojsk Stanów Zjednoczonych na Grenlandii, co uczyniło z wyspy amerykański protektorat wojskowy. Po wojnie USA bezskutecznie próbowały kupić wyspę od Danii. Skończyło się na umowie z 1951 roku i zbudowaniu potężnej amerykańskiej bazy, w której w krytycznym okresie zimnej wojny stacjonował 10-tysięczny garnizon. A Kopenhaga dopiero w 1953 roku zmieniła kolonialny statut Grenlandii. Dziś ta największa wyspa świata znajduje się na pierwszej linii systemu wczesnego ostrzegania. Jak podkreślono w amerykańskiej National Defense Strategy, „(…) obrona ojczyzny zaczyna się na wysuniętych rubieżach, a nie na granicy”, a Grenlandia jest klasycznym przykładem tak wysuniętej obrony.

Znaczenie wyspy należy analizować w bezpośrednim związku z rozbudową rosyjskiej infrastruktury wojskowej w Arktyce. Rosja stworzyła spójny pas baz i instalacji wojskowych rozciągający się od Półwyspu Kolskiego przez Ziemię Franciszka Józefa i Nową Ziemię aż po Wyspy Nowosyberyjskie i Czukotkę. Infrastruktura ta obejmuje lotniska zdolne do obsługi bombowców strategicznych, systemy radarowe dalekiego zasięgu, rozbudowane zdolności obrony powietrznej oraz elementy stref A2/AD, które mają ograniczyć swobodę działania sił NATO w Arktyce i na Północnym Atlantyku. Rosyjska Flota Północna, oparta na strategicznych okrętach podwodnych przenoszących broń jądrową, traktuje Arktykę jako naturalny bastion operacyjny. Jak ujął to rosyjski dokument doktrynalny, Arktyka jest „strategiczną bazą zasobów i kluczowym regionem zapewnienia bezpieczeństwa narodowego Federacji Rosyjskiej”. W tym kontekście obecność Rosji na Svalbardzie, mimo formalnie zdemilitaryzowanego statusu archipelagu, ma szczególne znaczenie. Dla USA i NATO jest to przykład funkcjonowania tzw. szarej strefy, w której działania cywilne i naukowe łączą się z rozpoznaniem, aktywnością wywiadowczą i presją polityczną. Svalbard, podobnie jak inne punkty arktyczne, wpisuje się w rosyjską strategię stopniowego poszerzania kontroli informacyjnej i operacyjnej w regionie. Grenlandia stanowi w tym układzie zachodni filar arktycznej architektury bezpieczeństwa NATO oraz kluczową przeciwwagę wobec rosyjskiej dominacji militarnej na wschodniej flance Arktyki. Jak trafnie ujął to jeden z raportów RAND Corporation, „Arktyka przestaje być peryferiami, a staje się centralnym teatrem rywalizacji mocarstw”. 

Chińskie zagrożenie

Ale to Chiny stanowią główne zagrożenie. Ich zainteresowanie Grenlandią jest elementem szerszej, długofalowej strategii Pekinu wobec Arktyki, w której region ten postrzegany jest jako przyszła przestrzeń rywalizacji gospodarczej i geopolitycznej. W oficjalnym dokumencie rządowym China’s Arctic Policy z 2018 roku Chiny określiły się jako „near-Arctic state” (państwo bliskie Arktyki) i zapowiedziały budowę tzw. Polarnego Jedwabnego Szlaku, podkreślając, że „Chiny mają nadzieję współpracować ze wszystkimi stronami w celu zbudowania Polarnego Jedwabnego Szlaku, poprzez rozwój arktycznych szlaków żeglugowych”. Grenlandia w tej strategii uznana została za potencjalnie kluczowy punkt wejścia. Chińska spółka Shenghe Resources uzyskała udziały w projekcie Kvanefjeld, jednym z największych złóż metali ziem rzadkich na świecie, co wywołało poważne obawy w Danii i USA. W amerykańskich analizach bezpieczeństwa podkreślano, że „kontrola nad łańcuchami dostaw metali ziem rzadkich ma znaczenie strategiczne porównywalne z kontrolą nad ropą naftową w XX wieku”. Projekt Kvanefjeld został jednak zablokowany decyzjami politycznymi władz Grenlandii, które w 2021 roku wprowadziły restrykcyjne regulacje dotyczące wydobycia uranu, co de facto zahamowało chińskie zaangażowanie. Drugim filarem chińskich prób budowy wpływów były projekty infrastrukturalne. W 2018 roku chińskie firmy państwowe, w tym China Communications Construction Company, zgłosiły zainteresowanie budową i finansowaniem lotnisk w Nuuk, Ilulissat i Qaqortoq. Inwestycje te miały charakter cywilny, lecz z perspektywy strategicznej dawałyby Pekinowi długoterminową obecność w kluczowej infrastrukturze transportowej wyspy. Waszyngton uznał te projekty za potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa, a rząd w Kopenhadze zdecydował się przejąć finansowanie lotnisk, skutecznie eliminując udział Chin.

Grenlandia a przygotowania USA do zimnej wojny 2.0

Nowa Strategia Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych oznacza, że radykalnie skurczył się czas dla Zachodu na przygotowania do konfrontacji z Chinami, która zadecyduje o przyszłości USA i Europy. „Walka o Arktykę, z jej ogromnymi zasobami, będzie nową wielką grą XXI wieku” – zauważył w wywiadzie w lutym 2025 roku Steve Bannon, który pełnił funkcję głównego stratega na początku pierwszej kadencji prezydenta Donalda Trumpa. Ten, kto będzie panował nad Grenlandią, rozstrzygnie ową rywalizację Zachodu z totalitarnymi reżimami na swoją korzyść. Heather A. Conley zwraca uwagę na pilną potrzebę jednorodnego dowództwa na tym teatrze działań. Podkreśla, iż „wojsko amerykańskie musi również usprawnić odpowiedzialność za operacje w Arktyce, obejmując je jednym regionalnym dowództwem. W istniejącej strukturze, opracowanej w 2011 roku, obowiązki operacyjne są podzielone między Europejskie Dowództwo USA, obejmujące europejską część Arktyki, a Północne Dowództwo USA i amerykańsko-kanadyjską organizację NORAD, które razem obejmują Amerykę Północną. Dowództwo Indo-Pacyfiku USA zarządza natomiast większością potencjału powietrzno-desantowego i zdolnościami armii USA w zakresie walki z zimnem z siedzibą na Alasce. Ponieważ każde dowództwo koncentruje się na własnym obszarze, żadna pojedyncza jednostka nie ma kontroli nad Arktyką jako całością. Nawet wschodnie i zachodnie wybrzeże Grenlandii podlegają odrębnym jurysdykcjom wojskowym. Zjednoczone subregionalne Dowództwo Arktyczne USA byłoby w stanie wykrywać i reagować na działania przeciwników w Arktyce oraz wspierać dowództwa regionalne”.

Jak zwraca uwagę Hal Brands w swojej książce „Stulecie Eurazji”, „Pekin otwarcie angażuje się w wielokierunkową globalną ofensywę, by uzyskać przywództwo (…) oraz stopniowo spychać porządek pod przywództwem Stanów Zjednoczonych w przeszłość”. Działania wobec Grenlandii, Panamy, Wenezueli, Iranu mają przywrócić USA inicjatywę strategiczną wobec aktywności Chin. Z perspektywy Białego Domu wspólne działania Chin i Rosji, aby zdominować Ocean Arktyczny i przejąć kontrolę nad Grenlandią, oznaczałby śmiertelne zagrożenie dla Zachodu. Taki układ, oparty na komplementarności potencjałów – rosyjskich zasobów surowcowych i wojskowych, chińskiej potęgi przemysłowo-technologicznej, irańskich ambicji regionalnych oraz północnokoreańskiego komponentu odstraszania nuklearnego – mógłby skutecznie zdominować kluczowe obszary Eurazji, a w dłuższej perspektywie narzucić alternatywny wobec Zachodu porządek międzynarodowy. Jak zauważa Hal Brands, „Chiny (…) dysponują obecnie największymi siłami rakietowymi i najliczniejszą flotą wojenną. Wielkość ich arsenału nuklearnego podwoiła się w okresie zaledwie trzech lat (2020–2023)”.

Dlatego po powrocie Donalda Trumpa do władzy jednym z priorytetów strategicznych stała się próba rozbicia tego nieformalnego, lecz coraz ściślej współpracującego układu. Działania podejmowane przez USA miały na celu zarówno osłabienie spójności osi antyzachodniej, jak i demonstrację determinacji w obronie własnych stref wpływów. W tym kontekście kwestia Grenlandii, tak samo jak schwytanie Nicolása Maduro, wpisuje się w logikę nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych. Jej znaczenie wykracza poza wymiar regionalny – porządkuje ona amerykańską pozycję mocarstwową na półkuli zachodniej, eliminując potencjalne przyczółki wpływów Chin i Rosji, a jednocześnie sygnalizuje gotowość USA do działań ofensywnych przed zasadniczą fazą globalnej rywalizacji. Całość tych działań można interpretować jako zapowiedź nadchodzącej zimnej wojny 2.0, w której główną linią podziału świata staje się rywalizacja między Waszyngtonem a Pekinem.

 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane