Jak poinformował wczoraj wieczorem minister informacji Wenezueli Jorge Rodriguez, z powodu wciąż nieopanowanej awarii systemu energetycznego dziś szkoły, urzędy i firmy będą zamknięte. W kraju utrzymuje się napięta sytuacja. Władze zdecydowały się na takie posunięcie już po raz drugi od czasu wystąpienia awarii.
Ekipom naprawczym udało się przywrócić dostawy prądu w niektórych rejonach, ale większość kraju nadal jest jego pozbawiona. Prezydent Nicolas Maduro utrzymuje, że awaria jest rezultatem "wspieranego przez USA sabotażu", ale jego przeciwnicy twierdzą, że jest to rezultat niekompetencji i korupcji.
Brak prądu powoduje z kolei, że domy mieszkalne pozbawione są wody, nie działają telefony komórkowe a przed nielicznymi czynnymi stacjami benzynowymi, zasilanymi własnymi generatorami, tworzą się gigantyczne kolejki samochodów.
W sklepach pozbawionych prądu psuje się żywność, której i tak brakuje. Te, które mają własne generatory, oblegane są przez tłumy zdenerwowanych klientów.
Dramatyczna sytuacja utrzymuje się w szpitalach. Awaria systemu energetycznego uniemożliwia ich normalną pracę, w tym przeprowadzanie dializ u pacjentów z niewydolnością nerek. Według niezależnych źródeł od soboty zmarło z tego powodu 15 osób.
Doprowadzeni do ostateczności mieszkańcy stołecznego Caracas i innych miast Wenezueli atakowali w nocy z soboty na niedzielę policjantów. Na głównych ulicach wznoszono barykady i podpalano opony samochodowe.