Biden ostro o zamieszkach: "To byli krajowi terroryści"
To nie byli protestujący, to byli krajowi terroryści - powiedział dziś prezydent elekt USA Joe Biden o osobach, które w środę wtargnęły do gmachu Kongresu. Jego zdaniem do ataku na Kapitol przyczyniła się retoryka urzędującego szefa państwa Donalda Trumpa.
By Gage Skidmore from Surprise, AZ, United States of America - Joe Biden, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=85927680
Joe Biden
Szturm na siedzibę amerykańskiego parlamentu zwycięzca listopadowych wyborów prezydenckich nazwał "jednym z najbardziej mrocznych dni w historii USA". Mówił o "bezprecedensowym ataku" na amerykańską demokrację oraz praworządność.
- To nie był protest, to był chaos. To nie byli protestujący, nie nazywajcie ich tak, to był rozhukany motłoch, powstańcy, krajowi terroryści
Jego zdaniem rozwój sytuacji w takim kierunku "można było zauważyć". Biden oskarżył Donalda Trumpa o "lekceważenie demokracji, konstytucji oraz praworządności". Oskarżył gospodarza Białego Domu o "podżeganie tłumu do ataku na Kongres". Biden wypalił też, że gdyby Kapitol atakowali demonstrujący z ruchu Black Lives Matter, to... zostaliby potraktowani ostrzej przez służby bezpieczeństwa.
Wczoraj w Stanach Zjednoczonych radykalni demonstranci, którzy podawali się za zwolenników Donalda Trumpa, wtargnęli do gmachu Kongresu, doprowadzając do wstrzymania posiedzenia amerykańskiego parlamentu, który zebrał się, aby zatwierdzić wyborczą wygraną prezydenta-elekta Joe Bidena. Po wtargnięciu do gmachu Kongresu demonstrantom udało się wejść m.in. do sali obrad Izby Reprezentantów oraz biura szefowej tej izby Nancy Pelosi. Doszło do starć protestujących z policją. Interweniowała Gwardia Narodowa. Według informacji waszyngtońskiej policji, w trakcie zamieszek śmierć poniosły cztery osoby.
W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.