W czasie prezydenckiego wyścigu Biden ostro krytykował restrykcyjną politykę Donalda Trumpa wobec imigrantów. Nazywał republikańskiego prezydenta USA rasistą i prowadził kampanię na rzecz złagodzenia kontroli imigracyjnej, w tym wprowadzenia moratorium na deportacje. Obiecywał też zakończenie polityki Trumpa nazywanej "czekaj w Meksyku" dla osób ubiegających się o azyl, a także wstrzymanie budowy muru granicznego. Wszystkie te działania Bidena dawało imigrantom słuszne powody, by sądzić, że jeśli zostanie on wybrany, łatwiej będzie im dostać się do Stanów Zjednoczonych.
Dlatego po zwycięstwie Bidena masowo ruszyli do USA, co sprawiło, że przy granicy rozgrywają się dziś dantejskie sceny. Biden długo milczał, unikał nawet organizowania konferencji prasowych. A liberalne media starały się zatuszować temat, milcząc na temat wywołanego przez Demokratę kryzysu humanitarnego.
Teraz zaś w wywiadzie, który w całości zostanie wyemitowany dzisiaj w stacji ABC, Biden poprosił migrantów: "Nie przyjeżdżajcie. Jesteśmy w trakcie organizowania się, nie opuszczajcie swoich miejscowości, miast i społeczności". Przywódca USA zapewnił, że władze "odsyłają ludzi" z granicy.
Fala migracji, która trwa od objęcia przez niego najwyższego urzędu w państwie, szybko jednak nie ustanie. Sprawa staje się coraz poważniejsza, albowiem codziennie na terytorium amerykańskie przedostają się setki dzieci bez opieki rodziców, czy osób dorosłych. Władze USA są świadome tego, że rodzice i opiekunowie tych dzieci rozmyślnie wysyłają je, aby samotnie przekraczały granicę licząc na to, że będą łagodniej traktowane niż dorośli.
Dotychczas dzieci trafiały do tymczasowych schronisk zorganizowanych w budynkach straży granicznej USA, które jednak nie są przystosowane do takiej roli. Obecnie straż opiekuje się ponad 4 tysiącami dzieci bez opieki, a liczba ta wciąż rośnie.
Urzędnicy Białego Domu konsekwentnie odmawiają nazwania sytuacji "kryzysem". Sytuacja na południu kraju nabiera w USA politycznego rozgłosu, szczególnie po stronie Republikanów. - Kryzys spowodowany jest przez politykę nowej administracji. Nie można tego nazywać inaczej niż "graniczny kryzys Bidena" - stwierdził lider frakcji Republikanów w izbie niższej Kevin McCarthy w trakcie swojej wizyty w teksańskim El Paso. Jednak w wywiadzie dla ABC Biden nie zgodził się z tymi zarzutami, zaprzeczając, jakoby jego zdaniem migranci przyjeżdżali do USA przyciągani deklaracjami przedstawicieli jego rządu.
W obliczu fali migracji minister bezpieczeństwa narodowego (DHS) Alejandro Mayorkas poinformował w sobotę, że Federalnej Agencji Zarządzania Kryzysowego (FEMA) utworzy w ciągu 3 miesięcy system bezpiecznego przyjmowania, zapewniania schronienia i przewożenia małych imigrantów. Samotne dzieci będą przekazywane w ciągu 3 dni Departamentowi Zdrowia i Służb Socjalnych (HHS). Zadaniem resortu będzie odnalezienie rodziców, lub krewnych dzieci, być może już mieszkających w USA, albo osoby mogącej się nimi zaopiekować. Tam mają oczekiwać na rozstrzygnięcie ich sprawy przez sąd imigracyjny.
Sprawę komplikuje jednak fakt, że dzieci przybywa tak szybko, że władzom brakuje czasu na znalezienia dla nich opiekunów. Mayorkas twierdzi, że od 20 lat na południe USA nie przybywało tak wielu przybyszy z Ameryki Środkowej.
Za swoje podejście Biden mierzy się także z krytyką niektórych polityków własnej partii, w tym tych z Teksasu. "Nie zamierzamy zamykać dzieci w klatkach, rozdzielać rodzin ani wyrywać dzieci z ramion matek. Ale potrzebujemy uporządkowanego procesu dla migrantów kwalifikujących się do azylu, aby mieli szanse ubiegać się o niego w swoim kraju lub w kraju sąsiednim (...)" - proponuje demokratyczny kongresmen z tego stanu Vicente Gonzalez.
Senator Demokratów z Illinois Dick Durbin ocenił natomiast, że w Kongresie nie ma obecnie poparcia dla szerokiej ustawy imigracyjnej, do której wzywa Biden. Docelowo przyznać ma ona obywatelstwo amerykańskie około 11 mln osób, których pobyt w USA nie jest uregulowany prawnie.