Polityk był gościem programu publicystycznego emitowanego na pierwszym kanale białoruskiej państwowej telewizji. W jego trakcie Władimir Arczakow został zapytany m.in. o kwestie sankcji gospodarczych nałożonych na Białoruś przez kraje Zachodu. – Inicjatorami sankcji są ludzie, którzy uciekli z Białorusi – powiedział wiceszef Rady Bezpieczeństwa Białorusi. Jak dodał, otrzymują za to pieniądze od przedsiębiorstw, które zastępują na rynku wyrzucone białoruskie firmy. – Ci ludzie nie wiedzą, w co się pakują. Zostaną zdradzeni przez Zachód, w zasadzie już to się dzieje – wskazał Arczakow. – Zostaną wyrzuceni i zginą w jakichś wypadkach samochodowych – powiedział polityk.
Słowa wiceszefa jednej z kluczowych reżimowych instytucji w pełni oddają obraz tego, jaką taktykę stosuje Białoruś wobec swoich przeciwników. Jeden z jej ostatnich tragicznych przykładów to śmierć białoruskiego aktywisty Witala Szyszoua, którego znaleziono powieszonego na początku sierpnia br. w parku w Kijowie. Rodzina i znajomi nie mają wątpliwości, że było to zabójstwo upozorowane na samobójstwo, dokonane być może przez białoruską agenturę. Szyszou zajmował się m.in. pomaganiem Białorusinom prześladowanym przez reżim Łukaszenki.
Tymczasem sąd w Mińsku skazał opozycjonistów Marię Kalesnikawą i Maksima Znaka. Usłyszeli oni wyroki odpowiednio 11 oraz 10 lat pozbawienia wolności. Kalesnikawa została zatrzymana 7 września ub.r. Jak twierdzą świadkowie, próbowano ją zmusić do wyjazdu na Ukrainę, co udaremniła, niszcząc swój paszport. Znak został zatrzymany dwa dni później, 9 września. Reżim oskarżył opozycjonistów m.in. o nawoływanie do rebelii w celu przejęcia władzy w kraju oraz utworzenie organizacji o charakterze ekstremistycznym. Ich proces trwał od 4 sierpnia i toczył się za zamkniętymi drzwiami.
Zdaniem obrońców praw człowieka na Białorusi jest obecnie ok. 657 więźniów sumienia. Wczoraj do uwolnienia wszystkich więźniów politycznych na Białorusi wezwało Stałe Przedstawicielstwo RP przy UE w Brukseli.