"Niezależne rosyjskie media są poważnie zagrożone" - oceniają autorzy listu, wśród których są dziennikarze prasy zachodniej ("Le Monde", "Guardian" i "Washington Post"), jak i dziennikarze z Ameryki Południowej, krajów bałkańskich, Ukrainy.
W liście wskazano, że "w rosyjskim świecie mediów dominują media kontrolowane przez państwo albo przez dawnych przyjaciół (prezydenta) Władimira Putina". Autorzy apelu wymieniają w tym miejscu duże stacje telewizyjne, które są własnością państwa (RT, Rossija 1) albo holdingu należącego do biznesmena Jurija Kowalczuka, uważanego za "bankiera" rosyjskiej elity rządzącej. Istnieją też media internetowe, "jednak w ostatnich miesiącach nasiliły się ataki Kremla na pozostałości mediów niezależnych" - ostrzegają sygnatariusze listu.
Wymieniają w tym miejscu rewizję w mieszkaniu Romana Anina, dziennikarza śledczego i założyciela portalu Ważnyje Istorii. Anin jest teraz świadkiem w sprawie karnej, "jednak w dowolnym momencie może stać się podejrzanym lub oskarżonym, co oznaczałoby groźbę czterech lat pozbawienia wolności" - czytamy w apelu. Dziennikarze uważają, że sprawę karną wobec Anina o opublikowanie bez zezwolenia zdjęć z serwisu Instagram służby wykorzystały jako pretekst do inwigilacji Anina, w tym podsłuchiwania jego rozmów i czytania poczty elektronicznej.
"Ataki na dziennikarzy i media, w połączeniu z dziesiątkami przepisów ograniczających wolność słowa, przyjętymi w ostatniej dekadzie, pokazują, że Kreml ma zamiar zmusić do milczenia media niezależne i pozbawić obywateli rosyjskich dostępu do prawdziwych informacji" - oceniają sygnatariusze. Swój apel opublikowali w poniedziałek, gdy przypada Światowy Dzień Wolności Prasy.