Według wydanego w sobotę przez Pałac św. Jakuba komunikatu świeżo upieczeni małżonkowie "postanowili nie udawać się od razu na miesiąc miodowy", a po weekendzie spędzonym "we dwoje w Wielkiej Brytanii książę w przyszłym tygodniu wróci do pracy jako pilot śmigłowca ratunkowego". Poinformowano, że para nie uda się do rezydencji na wyspie Anglesey w północnej Walii, ale zostanie w W. Brytanii i prosi, by w czasie tego krótkiego wyjazdu, jak również w czasie miesiąca miodowego za granicą "uszanowano ich prywatność". Gdzie wyjadą?
Wśród typów bukmacherów pojawiały się: Seszele, Kenia, któraś z wysp Wielkiej Rafy Koralowej, prywatna wysepka na Karaibach czy grecka Korfu. Bukmacherzy nie wykluczają także Jordanii wraz ze zwiedzaniem starożytnej Petry. Wiadomo jedynie, że William, który służy jako pilot śmigłowca ratunkowego RAF, i wkrótce będzie miał dwa tygodnie wolnego, a nowożeńcy pragną spędzić ten czas z dala od wścibskich mediów.
Przed odlotem młoda para wyglądała na zrelaksowaną i wypoczętą mimo wrażeń poprzedniego dnia. W piątek Kate - a obecnie już księżną Cambridge - chwalono za wytworną suknię ślubną zaprojektowaną przez Sarah Burton. W kreacji tej samej projektantki wystąpiła także później na przyjęciu weselnym.
W uroczystości ślubnej w Opactwie Westminsterskim uczestniczyło 1,9 tys. gości, a przejazd ślubnego orszaku obserwowało ok. 1 mln mieszkańców Londynu i turystów. Oprawę zapewniło ok. 1 tys. żołnierzy różnych formacji i 6 orkiestr wojskowych. Porządku pilnowało ok. 5 tys. policjantów w mundurach i po cywilnemu. Aresztowano ponad 50 osób, w tym kilkunastu anarchistów. Koszty bezpieczeństwa oceniane są na ok. 20 mln funtów.
Sieć BBC podała w sobotę, że w samej Wielkiej Brytanii książęcy ślub oglądały ponad 24 miliony ludzi. Brytyjskie władze szacowały, że na całym świecie transmisję obejrzą dwa miliardy ludzi.