Według portalu EU observer, znacząca liczba Polaków zajmuje się w Libii obsługą śmigłowców. Są tam także Belgowie, Francuzi i Grecy. Dla Kaddafiego walczą również najemnicy z Czarnej Afryki, którzy otrzymują powyżej dwóch tysięcy dolarów za dzień. Wszyscy napływają do Libii przez wojskowe lotniska leżące na południu kraju.
Armia Kaddafiego liczy jedynie około 25 tysięcy żołnierzy, gdyż wielu mundurowych zdezerterowało. Po stronie libijskiego dyktatora walczą też świetnie wyposażone bojówki, liczące nawet 50 tysięcy osób, dowodzone przez synów władcy.
Informacje o europejskich najemnikach pochodzą od organizacji Lotophages Consulting, która zajmuje się między innymi kwestiami bezpieczeństwa instytucji unijnych. Ekspert zajmujący się kwestiami przestępczości zorganizowanej Michel Koutouzis w lutym i w marcu zbierał informacje w północnej Afryce. Specjalista wyjaśnił, że w libijskim społeczeństwie niedopuszczalne jest zabicie przedstawiciela tego samego plemienia. Dlatego też Kaddafi potrzebuje do walk z powstańcami zagranicznych najemników.
Według źródeł zbliżonych do opozycyjnych władz, wśród bojowników walczących po stronie dyktatora są też Algierczycy, Rosjanie i Syryjczycy. Jak podają informatorzy, zaczęli oni napływać do Libii po rozpoczęciu bombardowań przez siły Zachodu. Według opozycji, władze Syrii i Algierii boją się, że obywatele tych krajów wezmą przykład z Libijczyków i staną do walki.
Organizacja Human Rights Watch, której trzej przedstawiciele przebywają na libijskim froncie, dystansuje się od tych informacji. Aktywista Peter Bouckaert powiedział, ze dotąd organizacja nie ma dowodów, by w szeregach walczących dla Kaddafiego byli Europejczycy, obywatele RPA czy Zimbabwe. Powołał się przy tym na źródła wśród południowoafrykańskich najemników. Według Bouckaerta, cudzoziemcy w Libii to w większości imigranci zarobkowi z Afryki subsaharyjskiej.
W rozmowach z TVN24 polscy eksperci nie wykluczają, że Polacy mogliby rzeczywiście wstąpić na służbę Kaddafiego. - Polacy na pewno gdzieś tam są, ale ślad polski jest znikomy. Doniesienia na ten temat są delikatnie przesadzone - stwierdził mjr rezerwy Arkadiusz Kups. Zdaniem byłego wojskowego, większość "wsparcia" dla Kaddafiego z naszego regionu pochodzi z byłych republik ZSRR.
Tadeusz Wróbel z tygodnika "Polska zbrojna" podkreśla, że doniesień o najemnikach w służbie Kaddafiego jest dużo, ale to domysły niepoparte dowodami. Specjalista dodaje, że podjęcie pracy jako najemnik jest "prywatną inicjatywą" danej osoby i wcale nie wykluczone, że również jacyś Polacy mogli się zdecydować na pracę dla libijskiego dyktatora.