„Gdyby był psychoterapeuta, zajmujący się kryzysami w stosunkach międzypaństwowych, Polska i Rosja miałyby stałe miejsce na jego kozetce - pisze w najnowszym wydaniu "Die Zeit”. – „Część polskiej elity mówi po rosyjsku, ceni rosyjską kulturę, ale boi się moskiewskiego państwa i jego imperializmu. Przedstawiciele rosyjskiej inteligencji podziwiają sztukę i dążenie do wolności Polaków - ale skarżą się na ich pychę. Po rozpadzie Związku Sowieckiego Polska stała się bliskim sojusznikiem USA i popierała antyrosyjskie rewolucje na Ukrainie i w Gruzji. W zamian Rosja próbowała wbić klin między Polskę a jej europejskich partnerów" – czytamy w artykule "Kuzyni potrzebują terapeuty".
„Die Zeit” uważa, że tragedia smoleńska wiele zmieniła w stosunkach polsko-rosyjskich. „Rosja zareagowała z wielkim współczuciem" – pisze autor artykułu. Do "tradycji nieufności i złośliwości" powrócono, gdy Rosja przedstawiła swój raport ze śledztwa po katastrofie smoleńskiej obciążający winą stronę polską.
"Bezkrytyczna forma raportu ze śledztwa pokazuje, że trudny proces historycznego pojednania może zakończyć się niepowodzeniem. Rosja ma poczucie, że prowadziła śledztwo ze wzorową otwartością. Protesty z Polski brzmią dla Moskwy obraźliwie. Rosyjskim przywódcom może skończyć się cierpliwość" - pisze niemiecki tygodnik dodając, że od chwili publikacji raportu MAK zacina się współpraca Polski i Rosji.
W odrębnym artykule, zatytułowanym "Wojna po śmierci", „Die Zeit” opisuje sytuację w Polsce rok po katastrofie smoleńskiej.
"Przez chwilę po tym, jak tupolew się rozbił, impet nieszczęścia zjednoczył kraj. Przyszła nadzieja. Tysiące ludzi przychodziły pod Pałac Prezydencki, wielu składało kwiaty. Harcerze ustawili drewniany krzyż. Tak było do czasu, aż nowy prezydent, człowiek Tuska, polecił przenieść krzyż do blisko położonego kościoła. Wojna polsko-polska na dobre się rozpoczęła. Także Jarosław Kaczyński włączył się do bitwy" – pisze niemiecki tygodnik.