Aleksandr Lebiediew wystosował oficjalny list do Putina. "Wielce szanowny Władimirze Władimirowiczu zwracam się do Pana o interwencję ws. tego bandyckiego rajdu wilkołaków i pagoniarzy" - napisał. Skarży się, że jego interesy bankowe są celem ataku, a jemu osobiście zagrożono więzieniem, jeśli nie wyjedzie z kraju. Według jego relacji, zażądano od niego łapówki, a jego pracownicy otrzymują groźby. "Jak dotąd nie poszły w ruch granaty i inne materiały wybuchowe, ale mam do czynienia ze zorganizowaną grupą mafijną działającą pod pretekstem wykonywania rozkazów z góry" - napisał do Putina.
Z początkiem ubiegłego tygodnia Lebiediew zrezygnował z udziału w konferencji biznesmenów w Londynie, obawiając się, że nie będzie mógł z niej wrócić do Moskwy.
Kto - jego zdaniem - stoi za atakami? To gang skorumpowanych funkcjonariuszy FSB i milicjantów - przekonuje. Członkowie grupy maja być powiązani z małym bankiem, który kiedyś był w rękach oligarchy.
Majątek Lebiediewa szacuje się na 1,9 mld funtów. Oprócz inwestycji w sektorze bankowym, lotniczym, budowlanym i rolnym oligarcha posiada też udziały "Nowej Gaziety", a w Wielkiej Brytanii jest właścicielem "Independent" oraz "Evening Standard". W przeszłości wypowiadał się krytycznie o braku reform w Rosji i korupcji, choć powstrzymywał się od personalnych oskarżeń.