Europejska centrala daje Ukrainie tydzień na rozwiązanie problemów. W innym wypadku współgospodarz Euro 2012 zostanie zawieszony. To poważne zagrożenie dla organizacji piłkarskich Mistrzostw Europy. To oczywiste, że jeśli federacja ukraińska zostanie zawieszona, goszczenie finałów Euro 2012 będzie niemożliwe.
"Pogląd komisji był bardzo jednogłośny. Niemożliwe będzie rozegranie Euro 2012 na Ukrainie, jeśli nie zostanie znalezione właściwe rozwiązanie" - przyznał Gianni Infantino, sekretarz generalny UEFA. "Jesteśmy jednak przekonani, że obecna sytuacja zostanie szybko wyjaśniona, ku zadowoleniu wszystkich stron. Polityczna ingerencja w sprawy federacji jest absolutnie niedopuszczalna" - dodaje.
Stanowisko UEFA wspiera FIFA, która także napisała list do ukraińskiej federacji. Także światowa federacja groziła palcem i ostrzegała, żeby politycy nie mieszali się w sprawy federacji.
O co całe zamieszanie? Według ukraińskich mediów, chodzi o konflikt prezesa FFU i członka władz UEFA, Hrihorija Surkisa z właścicielami oraz szefami potężnych klubów piłkarskich z Doniecka i Charkowa.
Jeśli nasi wschodni sąsiedzi rzeczywiście zostaliby ukarani usunięciem ze struktur UEFA, to byłby cios także w ich piłkę klubową. Jeśli Ukraina zostanie zawieszona, to automatycznie stracą prawo gry na międzynarodowej arenie kluby, które wciąż liczą się w walce o triumf w Lidze Mistrzów (Szachtar Donieck) i Lidze Europy (Metalist Charków, Dynamo Kijów). Podłożem konfliktu stała się decyzja FFU o ukaraniu odebraniem punktów w bieżących rozgrywkach klubów: Metallist Charków i Karpaty Lwów oskarżonych o "ustawienie" meczu w sezonie 2007/2008. Ukarani podjęli walkę o odsunięcie Surkisa od kierownictwa FFU. Zdaniem tamtejszych mediów, sam zainteresowany miał zwrócić się do UEFA i FIFA o interwencję w tej sprawie, sugerując, że chcą go zniszczyć ludzie powiązani z układem politycznym.
Europejska Federacja - podobnie jak wcześniej światowa - domaga się pozostawienia bez zmian obecnego Komitetu Wykonawczego FFU z prezesem Surkisem na czele. Centrala zapowiedziała, że nie będzie uznawała żadnego innego składu komitetu wyłonionego przez rząd.
Na całym zamieszaniu może skorzystać Polska. Jeśli czarny scenariusz dla Ukraińców stanie się faktem, być może prawo do organizacji meczów dostałyby dwa kolejne miasta nad Wisłą. Chodzi o Kraków i Chorzów, czyli miasta, które znalazły się na naszej liście rezerwowej. UEFA ma jednak w zanadrzu plan B. Platini jakiś czas temu nie ukrywał, że w sytuacji awaryjnej o pomoc można poprosić federację niemiecką. Wówczas część spotkań odbyłaby się na stadionach znanych z Bundesligi.
To nie pierwszy raz, kiedy po stronie Ukrainy pojawiają się komplikacje z przygotowaniami do turnieju. Szef UEFA - Michael Platini - po kwietniowej wizycie u naszych wschodnich sąsiadów narzekał na tempo prac nad budową stadionów.