Funkcjonariusze użyli pałek i gazu łzawiącego. Do jednej z największych demonstracji ostatnich lat doszło około godziny 1. w nocy czasu lokalnego na placu Tahrir w centrum Kairu. Według szacunków, w manifestacji antyrządowej brało udział nawet 15 tysięcy osób. Naprzeciw nich stanęło ok. 20-30 tysięcy funkcjonariuszy. Zaczęły się aresztowania. Ci, którzy próbowali uciec bocznymi uliczkami, byli ścigani.
Przeciwnicy prezydenta Hosniego Mubaraka nie zamierzają ustępować. Protestujący planują zostać na ulicach, dopóki nie upadnie obecny rząd. Do starć doszło nie tylko w stolicy. Podczas zajść w Suezie, na wschód od Kairu, zginęły co najmniej dwie osoby. W Kairze zginął policjant - podają lokalne media.
Protesty Egipcjan są zainspirowane sytuacją w Tunezji, gdzie w wyniku wielotygodniowych manifestacji, obalono rządzącego 23 lata krajem prezydenta Bena Alego. Podobnie jak Tunezyjczycy, również inni Arabowie są sfrustrowani rosnącymi cenami żywności, skrajnym ubóstwem, wysokim bezrobociem i autorytarnymi rządami. Według wyliczeń organizacji humanitarnych, 80 proc. mieszkańców Egiptu żyje za mniej niż 2 dolary dziennie.
Do demonstracji wezwano m.in. na portalach społecznościowych Facebook i Twitter. Jak podaje serwis BBC, portal Twitter w Egipcie już nie działa (został zablokowany), a w okolicach Kairu nie działają telefony komórkowe.