Serwis kresy.pl opisuje relację ukraińskiej dziennikarki telewizyjnej z kanału "1+1" , której udało się przeniknąć w szeregi FEMEN i zdemaskować kulisy działania całej organizacji.
Okazuje się, że dziennikarka zamiast rozmowy kwalifikacyjnej musiała przejść specjalny test. Aby zostać działaczką FEMEN, trzeba pozwolić się sfotografować z nagimi piersiami. Zdjęcia wykonuje telefonem komórkowym jedna z zaufanych przedstawicielek organizacji. Nie potrzebne są żadne zaświadczenia ani deklaracje.
Jedna z głównych liderek FEMEN, Aleksandra Szewczenko, tłumaczy, że zrobienie nagiego zdjęcia przed przystąpieniem do organizacji jest potrzebne, żeby mieć pewność, że każda działaczka będzie w stanie rozebrać się przed kamerami. To właśnie Szewczenko wraz z siostrą Inną odpowiadają za ścięcie pokutnego krzyża w centrum Kijowa i kojarzone są z komunistycznymi oraz lewicowymi politykami ukraińskimi.
Dziennikarka po krótkiej ideologicznej indoktrynacji została wysłana na pierwszą „misję”. Działaczki FEMEN protestowały przed islamskim centrum w Paryżu. Okazuje się, że cała podróż do Francji, hotel, taksówki oraz jedzenie zostały opłacone. Wyjazd kosztował niemal 1 tys. euro za dobę za jedną działaczkę FEMEN. Specjalnie na „misję” w Paryżu zostały także zakupione skąpe stroje.
Co ciekawe za utrzymanie biura w centrum Kijowa FEMEN płaci równowartość ok 2,5 tys. dol. miesięcznie, a każda z działaczek feministycznej organizacji otrzymuje regularną pensję nie mniejszą niż tysiąc dolarów.
Audycja „Hroszi” ("Pieniądze"), na zlecenie której pracowała dziennikarka, podsumowuje - "za gołymi piersiami feministek skrywają się czyjeś pieniądze i polityczne interesy”. Coraz częściej w otoczeniu aktywistek FEMEN pojawiają się rzekomo: były właściciel media holdingu KP Media Amerykanin Jed Sunden, niemiecki milioner Helmut Geier oraz businesswoman z Niemiec Beate Schober.
