Ludzkie szczątki zakonserwowane za pomocą formaldehydu znajdowały się w czterech 50-litrowych plastikowych beczkach. Znaleźli je miejscowi podczas grzybobrania. Beczki porzucono w rowie przy autostradzie. Każdy z embrionów był wielkości połowy dłoni i był opatrzony identyfikatorem z nazwiskiem i liczbą. – Możliwe, że są to numery sal w szpitalu, w których leżały matki abortowanych dzieci – powiedział dziennikarzom lokalny przedstawiciel Głównego Zarządu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji Walerij Gorielych. Jak poinformowała policja, beczki zostały wyrzucone prawdopodobnie z ciężarówki. Embriony przewieziono do kostnicy, w której trwają badania sekcyjne.
– Co roku w Rosji dokonuje się 5–6 mln nielegalnych aborcji – skomentowała sytuację w wywiadzie gazecie „Izwiestia" szef komisji parlamentarnej ds. rodziny, kobiet i dzieci Jelena Mizulina. – Nielegalnych, bo przeprowadza się je w zbyt późnym okresie ciąży. Znalezisko w beczkach – to już nie są embriony, lecz ludzkie płody – nienarodzone zabite istoty ludzkie – dodała.
Cytowani przez rosyjskie media eksperci są zgodni, że znalezione embriony mogły być wykorzystane w przemyśle farmaceutycznym lub kosmetologii. – To może być materiał aborcyjny, który był przeznaczony do przygotowania szczepionek czy materiałów wykorzystywanych w produkcji kosmetyków – potwierdziła radiu „Rosijskaja Slużba Nowostiej" lekarz ginekolog Juliana Abajewa.
