To bezprecedensowy krok wobec kraju członkowskiego Unii, w ramach procedury sankcji za nadmierny deficyt. To też pierwszy raz od chwili istnienia unijnego paktu stabilności i wzrostu, że tak surowa kara została zastosowana. Komisarz UE ds. walutowych Olli Rehn zagroził w styczniu, że jeśli w ciągu bieżącego roku Węgrzy nie podejmą wystarczających działań, by utrzymać deficyt budżetowy poniżej 3 proc. PKB, zostanie im zamrożony dostęp do unijnych funduszy spójności. Sęk w tym, że według prognoz KE w tym roku deficyt Węgier ma wynieść tylko 2,8 proc. PKB, czyli zmieści się w granicach wyznaczonych przez pakt stabilności i wzrostu. Dlatego Budapeszt uważa, że działania KE są umotywowane politycznie. Prawicowy rząd Orbana był wielokrotnie krytykowany w Brukseli m.in. za reformę medialną i sądownictwa. – Udało nam się zmniejszyć deficyt poniżej 3 proc. PKB. Komisja zawzięła się na nas i usiłuje z nas zrobić przykład dla innych, wobec których jest bardziej pobłażliwa – podkreślał szef kancelarii Orbana, Mihaly Varga. W budżecie UE na lata 2007-2013 przeznaczono dla Węgier 8,6 mld euro w ramach polityki spójności. W 2013 roku Węgry powinny dostać z tej puli 1,7 mld euro.
- Bruksela nie odbierze ani centa z funduszy spójności dla Węgier, których częściowe zawieszenie zaproponowała Komisja Europejska z powodu nadmiernego węgierskiego deficytu budżetowego – zapewniał na początku marca premier Viktor Orban w węgierskim radiu MR1. - Możecie to traktować jako pewnik: w styczniu 2013 roku nie odbiorą Węgrom nawet centa – mówił, komentując zapowiedzi Brukseli.
