W ubiegłą środę sąd w Mińsku skazał 25-letniego Kowaliowa i jego rówieśnika Dźmitryja Kanwałau na karę śmierci przez rozstrzelanie. Uznał ich tym samym winnymi zamachu w mińskim metrze z 11 kwietnia 2011, w wyniku którego zginęło 15 osób, a 204 zostały ranne.
Podczas niedzielnej konferencji w warszawskim Centrum Białoruskim, Lubou Kowaliowa, matka jednego ze skazanych, zaapelowała o pomoc w sprawie przywrócenia moratorium na wykonywanie kary śmierci w jej kraju.
Chciałabym się zwrócić do wszystkich osób, które nie są obojętne, z prośbą o pomoc, żeby nie dopuścić do wykonania tej okrutnej kary. Przeciwko mojemu synowi nie ma żadnego przekonującego dowodu. Mój syn został ukarany za to, że znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie – mówiła Białorusinka.
Kowaliowa stwierdziła, że na Bialorusi bardzo często zdarzają się pomyłki sądowe. Matka zwróciła się już z prośbą o ułaskawienie syna do prezydenta Aleksandra Łukaszenki. „Nikt nigdy nie mógł mi zarzucić, że niegodnie wychowałam swoje dzieci. Mój syn nie mógł popełnić tego potwornego przestępstwa, za które został skazany” – napisała m.in. w liście do białoruskiego prezydenta.
Obecna podczas warszawskiej konferencji białoruska opozycjonistka Ludmiła Hraznowa poinformowała, że była na prawie wszystkich rozprawach Kowaliowa i Kanwałau w Mińsku. - Z każdym posiedzeniem sądu rosła u mnie pewność, że te osoby nie dokonały tego zamachu – stwierdziła. Jej zdaniem, na sąd wywierana była znaczna presja, ale Łukaszenka może i powinien skorzystać z prawa łaski, jakie mu przysługuje.

Mińsk - dzień po zamachu fot. Rafał Kotomski

Mińsk - dzień po zamachu fot. Rafał Kotomski