Według Ammara Kurabiego, szefa Krajowej Organizacji na rzecz Praw Człowieka, armia i siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do cywilów w Hamie, zabijając 95 osób. Poprzedni bilans mówił o 45 ofiarach śmiertelnych ofensywy armii w tym mieście, położonym na zachodzie Syrii.
Kurabi przekazał, że w sumie w atakach armii w kilku syryjskich miastach zginęło w niedzielę 121 osób, a dziesiątki zostały ranne. Stan wielu jest ciężki.
Syryjski działacz na rzecz praw człowieka sprecyzował, że 19 osób zginęło w mieście Dajr az-Zaur, na wschodzie Syrii, sześć w mieście Harak, a jedna w Abu Kamal (także na wschodzie kraju).
Od kilku tygodni władze próbują zdławić opór przeciwników reżimu prezydenta Baszara el-Asada w Hamie, gdzie dochodziło do wielkich manifestacji, gromadzących nawet 500 tys. ludzi.
Hama jest symbolem walki z reżimem od czasu krwawego stłumienia w 1982 roku zorganizowanego przez Bractwo Muzułmańskie powstania przeciwko ojcu obecnego prezydenta - Hafezowi el-Asadowi. Zginęło wówczas - według różnych szacunków - od 10 tys. do 30 tys. ludzi.
Opozycja ocenia, że syryjskie siły bezpieczeństwa od rozpoczęcia antyrządowych wystąpień, zabiły 1 634 osoby. Los kolejnych 2 918 osób jest nieznany. Aresztowano ok. 26 tys. osób, z których wiele było poddawanych torturom. Za kratami przebywa dotychczas 12 617 przeciwników prezydenta.