W Lesznie po niezwykle udanym sezonie, w którym drużyna pewnie obroniła mistrzowski tytuł, postanowiono postawić na sprawdzonych żużlowców. Trochę w myśl zasady, że zwycięskiego składu się nie zmienia, władze klubu postanowiły, że wszyscy zawodnicy pozostaną w zespole na kolejny sezon.
"Ta drużyna coraz mniej się zmienia. Przed tym sezonem jej kadra pozostała zupełnie bez zmian, bo też co mieliśmy zmieniać? Mamy najlepszą parę młodzieżową w kraju, z aktualnym mistrzem świata juniorów Bartkiem Smektałą. Ten skład jest tak skomponowany, że przez najbliższy rok możemy dalej jeździć na wysokim poziomie. Zespół jest bardzo zgrany i kompletny. Mamy od trzech lat nowego toromistrza, trzeci sezon drużynę poprowadzi Piotr Baron"
- tłumaczył Rusiecki.
Drużyna po urlopach na pierwszych zajęciach spotkała się już w listopadzie ubiegłego roku. Przez pierwsze tygodnie zawodnicy pracowali przede wszystkim nad przygotowaniem fizycznym. W lutym leszczynianie wyjechali na zgrupowanie do Hiszpanii, gdzie trenowali na motocrossie. Na początku marca żużlowcy oswajali się już z własnym torem. Przed inauguracją rozgrywek rozegrali kilka sparingów, m.in. dwukrotnie pokonali Stelmet Falubaz Zielona Góra (49:41, 58:32), beniaminka pierwszej ligi Ostrovię Ostrów Wielkopolski (60:30) oraz MrGarden GKM Grudziądz (47:43).
"Tak naprawdę naszą formę zweryfikują trzy najbliższe kolejki. Sparingi niewiele mówią, odbyły się, potestowaliśmy sobie trochę sprzęt. Większość zespołu jest w dobrej, niektórzy w bardzo dobrej formie, ale na rzetelną ocenę trzeba jeszcze trochę poczekać"
- powiedział Baron.
Menedżer mistrza Polski nie ma jednak spokojnej głowy przed inauguracją rozgrywek. We wtorek w turnieju eliminacyjnym Złotego Kasu w Ostrowie Wielkopolskim najbardziej doświadczony żużlowiec Fogo Unii Jarosław Hampel miał dość poważny wypadek. Dwukrotny wicemistrz świata złamał łopatkę, co oznacza, że nie wystąpi w kilku najbliższych meczach.
Baron zapewnił jednak, że drużyna będzie walczyć o najwyższe cele, a pierwszym zadaniem będzie zakwalifikowanie się do play off, czyli zajęcia miejsce w czwórce po rundzie zasadniczej.
"Są duże oczekiwania, ale kibice też zdają sobie sprawę, że jest to tylko sport i jest tu wszystko możliwe. Nie ma tu złotego środka, nikt też nie ma złotej kluli, żeby kibicom obiecać, że będzie na 100 procent mistrzostwo. Presja zresztą jest wszędzie, nie tylko w Unii. Kibice wymagają od nas medali, ale generalnie tego oczekują też w innych ośrodkach"
- podkreślił.
W Lesznie walczą też o kibica i poprawę frekwencji. W sezonie 2018 r. mecze na stadionie im. Alfreda Smoczyka oglądało średnio 11,5 tys. widzów, ale średnią poprawiły spotkania play off.
"Przeprowadzamy mnóstwo akcji marketingowych przed meczami. Organizujemy konkursy, jeździmy z zawodnikami do przedszkoli, szkół. Niestety, ta frekwencja nie jest zadowalająca, a w najbliższym sezonie pod tym względem może być niestety gorzej. Pamiętajmy, że teraz wszystkie cztery mecze będą transmitowane przez stacje telewizyjne, a kibice coraz częściej wybierają mecze przed telewizorem niż przychodzenie na stadion. Podobny problem jest z frekwencją na piłkarskich stadionach"
- przyznał Rafał Dobrowolski z biura prasowego klubu.
Na inaugurację sezonu leszczynianie w niedzielę podejmować będą Betard Spartę Wrocław. Ze względu na bliskie odległości między miastami (90 km), to spotkanie przez kibiców traktowane jest niemal jak derby. Obie ekipy w ostatnim czasie rywalizowały o czołowe lokaty. Dwa lata temu Unia okazała się lepsza w dwumeczu finałowym, a przed rokiem leszczyńscy żużlowcy także okazali się lepsi w półfinale. Dla Barona, który wiele lat spędził w klubie ze stolicy Dolnego Śląska jako zawodnik i menedżer, to spotkanie nie ma już żadnych podtekstów.
"Przyjeżdża do nas bardzo silny rywal, ale traktuje to spotkanie tak samo, jakbyśmy jeździli z Włókniarzem Częstochowa czy Get Well Toruń" - zapewnił.