Dla siatkarzy z Bełchatowa Liga Mistrzów dość nieoczekiwanie stała się ostatnimi rozgrywkami, w których zachowali szanse na odniesienie sukcesu w tym sezonie. Wcześniej nie powiodło im się bowiem w Pucharze Polski, a w minioną sobotę, już w pierwszej rundzie play off, po dwóch przegranych z Jastrzębskim Węglem (2:3 i 1:3), odpadli z walki o medale mistrzostw kraju.
Jak przyznają w klubie, to było bardzo duże rozczarowanie, lecz ze względu na środowy półfinał europejskich rozgrywek nie ma czasu na rozpamiętywanie ligowej klęski.
"Pewne rzeczy się wydarzyły. Nie możemy przejść obok nich spokojnie, bo w każdym z nas to dalej tkwi, ale teraz musimy skupić się, żeby nasze myśli były przy środowym spotkaniu, które jest dla nas najważniejsze. Przeszłości nie da się już zmienić i musimy myśleć o przyszłości. O tym, żeby przeciwko Cucine Lube zaprezentować nasze umiejętności i żeby wykorzystać szanse, które pojawią się w tym spotkaniu"
– tłumaczył podczas konferencji prasowej kapitan PGE Skry Mariusz Wlazły.
Doświadczony atakujący dodał, że triumf w Lidze Mistrzów to jedno z jego niespełnionych sportowych marzeń. "Na jego spełnienie musi złożyć się wiele rzeczy, ale jesteśmy w dobrym miejscu i w dobrej sytuacji, w której niewiele dzieli nas od bycia w finale. Dlatego musimy z pełną świadomością i dobrym nastawieniem przystąpić do starcia z Lube" – zaznaczył Wlazły.
W walce o miejsce w finale rywalem bełchatowian, którzy w ćwierćfinale wyeliminowali rosyjski Zenit Sankt Petersburg, będzie jeden z najbardziej utytułowanych klubów w Europie. Cucine Lube w minionym sezonie wywalczyło srebrny medal włoskiej Serie A, ale w sumie po tytuł mistrza Italii sięgnęło cztery razy. W przeszłości drużyna z Maceraty triumfowała też w Lidze Mistrzów (w 2002 r.) i jest uznawana za jednego z faworytów obecnej edycji.
We włoskim zespole, który był grupowym rywalem Zaksy Kędzierzyn-Koźle, a w półfinale dwukrotnie pokonał Dynamo Moskwa (3:2 i 3:0), występują gwiazdy światowej siatkówki, m.in.: Bułgar Cwetan Sokołow, Brazylijczyk Bruno Rezende, Kubańczyk z włoskim paszportem Osmany Juantorena, Serb Dragan Stankovic oraz Simon Robertlandy i Yoandry Leal z Kuby. Trenerem Lube jest zaś były selekcjoner biało-czerwonych Włoch Ferdinando De Giorgi.
Szkoleniowiec PGE Skry Roberto Piazza przyznał, że to drużyna, która została stworzona, żeby wygrywać. Jednocześnie podkreślił, że jego podopieczni nie poddadzą się i jeśli pokażą swoją najlepszą siatkówkę nie są bez szans w tej konfrontacji.
"Niezależnie od tego, jak mocny jest nasz przeciwnik, to wciąż są tylko ludzie i musimy przygotować się, żeby jak najlepiej przeciwko nim zagrać. To, jakie nazwiska są po drugiej stronie nie ma znaczenia"
– zapewnił z kolei środkowy PGE Skry Jakub Kochanowski.
Mistrz świata ocenił, że postawienie kolejnego kroku przez jego zespół w Lidze Mistrzów jest realne. "To teraz nasz najważniejszy cel, na którym skupiamy się po tym, co wydarzyło się w PlusLidze. Na pewno nie odpuścimy ani pierwszego, ani drugiego meczu, cokolwiek by się nie działo. Bardzo ważne będzie spotkanie w Atlas Arenie i dobra zaliczka, bo we Włoszech gra się bardzo ciężko" – dodał Kochanowski.
De Giorgi wskazał, że dla jego zespołu to decydujący moment sezonu, zarówno w rozgrywkach Ligi Mistrzów, jak i w Serie A. Zapewnił, że jego podopieczni są gotowi do pojedynków z PGE Skrą. "To jeden z najlepszych zespołów, mamy dla niego szacunek, ale wiemy też, jak z nim zagrać" – przekonywał szkoleniowiec Lube.
Prezes PGE Skry Konrad Piechocki poinformował, że pojedynek w Atlas Arenie obejrzy komplet publiczności. To oznacza, że na trybunach będzie ok. 10 tys. kibiców.
"Cieszę się, że ten wielki mecz zagramy w jednym z najważniejszych siatkarskich krajów na świecie. Atmosfera na pewno będzie gorąca, bo polscy kibice kochają siatkówkę. PGE Skra to mocny zespół i spodziewam się ciężkiego pojedynku, ale musimy zrobić swoje i awansować do finału"
– podsumował rozgrywający wicemistrza Italii Bruno Rezende.
Rewanżowe spotkanie odbędzie się we Włoszech 10 kwietnia o godz. 20:30. W drugim półfinale broniący trofeum Zenit Kazań zmierzy się z włoskim Sir Safety Conad Perugia.
Od tego sezonu obowiązuje nowa formuła rozgrywek Ligi Mistrzów. W fazie grupowej wzięło udział 20 ekip, a do ćwierćfinału awansowali tylko zwycięzcy pięciu grup oraz trzy zespoły z drugich miejsc z najlepszym bilansem. Zrezygnowano z turnieju Final Four, a zwycięzcy półfinałów zagrają jeden decydujący mecz o trofeum na neutralnym terenie - 18 maja w Berlinie.