Warszawa, jako stolica kraju, wciąż nie posiada hali widowiskowo-sportowej z prawdziwego zdarzenia. Obiekty takie jak Torwar czy hala na Bemowie często nie spełniają już najnowszych wymogów federacji sportowych, a ich pojemność i infrastruktura są dalekie od standardów europejskich. Tymczasem stolica aspiruje do organizacji międzynarodowych wydarzeń sportowych i kulturalnych. Bez odpowiedniego zaplecza to marzenie pozostaje w sferze PR-owych sloganów.
Niespełniona obietnica Trzaskowskiego
Rafał Trzaskowski kilka miesięcy temu deklarował powstanie nowego obiektu. Planowana hala miałaby powstać na terenie dawnego kompleksu Skry przy ul. Wawelskiej. Obiekt o pojemności 6–7 tys. widzów mógłby służyć m.in. koszykarzom Legii Warszawa, siatkarzom Projektu Warszawa, a także jako przestrzeń dla koncertów, gal sportów walki czy wydarzeń artystycznych. Niestety na obietnicach Trzaskowskiego się skończyło, a konkretów nadal brak. W reakcji na ten brak działania do prezydenta stolicy skierowano list otwarty.
Sygnatariusze pisma podkreślają, że brak zapowiadanej przez Trzaskowskiego budowy: ogranicza rozwój stołecznych klubów, uniemożliwia organizację prestiżowych imprez oraz negatywnie wpływa na wizerunek miasta jako europejskiej metropolii. Wśród podpisujących znaleźli się nie tylko sportowcy z pierwszych stron gazet jak Robert Lewandowski, Tomasz Fornal, Jeremych Sochan czy Jakub Kwiatkowski, ale także artyści, dziennikarze, trenerzy i działacze.
Kontynuacja tego projektu jest odpowiedzią na potrzeby mieszkańców Warszawy i pozwoli wypełnić wstydliwą lukę infrastrukturalną, która nie przystoi ważnej europejskiej stolicy
- czytamy w liście.
Trzaskowski odpowiedział publicznie, zapewniając, że nie wycofuje się z obietnicy i projekt budowy zostanie przedstawiony na jednej z najbliższych sesji Rady Miasta. Jednak jak uczy doświadczenie deklaracje polityka PO, a rzeczywistość to często dwie różne bajki.