Mistrzostwa świata w piłce nożnej 2026
W czwartek w Meksyku meczem gospodarzy z Republiką Południowej Afryki rozpoczną się mistrzostwa świata. Współgospodarzami są również Stany Zjednoczone i Kanada.
Lato, 100-krotny reprezentant Polski i król strzelców mundialu 1974, dobrze zna dwóch z trzech współgospodarzy tegorocznego turnieju. W latach 1982-84 strzelał gole dla Atlante FC, zespołu z siedzibą w stołecznym mieście Meksyk, natomiast później grał w polonijnym klubie w Kanadzie.
- Występowałem w Meksyku dwa lata. Działacze chcieli przedłużyć umowę na następne dwa, ale doszliśmy z żoną do wniosku, że nie zostaniemy dłużej. Mieliśmy szansę wyjechać do Kanady. Podjęliśmy decyzję głównie dla dzieci - bo to szkoły, uniwersytety, wiadomo. I powiem szczerze, nie zrobiłem błędu
- powiedział były wybitny piłkarz, a później m.in. prezes PZPN.
- Jeżeli chodzi o Meksyk, to tam futbol jest religią. Za moich czasów we wszystkich gazetach, na pierwszych stronach, zawsze była piłka nożna, wiadomości ligowe. Z wyjątkiem dni z przemówieniami prezydenta. Wówczas on był na okładkach. Ale w innych przypadkach gazeta zaczynała się od sportu. To są fanatycy, jeśli chodzi o kibicowanie. Grałem na stadionie Azteca. Na mecz ligowy Atlante FC z Club America przychodziło 100 tysięcy ludzi. Również, gdy przyjeżdżała Guadalajara albo my jechaliśmy do nich. Grało się przy wspaniałej publiczności - dodał.
W Meksyku, który już dwukrotnie organizował mundial (1970, 1986 - oba samodzielnie), jednym z wyzwań będą upały i wilgotność. Jak Lato radził sobie w czasie występów w tym kraju?
- Z wilgotnością nie było problemu, ponieważ mieszkaliśmy w Mexico City, czyli bardzo wysoko. Gorzej było, gdy się zjeżdżało do Guadalajary, Monterrey i innych miast. Ale z tym też sobie radziliśmy. Przylatywaliśmy dzień przed meczem. Spotkania rzadko były rozgrywane w południe, większość odbywała się wieczorem, przy naprawdę znośnej w temperaturze. W Mexico City grałem najczęściej przy 20-22 stopniach Celsjusza. Oczywiście, gdy się zjechało na dół, to... trochę grzało. Ale nie miałem problemów kondycyjnych. Zresztą w naszym klubie pracowali świetni trenerzy od przygotowania fizycznego
- wspomniał.
- Większym problemem był występ w Kalifornii. Graliśmy tam o jeden z pucharów. Wilgotność rzeczywiście dawała znać o sobie. Ale podczas tegorocznego mundialu wiele meczów będzie wieczorem, więc piłkarze powinni sobie poradzić - zauważył.
W latach 1984–91 Lato reprezentował kanadyjską Polonię Hamilton, występującą w amatorskich rozgrywkach prowincji Ontario.
- Wówczas zawodowa liga w tym kraju liczyła niecałe 10 drużyn (np. w 1987 roku osiem, a w 1988 dziewięć - red.). Boiska była publiczne, sezon zaczynał się w maju, a kończył w październiku. Były dwie dywizje. Z drużynami ze swojej dywizji grało się częściej, chyba nawet po pięć razy, np. Hamilton z Montrealem, Ottawą czy Toronto, a Vancouver z Winnipeg, Calgary i Edmonton. Graliśmy na małych stadionach, ale murawy przygotowywano idealnie. Był doping, mieliśmy swoich kibiców, choć oczywiście trudno to porównywać np. z hokejem, baseballem czy futbolem amerykańskim - zaznaczył 100-krotny reprezentant Polski.
- Ja nie grałem w tej zawodowej lidze, z jednym wyjątkiem. Istniał taki zwyczaj, że można było zaprosić jednego piłkarza i dzięki temu wystąpiłem jako gość w jednym spotkaniu. Już nawet nie pamiętam, w jakim zespole. W Hamilton był zawodowy klub, działacze chcieli ze mną podpisać kontrakt, ale się nie zgodziłem. A w tym naszym amatorskim zespole, Polonii Hamilton, była wspaniała atmosfera. Właściwie tylko nasi rodacy. Zresztą wtedy w Kanadzie grało wielu dobrych piłkarzy, np. Janusz Żmijewski (wcześniej gwiazda m.in. Legii Warszawa - red.), który występował w Toronto, Józef Bodura z Brzegu czy Kaziu Goleń ze Stalowej Woli. I wielu innych. To nie byli przypadkowi zawodnicy. Niektórzy jechali na zarobek, wiadomo, jakie były czasy - powiedział Lato.
- Znaliśmy się dobrze, spotykaliśmy się. Były występy polskich artystów. Kiedyś przyjechała np. Maryla Rodowicz, wyszła na scenę i zapytała: „Jest tu gdzieś Grzegorz Lato?”. A ja krzyczę: „Tu jestem!”. Zaprosiła mnie na podest. To był jej koncert, w takim amfiteatrze. Występował też m.in. Bohdan Łazuka, mój serdeczny przyjaciel - dodał.
Obawy o bezpieczeństwo
W przypadku Meksyku w ostatnich miesiącach pojawiały się obawy o bezpieczeństwo w trakcie mundialu, zwłaszcza wobec działalności zorganizowanych grup przestępczych.
- Teraz jest coraz gorzej. Już za moich czasów nie korzystałem np. z metra czy autobusów, przemieszczaliśmy się z żoną tylko samochodem. Wtedy, pamiętam, był taki problem, że zaczęto porywać dzieci dla okupu. Ale złapali tę szajkę. Narkotyki, kartele? Zawsze były problemy, ale czy w innych krajach nie ma takich kłopotów? Moim zdaniem, trzeba trzymać się jednej zasady: jeśli nie szuka się guza, to się go nie znajdzie. W Meksyku - tak sądzę - wszystko będzie tak obstawione wojskiem i policją, że nie ma się czego obawiać. Podobnie w pozostałych krajach - stwierdził Lato.
Jak król strzelców mundialu 1974 ocenia szanse trzech współgospodarzy turnieju? Wydaje się, że trafili do niezbyt silnych grup. Zwłaszcza Kanada, która zagra z Bośnią i Hercegowiną, Katarem oraz Szwajcarią.
- Nie zgodzę się, że to słaba grupa. Na pewno nie. Bośniacy to futbol z byłej Jugosławii. Wyeliminowali Włochów w barażach, mają zawodników z dobrych klubów. Nie powiem dzisiaj, kto wyjdzie z grupy, a kto nie. Muszę obejrzeć pierwsze mecze - podkreślił.
- Można mówić o faworytach, ale Włosi byli takimi przed finałem barażowym z Bośniakami, a pamiętamy, jak się skończyło. Anglicy przed meczem z nami w 1973 roku w Londynie też byli faworytami, wcześniej rozbili w towarzyskim spotkaniu Austriaków 7:0. A my przed Wembley zremisowaliśmy na wyjeździe z Holendrami 1:1. Ówczesny trener „Oranje” przestrzegał, żeby Anglicy na razie nie pakowali się na mistrzostwa, bo mają jeszcze mecz z Polakami i muszą wygrać, a nie będzie to łatwa sprawa. Te słowa okazały się prorocze - dodał.
Lato przyznał, że trudno będzie oglądać wszystkie mecze tegorocznego mundialu. Jak podkreślił, „trzeba parę nocy zarwać”.
- Oczywiście, jest grono drużyn, które wydają się bardzo mocne. Na pewno Hiszpania, silny zespół ma też Anglia. Doliczyłbym Holandię, Francję i rzecz jasna potęgi z Ameryki Południowej, czyli Brazylię, broniącą tytułu Argentynę oraz Urugwaj. Dzisiaj ciężko wskazać zdecydowanego faworyta. Inna sprawa, że... zawsze było ciężko - zauważył.
Mundial bez Polski
Po raz pierwszy od 2014 roku w mistrzostwach świata zabraknie reprezentacji Polski.
- Mnie najbardziej boli jedno. Mamy zawodników w dobrych klubach, więc nie wiem, o co tu chodzi. Oprócz Roberta Lewandowskiego, jest przecież jeszcze cała plejada: Zieliński, Bednarek, Cash, Zalewski, Kiwior, Kamiński i inni. Są chwaleni w klubach, wyróżniani, przyjeżdżają na reprezentację i... - westchnął.
- Mam nadzieję, że jeszcze doczekam czasów, gdy pojedziemy na mundial. Na szczęście, jeśli chodzi o zdrowie, odpukać, jest naprawdę dobrze. Humor też dopisuje. Z kolanem już wszystko w porządku, pięknie mi to zrobili. Miałem naprawdę świetnych specjalistów. Już na drugi dzień zacząłem trzytygodniową rehabilitację, potem dołożyli mi jeszcze trzy tygodnie. I po sześciu śmigałem już jak nowo narodzony
- dodał.
76-letni obecnie Lato zdecydował się zakończyć karierę w reprezentacji w 1982 roku - w wielu 32 lat, jednak w kwietniu 1984 doczekał się jeszcze pożegnalnego występu, w towarzyskim meczu z Belgią w Warszawie. Ten rywal nie był przypadkowy, słynny zawodnik w przeszłości grał w Lokeren.
- Pamiętam sytuację po mundialu w Hiszpanii w 1982, kiedy trener Antoni Piechniczek powtórzył sukces Kazimierza Górskiego z 1974 roku i zajęliśmy trzecie miejsce. Po ostatnim meczu z Francją (3:2 w Alicante - red.) poprosiłem o chwilę spokoju w szatni, podziękowałem za powołanie, za wspólny sukces i ogłosiłem, że to mój ostatni mecz w reprezentacji. Jak dodałem, zamykam ten rozdział i zostawiam miejsce młodszym - wspomniał.
- Trener Piechniczek początkowo nie chciał się zgodzić, ale powiedziałem, że nie ma wyboru, bo wyjeżdżam do Meksyku na kontrakt. I w związku z tym nie wyobrażam sobie, przy zmianach czasowych, latania po 12 godzin z Meksyku do Polski i z powrotem. Ale pomyliłem się o jeden mecz, bo zorganizowano mi wspaniałe pożegnanie na stadionie Legii - zakończył jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii polskiego futbolu.