Lechici boleśnie przekonali się o sile mistrza Serbii. Drużyna z Belgradu okazała się zdecydowanie lepsza, wygrała 3:1 i jest o krok od ostatniej rundy kwalifikacyjnej.
Lech oddalił się od Champions League
Trzeba przyznać szczerze, że zmierzyliśmy się z drużyną o wysokiej jakości, jakiej nie spotykamy w naszej ekstraklasie. W pierwszej połowie zagraliśmy na wysokim poziomie, rywalizowaliśmy najlepiej, jak potrafiliśmy. Natomiast, żeby osiągnąć korzystny wynik z takim zespołem, to trzeba tak grać przez 90 minut. Natomiast nie powiem, że zagraliśmy zły mecz
– mówił po meczu Frederiksen.
Jak dodał, w takich meczach trzeba być wyjątkowo skutecznym, bowiem tych szans nie stwarza się zbyt wielu. "Wykreowaliśmy sytuacje zarówno w pierwszej połowie, jak i w drugiej, niestety skuteczność nie dopisywała." Duński szkoleniowiec przyznał, że jego zespół ustępował Serbom szczególnie pod względem fizycznym.
Rywale okazali się szczególnie silni w takich bezpośrednich starciach. Dlatego musieliśmy grać szybko, żeby unikać takich kontaktów. Gdy rozgrywaliśmy akcje zbyt wolno, traciliśmy wówczas wiele piłek. Zabrakło nam tych kilku kilogramów mięśni na boisku
– podsumował.
Opiekun Crvenej Zvezdy Vladan Milojevic ze spokojem przyjął pewne zwycięstwo, ale jak zaznaczył, walka o awans jeszcze się nie skończyła. "Lech okazał się wymagającym przeciwnikiem, grał pressingiem, agresywnie i wiedział, czego chce. Takiego meczu oczekiwaliśmy, a do tego była fantastyczna atmosfera. Za tydzień w Belgradzie mecz zaczyna się od 0:0 i spodziewam się znów ciężkiej przeprawy. Nie chcę, żeby była jakaś euforia po tym spotkaniu. Mamy sześć dni do przygotowania się do drugiego meczu, a spodziewam się, że Lech wyjdzie na boisko z dużą ochotą na rewanż" - stwierdził Milojevic.
Rewanż w Belgradzie rozegrany zostanie 12 sierpnia.