Choć w skokach narciarskich polscy kibice nie powinni oczekiwać cudów, igrzyska olimpijskie Mediolan–Cortina 2026 wcale nie muszą zakończyć się dla Biało‑czerwonych bez medali. Najwięcej powodów do optymizmu łyżwiarze szybcy, którzy w ostatnich tygodniach prezentowali formę pozwalającą myśleć o podium.
Medalowe nadzieje Polaków na igrzyskach
Szef PZŁS nie ukrywa, że wyniki osiągane przez Polaków tuż przed igrzyskami są najlepszym sygnałem, jaki mógł otrzymać. W Pucharze Świata w Inzell panczeniści aż sześciokrotnie meldowali się w czołowej trójce. Damian Żurek dwukrotnie wygrał bieg na 500 m i był drugi na 1000 m, Kaja Ziomek‑Nogal triumfowała i zajęła trzecie miejsce na 500 m, a Marek Kania dołożył trzecie miejsce na tym samym dystansie.
Nadzieje na dobry start są duże
– przyznaje Tataruch, który liczy na przynajmniej jedno miejsce Polaków na podium.
Short track również dostarczył pozytywnych sygnałów. Z mistrzostw Europy w Tilburgu Polacy wrócili z dwoma medalami: srebrnym sztafety mieszanej i brązowym męskiej czwórki.
Martwi mnie brak sukcesów indywidualnych, ale sztafeta mieszana trzyma poziom. W short tracku trzeba mieć jednak trochę szczęścia
– zaznacza prezes.
Nie wszystko jednak ułożyło się po myśli związku. Polska nie wystawi we Włoszech tylu zawodników, ilu planowano. "Liczyliśmy na start kobiecej sztafety na krótkim torze i po cichu na kwalifikację męskiej. Wtedy mielibyśmy dziesięciu zawodników. Powinno być więcej" – mówi Tataruch. Dodaje też, że na długim torze również przydałoby się jedno lub dwa dodatkowe nazwiska.