Zaczęło się od wywiadu Jaśkowiaka dla – a jakże dla „Gazety Wyborczej”. Prezydent Poznania snuł opowieści, że przez rasizm na stadionie Lecha inwestorzy uciekają z miasta, a studenci boją się uczyć w stolicy Wielkopolski.
Kilka dni później Stowarzyszenie Kibiców Lecha Poznań opublikowało list otwarty, w którym w ostrych słowach odpowiedziało na oskarżenia:
Równocześnie jednak nie byli zaskoczeni.„Z zażenowaniem przeczytaliśmy artykuł […], z którego dowiedzieliśmy się, iż chce nas Pan »dyscyplinować«”.
Przypomnieli także kompromitujące wpadki Jaśkowiaka.„Od początku Pańskiej prezydentury odnotowaliśmy szkalowanie przez Pana środowiska kibiców Lecha Poznań, jak i samego klubu i lekceważenie kwestii dla nas istotnych. Wielu z nas odebrało to, jako okazywanie pogardy dla sporej grupy poznaniaków, emocjonalnie związanych z kibicowaniem Lechowi”.
„W naszych oczach to nie kibice Lecha, ale Pan szkodzi wizerunkowi miasta, lekceważąc tak ważne dla tożsamości Poznania i Wielkopolski wydarzenia, jak rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego, uczczenie pamięci Żołnierzy Wyklętych”.
Na tej „wymianie uprzejmości” się nie zakończyło. Już jest ciąg dalszy. Podczas spotkania Jaśkowiaka ze studentami Uniwersytetu Adama Mickiewicza pojawili się także kibice. Urzędnik ponownie prowokował w mało oryginalny sposób.
Irytacji sytuacją nie ukrywa Radosław Majchrzak.– Nie będę rozmawiał z kibicami i Kościołem z pozycji klęczącej. Chciałbym się z spotkać z tymi prawdziwymi hard core’ami twarzą w twarz. Jeśli macie jaja, to spotkajmy się i porozmawiajmy – zapewniał Jaśkowiak.
CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT W NAJNOWSZYM NUMERZE "GAZETY POLSKIEJ CODZIENNIE"– Ten konflikt jest wydumany, bo Jaśkowiak chce lansować się naszym kosztem – podkreśla w rozmowie z „Codzienną” szef Stowarzyszenia Kibiców Lecha Poznań, a wcześniej prezes klubu. – Będziemy teraz pojawiali się na jego spotkaniach z mieszkańcami i przypominali, co zrobił dla miasta. A właściwie, czego nie zrobił, bo poza piarem, reszta mu się rozłazi – dodaje.