Tusk zwołał dziennikarzy tylko po to, by zarzucić liderowi PiS, że strzela Polsce samobója. – To rozwalanie mistrzostw – mówił. Ciekawe, że to samo oskarżenie siłą rzeczy dotyczy najwyższych przedstawicieli Unii Europejskiej, w tym partyjnego kolegi Tuska, komisarza Janusza Lewandowskiego, którzy już zapowiedzieli, że na meczach rozgrywanych na Ukrainie się nie pojawią.
Taka antyeuropejska postawa wiernego dotąd unijnym liderom premiera musi zastanawiać. Zwłaszcza że jego słowa brzmią zgodnie z treścią wystąpienia Putina, który uznał bojkot za szkodliwy. Ale punkt widzenia cara Rosji ma mocarstwowe uzasadnienie: bojkot rozgrywek oznacza osłabienie rosyjskiego satrapy Janukowycza. A co powoduje, że niezakłócone mecze na Ukrainie miałyby być dla Polski ważniejsze niż bojkot promoskiewskiego reżimu?
