Powracając do tematu Agrykoli, to nikogo nie powinna dziwić reakcja kibiców, którzy zza ogrodzenia stadionowego zgotowali wspaniały i jak najbardziej zasłużony doping rywalizującym drużynom. Ciekawe, jak premier wytłumaczył dzieciakom ten specyficzny aplauz, bo z tekstów piosenek wynikało, iż „Tola ma Donalda” i... vice versa, oraz że apetyt (czytaj pazerność) związkowych działaczy jest ogromny (śpiewano: PZPN, PZPN, je... e… PZPN). Obserwując kolejny POpisowy kiks szefa polskiej Barcelony, byłem rozczarowany brakiem zaproszenia na ten mecz dwóch uwielbianych przez polskie społeczeństwo indywidualności: prezesa Grzegorza L., o którym nawet jedna prorządowa gazeta napisała, że takiego faceta to wstyd puścić między ludzi, oraz senatora z jedynie słusznej partii, który w wolnych chwilach „robi” za wiceprezesa kopanego związku – lub odwrotnie. Reasumując, korzyść z tego spędu dzieciaków do stolicy odniósł jedynie niedouczony selekcjoner, który może spać spokojnie do końca października i tylko musi modlić się, by PiS nie wygrał meczu wyborczego, bo wówczas – a o tym jestem na 99,9 proc. przekonany – że bardzo szybko on i Latoludkowie znikną z PZPN. Co zaś się tyczy spraw sportowych, to premier – po wyroku sądu – powinien zobligować ministra sportu, by dopilnował, aby przestępcy zostali przykładnie ukarani przez PZPN, by żaden z nich nie reprezentował nas na Euro, oraz aby drużyna z Lubina została natychmiast zdegradowana. A póki co, PZPN ufa (niczym premier niejakiemu Bondarykowi w sprawie przekrętu samochodowego) działaczom Zagłębia i wyznaczył „pachnący korupcją” stadion w Lubinie jako miejsce sierpniowego spotkania Polska–Gruzja, czym jawnie zadrwił z opinii publicznej i bezradnej, by nie powiedzieć beznadziejnej władzy.
Ponowny sukces Donaldinio
Trening pod wodzą Franciszka S.
Powracając do tematu Agrykoli, to nikogo nie powinna dziwić reakcja kibiców, którzy zza ogrodzenia stadionowego zgotowali wspaniały i jak najbardziej zasłużony doping rywalizującym drużynom. Ciekawe, jak premier wytłumaczył dzieciakom ten specyficzny aplauz, bo z tekstów piosenek wynikało, iż „Tola ma Donalda” i... vice versa, oraz że apetyt (czytaj pazerność) związkowych działaczy jest ogromny (śpiewano: PZPN, PZPN, je... e… PZPN). Obserwując kolejny POpisowy kiks szefa polskiej Barcelony, byłem rozczarowany brakiem zaproszenia na ten mecz dwóch uwielbianych przez polskie społeczeństwo indywidualności: prezesa Grzegorza L., o którym nawet jedna prorządowa gazeta napisała, że takiego faceta to wstyd puścić między ludzi, oraz senatora z jedynie słusznej partii, który w wolnych chwilach „robi” za wiceprezesa kopanego związku – lub odwrotnie. Reasumując, korzyść z tego spędu dzieciaków do stolicy odniósł jedynie niedouczony selekcjoner, który może spać spokojnie do końca października i tylko musi modlić się, by PiS nie wygrał meczu wyborczego, bo wówczas – a o tym jestem na 99,9 proc. przekonany – że bardzo szybko on i Latoludkowie znikną z PZPN. Co zaś się tyczy spraw sportowych, to premier – po wyroku sądu – powinien zobligować ministra sportu, by dopilnował, aby przestępcy zostali przykładnie ukarani przez PZPN, by żaden z nich nie reprezentował nas na Euro, oraz aby drużyna z Lubina została natychmiast zdegradowana. A póki co, PZPN ufa (niczym premier niejakiemu Bondarykowi w sprawie przekrętu samochodowego) działaczom Zagłębia i wyznaczył „pachnący korupcją” stadion w Lubinie jako miejsce sierpniowego spotkania Polska–Gruzja, czym jawnie zadrwił z opinii publicznej i bezradnej, by nie powiedzieć beznadziejnej władzy.
Źródło: