Trzy tygodnie temu informowaliśmy:
"Do Ministerstwa Sprawiedliwości trafiło pismo, w którym osoby zarządzające Sądem Okręgowym w Warszawie postulują likwidację specjalnej sekcji, do której półtora roku temu zesłano kilkunastu karnistów. Ma powstać nowy wydział karny! Decyzja wprawdzie jeszcze nie zapadła – sprawę analizuje wiceminister Dariusz Mazur, ale to i tak ewidentne przyznanie się do porażki, choć wynajdywane są jeszcze wymówki, które mają usprawiedliwiać błędne decyzje".
Sekcja w „apelacji”
Podobna „komórka” od ponad dwóch lat istnieje w warszawskim Sądzie Apelacyjnym. Najpierw – decyzją ministra sprawiedliwości Adama Bodnara - zlikwidowany został VIII wydział karny, a kilkunastu orzekających w nim sędziów natychmiast przeniesiono do sekcji zażaleniowo-wnioskowej przy II wydziale karnym. Mechanizm selekcji znany; zesłano tych, którzy „zostali powołani na stanowiska sędziowskie z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej w trybie przepisów ustawy o KRS z 2017 r.”.
Sekcja zaczęła funkcjonować 12 sierpnia 2024 r. wskutek zarządzenia s. Doroty Markiewicz, prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Przymusowo trafiło do niej 12 sędziów, większość z ogromnym doświadczeniem orzeczniczym, m.in. Piotr Schab, Przemysław Radzik, Michał Lasota, Agnieszka Brygidyr-Dorosz, Izabela Szumniak. Również Przemysław Filipkowski, Sławomir Machnio, Katarzyna Capałowska, o których jeszcze wspomnimy.
Oficjalny powód:
„Sędziowie przydzieleni do Sekcji (…) wielokrotnie byli poddani tzw. „testowi bezstronności” i w efekcie Sąd Najwyższy po rozpoznaniu kasacji uchylał orzeczenia wydane z udziałem tych sędziów wobec stwierdzenia bezwzględnej przyczyny odwoławczej wymienionej w art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k. w postaci nienależytej obsady sądu”.
Czy jednak rozważana jest - wzorem stołecznego „okręgu” – jej likwidacja?
„Zmiany organizacyjne w strukturach Sądu Apelacyjnego w Warszawie zostały wprowadzone bezterminowo – stąd w sytuacji, gdy nie został złożony żaden wniosek w przedmiocie kolejnych zmian organizacyjnych, pytanie o „plany likwidacji sekcji w SA czy utworzenie wydziału bądź inne rozwiązania” jest aktualnie bezprzedmiotowe”
– odpowiedziała s. Alicja Fronczyk, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Warszawie.
„Takie plany obecnie nie istnieją” - podkreśliła.
Poważny problem
Odsunięcie kilkunastu karnistów od orzekania w najpoważniejszych sprawach musiało wpłynąć na bieżące funkcjonowanie Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Stało się to faktem. Regularnie docierają niepokojące informacje o wydłużających się terminach.
„Narastający wzrost pozostałości w rozpoznawaniu spraw kategorii AKa w II Wydziale Karnym Sądu Apelacyjnego w Warszawie jest niewątpliwy – niemniej przyczyna tego stanu rzeczy nie wynika bezpośrednio z „istnienia sekcji” – stwierdziła s. Fronczyk.
„Jest bowiem wynikiem niedostatecznej obsady sędziowskiej z uwagi na fakt, że na 21 sędziów powołanych na urząd sędziego sądu apelacyjnego – tylko 8 sędziów aktualnie orzekających w sprawach karnych, nominacje sędziowskie na ten urząd uzyskało przed wejściem w życie przepisów z dnia 8 grudnia 2017 roku o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz niektórych innych ustaw. Kształtowanie składów orzekających bez narażenia na wadę mającą postać bezwzględnej przyczyny odwoławczej z art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k. jest w tej sytuacji niewątpliwie niezwykle utrudnione, co przekłada się także na ilość możliwych do wyterminowania spraw w skali miesiąca” – czytamy w odpowiedzi.
Frustracja z nadmiaru pracy
Jak pisaliśmy, w stołecznym „okręgu” mocno niezadowoleni z istnienia sekcji są tzw. „archeo-sędziowie”, którzy siłą rzeczy mają obecnie zdecydowanie więcej pracy. Okazuje, że podobna sytuacja jest w „apelacji”.
„Nie można pominąć także bezspornej okoliczności, że sędziowie apelacyjni, którzy nominacje sędziowskie na ten urząd uzyskali przed wejściem w życie przepisów z dnia 8 grudnia 2017 roku obciążeni są pracą ponad dopuszczalne granice, o czym świadczy wielkość ich referatów, które pomimo „załatwialności” wyższej niż średnia na poziomie kraju, stale rosną” – tłumaczy rzecznik SA w Warszawie.
„Obecna sytuacja nierównomiernego obciążenia obowiązkami orzeczniczymi sędziów, których status nie jest kwestionowany oraz sędziów powołanych na urząd sędziego sądu apelacyjnego w wadliwej procedurze (i skierowanych do orzekania w Sekcji funkcjonującej przy II Wydziale Karnym) bezsprzecznie prowadzi do wydłużenia postępowań w sprawach karnych zawisłych w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. Niewątpliwie również takie nierówne obciążenie obowiązkami prowadzi do frustracji i uzasadnionego przemęczenia sędziów, których status nie jest kwestionowany”
– podkreśla s. Fronczyk.
Ale wszystko to dla dobra wymiaru sprawiedliwości…
Nagła zmiana
Niedawno doszło jednak do zaskakującej zmiany. Najpierw przypomnijmy zacytowany wcześniej fragment uzasadnienie skierowania do sekcji 12 sędziów: „wielokrotnie byli poddani tzw. „testowi bezstronności” i w efekcie Sąd Najwyższy po rozpoznaniu kasacji uchylał orzeczenia wydane z udziałem tych sędziów”.
Tymczasem trójka sędziów - Capałowska, Filipkowski, Machnio - niespodziewanie została „uwolniona” z sekcji. Od 1 września br. skierowano ich do „rozpoznawania spraw analogicznie jak sędziowie powołani przed 2017 rokiem”.
„(…) argumentem przemawiającym za zmianą ich podziału czynności jest w szczególności okoliczność, iż dotychczas żadne orzeczenie wydane przez skład sądu odwoławczego z udziałem sędziów Katarzyny Capałowskiej, Przemysława Filipkowskiego oraz Sławomira Machnio nie zostało podważone przez Sąd Najwyższy w wyniku postępowania kasacyjnego czy wznowieniowego z uwagi na wadę prawną mającą postać bezwzględnej przyczyny odwoławczej z art. 439 § 1 pkt 2 k.p.k.” – stwierdziła s. Fronczyk.
A jednak dwa lata temu trafili do sekcji…
„Zmiana podziału czynności dla wymienionych sędziów niewątpliwie objęta jest ryzykiem w zakresie ewentualnego naruszenia prawa strony postępowania karnego do zapewnienia dostępu do niezależnego i bezstronnego sądu. Równocześnie jednak dostrzec należy, że owo ryzyko jest relatywnie niskie” – stwierdziła s. Fronczyk.
Przywołany został również marcowy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w który stwierdzono, że „sama nieprawidłowość procedury powołania automatycznie nie stanowi o braku niezawisłości i spełnienia wymogu „sądu ustanowionego na mocy ustawy”, a wymaga zbadania konkretnych i całościowych okoliczności towarzyszących temu powołaniu”.
Z troski
Jeszcze jeden fragment bardzo obszernej odpowiedzi na pytania Niezalezna.pl trzeba koniecznie zacytować.
„(…) aby zrealizować cel zapewnienia stronie postępowania karnego dostępu do niezależnego i bezstronnego sądu, konieczne jest podejmowanie takich działań, które zagwarantują stronom postępowania rozpatrzenie ich sprawy przez niezależny sąd i skutkować będą stabilnością wydawanych orzeczeń. Strony postępowania nie mogą być narażone na utratę zaufania, jakie sądy w społeczeństwie demokratycznym powinny wzbudzać u jednostki” – czytamy.
„Te wartości w szczególności rzutują na wizerunek wymiaru sprawiedliwości – względy ekonomiki procesowej oraz potrzeba zagwarantowania sprawnego postępowania sądowego muszą iść w parze z dbałością o stabilność wydawanych wyroków, bowiem tylko wówczas zachowane zostaną normy gwarancyjne związane z ujętym w prawie konwencyjnym i konstytucyjnym „prawa do sądu”. Koszty społeczne to nie tylko naruszenie prawa stron postępowania do sądu i niepewność co do prawidłowości wydanego orzeczenia, ale także generowane koszty finansowe związane z zasądzanymi kwotami zadośćuczynień i odszkodowań za przewlekłość postępowania oraz bezprawne pozbawienie wolności, tak przez sądy krajowe, jak i Trybunały międzynarodowe. To także koszty generowane bezpośrednio w związku z rozpoznaniem sprawy, która zawisła w sądzie – przy świadomości, że orzeka w niej sąd nienależycie obsadzony”
– stwierdziła s. Fronczyk.
Jeśli więc ktoś będzie narzekał, że zbyt długo czeka na wyrok, to niech pamięta, że działania, które do tego doprowadziły, były wyłącznie dla jego dobra!