Według aktu oskarżenia do zdarzenia doszło 5 maja ubiegłego roku. Jak ustalili śledczy, Roman R. rano czekał przed blokiem na żonę wychodzącą do pracy. Oblał jej twarz i szyję żrącą substancją - płynem do udrożniania rur. Kobieta próbowała się bronić, lecz gdy w bólu skuliła się i zakryła twarz rękoma, napastnik wbił jej nóż w plecy, a następnie przeciął szyję. Kobieta zmarła na miejscu.
Prokuratura wskazała, że po ataku oskarżony wykonał zdjęcie ofiary i wysłał je swojej matce oraz synowi. Następnie zadzwonił pod numer alarmowy i poinformował, że zabił żonę. W chwili czynu był trzeźwy i nie znajdował się pod wpływem narkotyków.
Wcześniejszy zakaz kontaktu i wyrok za znęcanie
Z ustaleń śledczych wynika, że Roman R. miał orzeczony prawomocnym wyrokiem zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną. Musiał również opuścić wspólnie zajmowane mieszkanie w Koziegłowach. Wyrok ten dotyczył wcześniejszego skazania za znęcanie fizyczne i psychiczne nad żoną.
Jak wskazała prokuratura, mimo że do 5 maja 2025 roku oskarżony stosował się do orzeczonych zakazów, nie potrafił pogodzić się z tym, że pokrzywdzona przebywa w mieszkaniu, które on musiał opuścić. Nie mógł też zaakceptować faktu, że kobieta jest w stanie samodzielnie się utrzymać. Dodatkowo - jak ustalono - oskarżony i pokrzywdzona pozostawali w sporze sądowym dotyczącym podziału majątku.
To właśnie dlatego prokuratura mówi o motywacji zasługującej na szczególne potępienie - chęci utrzymania własności mieszkania. Za zarzucane czyny 59-latkowi grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
„Sprawa była sfabrykowana"
Na czwartkowej rozprawie oskarżony nie przyznał się do winy. Twierdził, że „sprawa od początku była sfabrykowana i wcale nie chodziło o mieszkanie". Roman R. odmówił składania wyjaśnień oraz odpowiedzi na pytania.
Sąd odczytał jednak jego wcześniejsze wyjaśnienia, w których mężczyzna opowiadał o relacjach z żoną. Przyznał w nich m.in., że nóż kupił już dwa tygodnie przed zdarzeniem, a żrącą substancję zabrał, bo - jak wskazał - spodziewał się, że kobieta „będzie się broniła". Tych wyjaśnień oskarżony nie podtrzymał przed sądem.
Obrońca oskarżonego, adw. Jędrzej Kubera, przekazał mediom jedynie, że jego klient odmawia składania wyjaśnień. „Taka została przyjęta linia obrony i przy tym pozostańmy, że obecnie klient nie przyznaje się do winy" - powiedział.
Prokuratura: „bardzo mocny materiał dowodowy"
Prokurator Kinga Kobierska w rozmowie z mediami oceniła, że śledczy zebrali w tej sprawie bardzo mocny materiał dowodowy. Jak wyliczyła, obejmuje on zeznania bezpośrednich świadków, nagrania z monitoringu oraz szereg ekspertyz sądowych - m.in. z zakresu genetyki, biologii i medycyny sądowej - które potwierdzały sprawstwo oskarżonego.
Jednym z kluczowych dowodów ma być nagranie rozmowy oskarżonego z dyspozytorem numeru alarmowego 112, w którym - jak wskazała prokurator - przyznał się on do zarzucanego czynu. Tożsame oświadczenia miał on przekazać także policjantowi obecnemu na miejscu zdarzenia.
Prokurator przypomniała również historię związku. Zamordowana kobieta i oskarżony byli parą od 2014 roku, a ślub wzięli w 2016 roku. Dopiero w 2021 roku pokrzywdzona zdecydowała się poinformować organy ścigania, że w domu dochodzi do znęcania psychicznego i fizycznego - stało się to wtedy, gdy oskarżony uderzył ją pięścią w twarz.
W czwartek sąd rozpoczął także przesłuchiwanie pierwszych świadków w sprawie.