Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Przełom w śledztwie? Woyciechowski dla Niezalezna.pl: Te zeznania zacisnęły pętlę na szyi pani Lange

Pani Lange posiada dwa paszporty – Rzeczpospolitej Polskiej, ale też niemiecki, bo jest obywatelką Niemiec. Czy stała się lojalna wobec państwa zachodnioniemieckiego? Nie mam pojęcia. Na pewno te okoliczności są dla niej niewygodne - mówi w wywiadzie dla niezalezna.pl Piotr Woyciechowski.

Aleksander Mimier, Niezalezna.pl: Jak to możliwe, że pani Jolanta Lange ot tak opuszcza kraj? Dotychczasowy brak zarzutów jest jednoznaczny z brakiem jakiejkolwiek kontroli służb państwa polskiego?

Piotr Woyciechowski, ekspert ds. służb specjalnych: Opuszczenie kraju i wylot na Antypody to granie na nosie wymiaru sprawiedliwości. Oczywiście zagrano też na nosie opinii publicznej. I ma pan rację – w pewnym sensie także na nosach głównych aktorów marcowej konferencji prasowej, podczas której ogłoszono wyniki badań sekcyjnych doczesnych szczątków duchownego. To wtedy poinformowano opinię publiczną, że na 100 proc. księdza Blachnickiego otruto.

Korzeniami wszystko tkwi w błędach pani prokurator Ewy Koj sprzed kilkunastu lat – blamażu pierwszego postępowania przygotowawczego, mającego na celu zbadanie okoliczności zamordowania księdza. Gdyby nie te błędy – z ostrożności procesowej powiem, że wynikające z niekompetencji i głupoty, a nie że było to zamierzone działanie – bylibyśmy znacznie bliżej sytuacji zidentyfikowania sprawców i zleceniodawców mordu politycznego oraz postawienia ich w stan oskarżenia.

Zasugerował pan, że wylot do Nowej Zelandii pani Lange nastąpił po przesłuchaniu świadka, który widział naocznie jak w feralnym dniu śmierci kapłana Lange podała mu do picia miksturę przez siebie sporządzoną. To kluczowe zeznania?

Mogę powiedzieć tyle: te zeznania z pewnością zacisnęły przysłowiową pętlę na szyi pani Lange. Nie będę spekulował co do mocy dowodowych i procesowych zeznań tego świadka. To kompetencja pana prokuratora Michała Skwary.

Dokonam pewnego skoku: „Stare Kiejkuty” górują. Jest duże prawdopodobieństwo, iż małżeństwo Gontarczyków - po ich ewakuacji z Niemiec do PRL-u, zapewnieniu im bezpieczeństwa i po powołaniu w Urząd Ochrony Państwa na fundamentach SB - znalazło się w kręgu aktywów operacyjnych UOP-u, a dokładniej – Zarządu Wywiadu; włącznie z oficerami prowadzącymi, którzy też suchą nogą przeszli do rzeczywistości służb specjalnych III Rzeczpospolitej. Roztoczono nad nimi pewien parasol. Zaryzykuję stwierdzenie, że właśnie możemy obserwować oznaki skuteczności tego parasola nad Jolantą Lange.

Może parasol trzyma kto inny? Red. Tomasz Szymborski publicznie zapytał, czy TW Panna jest agentką BND od 1989 roku.

Dowodzenie tego bardzo odważnego stwierdzenia, o możliwości współpracy pani Lange z zachodnioniemieckimi służbami wywiadowczymi, zostawię autorowi.

Mi zaś znane są okoliczności próby werbunku małżeństwa Gontarczyków, jeszcze na terytorium RFN pod koniec 1987 roku, czyli ok. dziewięć miesięcy po zamordowaniu ks. Blachnickiego. Małżeństwo o tym incydencie opowiadało prokurator Ewie Koj. Przebijało się to również w jednym z wywiadów, którego Gontarczykowie udzielili Telewizji Polskiej.

Pani Lange posiada dwa paszporty – Rzeczpospolitej Polskiej, ale też niemiecki, bo jest obywatelką Niemiec. Czy stała się lojalna wobec państwa zachodnioniemieckiego? Nie mam pojęcia. Na pewno te okoliczności są dla niej niewygodne.

„Można ją jeszcze dorwać. Jest ktoś kto pilnuje jej interesów w Warszawie” (pis. oryg.) - wpis tej treści podał pan dalej na platformie X (dawniej Twitter). Kto tych interesów pilnuje?

Tego wpisu dokonał będący na emigracji płk Piotr Wroński, który był funkcjonariuszem XI Wydziału Departamentu I MSW. Znał osobiście głównych aktorów operacji wywiadowczej „Yon”. Począwszy od płk. Henryka Bosaka, płk. Henryka Wróblewicza, oficerów prowadzących małżeństwo Gontarczyków, czyli mjr. Waldemara Mendzelewskiego i mjr. Roberta Grochala, przez innych oficerów – mniej lub bardziej zaangażowanych w tę operację – po płk. Aleksandra Makowskiego.

W tym wpisie płk Wroński zdawkował to, co pamięta z tamtych czasów, ale też to, co musiało się stać po roku 1990 z małżeństwem Gontarczyków w kontekście ewentualnego ich przejęcia w aktywa operacyjne Urzędu Ochrony Państwa.

Sugestia nie dotyczy syna małżeństwa Gontarczyków?

To dywagacje, w które nie warto wchodzić. Co ciekawe i upiorne zarazem, syna pani Lange do sakramentu Pierwszej Komunii Świętej przygotowywał ks. Franciszek Blachnicki w Carlsbergu. Zachowały się z tego fotografie i film.

Syn Gontarczyków także ma podwójne obywatelstwo – niemieckie i polskie. W Polsce pracuje jako lekarz.

Co dalej?

Jeśli prokurator zdecydowałby się postawić zarzuty karne tej parze szpiegów, byłoby to uderzenie w wiarygodność i mit Agencji Wywiadu, a wcześniej Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa.

„Stare Kiejkuty” trzymają się mocno. To grupowy interes środowiska wywiadowczego, funkcjonariuszy Departamentu I, a później Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa, którzy – pośrednio lub bezpośrednio – mieli styczność z działalnością agenturalną „Yon” i „Panny” – morderczego duetu szpiegowskiego. Moralnie i prawnie są współodpowiedzialni za to, co stało się w Carlsbergu 27 lutego 1987 roku.

Z 20 zidentyfikowanych przeze mnie funkcjonariuszy, zaangażowanych w operację wywiadowczą „Yon”, 15 dostało się do Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa, a potem - Agencji Wywiadu. Solidarność środowiska istnieje – najdelikatniej mówiąc.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane