"Duma i Szacunek" - pod takim hasłem odbyła się dzisiaj manifestacja solidarności z polskimi żołnierzami, strażnikami granicznymi oraz policjantami strzegącymi polskiej granicy. Demonstracja rozpoczęła się na placu Piłsudskiego w Warszawie, ale wieczorem protest przeniósł się pod ambasadę Białorusi przy ul. Wiertniczej w Warszawie.
Atak Putina
Podczas wydarzenia głos zabrał przewodniczący warszawskiego klubu "Gazety Polskiej" Adam Borowski. - Dzisiaj dyktator Białorusi osądził obrońców naszych granic o to, że są odpowiedzialni za ludobójstwo. Skala kłamstw jest niebywała - stwierdził.
- To jest do nie do pojęcia, że można dokonywać agresji i winę za sytuację na granicy zwalać na ofiarę. Polska jest tu ofiarą polityki nie Łukaszenki, ale polityki Putina. Polityka przywódcy Rosji, który nigdy nie pogodzi się z polską niepodległością
- zaznaczył.
Rosyjski agresor
Adam Borowski podkreślił, że jest to "polityka agresora, który wymordował 250 tysięcy narodu czeczeńskiego". - To jest polityka agresora, który anektował część terytorium Gruzji, to jest polityka dyktatora, który anektował Krym i prowadzi wojnę z Ukrainą - powiedział.
- Nasz prezydent, kiedy stał na placu w Tibilisi mówił "dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze kraje bałtyckie, a potem być może moja ojczyzna". Mówił to Lech Kaczyński i niestety były to słowa prorocze, bo wprawdzie na granicy nie ma jeszcze wojny konwencjonalnej, ale jest wojna hybrydowa
- dodał.
Tymi działaniami Białoruś stara się osłabić naszą wolę. Stara się wykazać, że jesteśmy państwem z tektury. Stara się wykazać, że Mołotow miał rację mówiąc, że jesteśmy "pokracznym bękartem", że nie jesteśmy godni niepodległości.
- stwierdził. - Dlatego dziękujemy naszym obrońcom, którzy zadają kłam tym twierdzeniom. Jesteśmy godni niepodległości. Obronimy nasze granice i pan panie Łukaszenka może pan nas straszyć bombowcami, możesz pan straszyć że zbombardujesz Warszawę, ale podobno nie chcesz, aby Warszawa była znowu w gruzach. My się tego nie boimy, bo mamy znakomitych obrońców - dodał.