Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

W oparach brudnego rynsztoka. Witold Gadowski o chamie i „musicalu”

Niejaki Jan Kapela, stary filut z niezrozumiałych dla mnie względów powszechnie zwany „Jasiem Kapelą”, znany jest raczej z odgrywania roli agresywnego idioty, który za pomocą nader prymitywnych środków wybił się na to, że jest kojarzony i w pewnych kręgach nawet znany. Dalibóg nie zajmowałbym się tym żenującym durniem, gdyby nie fakt, że bezczelnie przeżera pieniądze podatników, a więc także moje - pisze Witold Gadowski w "Gazecie Polskiej".

Jednak Kapela dobrze wie, z której strony koryta nałożono mu tłuste. Odkrył w sobie talent poetycki i obwołał się walczącym literatem. To tak jakby jakaś z gruba ciosana kanalia wylazła z odmętów miejskich rynsztoków i po przeczytaniu kilku artykułów z „Gazety Wyborczej” oraz wyślepieniu kilku audycji tefałenu, przyswoiła sobie modny język i ideowy żargon także – na tej podstawie – obwieściła, że potokiem nieczystości wyhaftuje dzieło, za które należy mu się sowita, państwowa pajda. Ten Kapela jest wcale dobrze rozgarnięty, wie, że nie wolno mu dotykać brudnymi łapskami ani Koranu, ani też jakiejkolwiek mutacji Talmudu. Pozwoleństwo ma jedynie na wysikanie się w kierunku litościwych polskich katolików. 

Jak obstalowano, tak też wykonał, a że chamidło nie potrafi wyżej jak poziom błota, z którego się wyłoniło, to napaskudził kulturze prawdziwej na wycieraczkę i poprosił o papier do podtarcia swojej niewymownej. Napisał rzeczony Kapela „musical” o aborcji, za który słono zapłaciło mu Ministerstwo Kultury. Nie ma co wdawać się w rozważania nad chamskim językiem i pseudoakcją tego gniotu. Cóż, skoro gnojarzowi poleca się skomponowanie zapachu, to trudno mieć potem pretensje, że nowa perfuma zalatuje łajnem. Kapela jest jednak przezorny, nie bazował w kleceniu swojego dziełka na rzeczywistych wypadkach, tylko wypuścił opary swych myśli i wyobrażeń, a że – z racji postury – głowę ma umieszczoną niedaleko sempiterny, to i nagrodzone ministerialną dotacją majaki nie okazały się strawne nawet dla lewicowych bywalców miejsc niezbyt przyjaźnie wionących. Kapela zbluzgał – na zamówienie – obronę życia nienarodzonych, a że uczynił to w żenującej formie, nie powinno stanowić żadnego powodu do zdziwienia. Co ciekawe, Kapela jako „autor” zachowuje się jak dobrze wytresowany ratlerek i przezornie nie dotyka kwestii, które mogłyby mu napytać biedy. Skoro już grzebał w szambie, mógłby choć na moment zainteresować się tym, czym naprawdę owo szambo wybiło. Oto w Kotlinie Kłodzkiej doszło do naprawdę diabelskiej kotłowaniny. Działaczka Platformy Obywatelskiej podstawiała swoją nieszczęśliwą córkę pedofilowi, a sama ochoczo spółkowała przed kamerą nawet w układach zoofilskich, których ofiarą był piesek działaczki partii Donald Tuska. Prawdziwe „z kamerą wśród zwierząt” z uśmiechniętym serduszkiem w klapie. Cała Polska – poza głównymi, opłacanymi przez Niemców i postkomunistów mediami – od kilku tygodni żyje obrzydliwościami, których dopuściła się partyjna działaczka. Być może nie jest to materiał na wodewil, nawet dla panów pokroju Jana Kapeli, ale scenariusz prawdziwego „Domu złego” na pewno można byłoby z tego wykroić. Tego jednak nikt z obficie dotowanych przez ministerstwo autorów nie zauważy, albowiem karmiąca dłoń natychmiast mogłaby się przerodzić w karzącą pięść, którą dostaliby w mordę.

Kapelą nie ma co się zajmować, po prostu należy kiedyś powsadzać do więzienia tych, którzy państwowymi pieniędzmi karmią tego autoramentu typków.

Z Kapeli bowiem taki literat jak ze mnie miłośnik Michnika. Choć… panów Michnika i Kapelę na pewno łączy jedna cecha: obaj nie mają za grosz talentu literackiego. 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej