"Prezydent Stanów Zjednoczonych, ktokolwiek by nim nie był, jest także nieformalnym liderem świata zachodniego. Wizyta Joe Bidena w Polsce to wydarzenie symboliczne, ale także konkretna manifestacja pełnego poparcia dla zaangażowania naszego rządu w organizację wsparcia dla Ukrainy" - podkreśla Złotowski.
"Amerykanie od miesięcy przesuwają punkt ciężkości swojej obecności w Europie na wschód, bo zrozumieli, że tylko Polska właściwie oceniła powagę zagrożenia jakie płynie z rosyjskiego neoimperializmu i podjęła konkretny wysiłek, żeby na to zagrożenie odpowiedzieć"
- zaznacza polski polityk.
Przypomniał, że USA ponoszą duże koszty pomocy dla walczącej Ukrainy, przez co społeczeństwo i wyborcy za oceanem mogą być tym do pewnego stopnia zmęczeni.
"Nie widzą u siebie na ulicach setek tysięcy uchodźców, a nasza część świata może im się wydawać odległa. Dzięki relacjom mediów, które będą towarzyszyć tej podróży, lepiej mogą zrozumieć, o co toczy się ta walka oraz, że stawką tej wojny jest globalne bezpieczeństwo, więc także ich i ich rodzin" - przewiduje Kosma Złotowski.
Najgorsze - jego zdaniem - co mogłoby się teraz wydarzyć to próba uczynienia z pomocy dla Kijowa kwestii rozgrywki polityki wewnętrznej zarówno w USA jak i w Polsce.
"To jest walka dobra ze złem, dla każdego kto ma odrobinę rozumu to jest jasne. Mam nadzieję, że Joe Biden powie to jasno i wyraźnie, a jego rodacy mu w tej sprawie zaufają"
- konkluduje eurodeputowany.