Zbigniew Ziobro, ścigany przez prokuraturę Waldemara Żurka, przebywa od kilku dni w Stanach Zjednoczonych, dokąd przyjechał z Węgier, gdzie uzyskał azyl polityczny. Ziobro, były minister sprawiedliwości, będzie obecnie stałym komentatorem TV Republika z USA. Sprawa ta mocno uderzyła w obóz rządzący, szczególnie, że - jak stwierdził rzecznik Prokuratury Krajowej - Ziobro "nie jest osobą poszukiwaną międzynarodowo", wbrew temu, co można wyczytać z forsowanych przez koalicję rządzącą narracji.
- Wiem, że rzeczywiście - jak mówi się w kuluarach sejmowych - premier Donald Tusk po raz kolejny się wściekł, tym razem na Waldemara Żurka. Jeśli bierze się za swój flagowy projekt ściganie PiS-owców na całym świecie, to trzeba ponosić odpowiedzialność, gdy w tym flagowym projekcie nie jest się skutecznym. Moim zdaniem, rolą ministra sprawiedliwości nie jest ściganie przeciwników politycznych po całym świecie, ale tak to zdefiniował Żurek i jeśli mu nie idzie, to powinien ponieść za to odpowiedzialność
- powiedział dzisiaj w TV Republika były szef MSZ, Szymon Szynkowski vel Sęk.
Dodał, że dla niego priorytetem jest odejście od władzy rządu Tuska.
- Czy wywróci się z Żurkiem, czy pierwszy potknie się i wywróci Żurek - to są detale. Musimy jak najszybciej skończyć rząd Donalda Tuska - zadeklarował.
Zapytany o słowa marszałka Sejmu, Włodzimierza Czarzastego, który stwierdził, że "jeżeli władze amerykańskie (...) nie wydadzą pana Ziobry, to (...) będziemy musieli jako państwo polskie przemyśleć jeszcze raz politykę w stosunku do różnych decyzji, które mamy z USA wspólnie podejmować", Szynkowski vel Sęk odparł, że "Czarzasty powinien głęboko przemyśleć, czy nie ograniczyć swojej aktywności i wypowiedzi w obszarze międzynarodowym".
- Mam wrażenie, nie tylko ja, że on nie pomaga, szczególnie w relacjach Polska-USA. Nie sądzę, żeby ta sprawa [Ziobry] mogła wpłynąć na relacje polsko-amerykańskie, bo one są daleko trwalsze, opierają się na trwalszych fundamentach niż personalne kwestie. Kwestią jest bezpieczeństwo państwa, a nie sprawa z perspektywy dwóch państw incydentalna. (...) Ambasador USA raczej się uśmiechnął, niż poczuł się tą "groźbą" jakoś zastraszony
- mówił były szef MSZ.