W ostatnim czasie szef rządu, Donald Tusk, przekazuje informacje o domniemanym dużym zagrożeniu agresją ze strony Rosji, której celem może być także Polska. W ubiegłym tygodniu w Sejmie mówił, że - w ocenie służb wywiadowczych - w planie Rosji są hybrydowe uderzenia dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę.
Z drugiej strony - nie widać szczególnych przygotowań państwa do możliwości takiego ataku. Stąd sugestie, że zagrożenie pozostają przede wszystkim w sferze narracyjnej, mającej wzmacniać efekt flagi przy rządzie Tuska.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
- Każdy rząd wykorzystałby to zagrożenie dla własnych celów i Tusk nie robi niczego innego. Oczywiście, on przyjacielem wolności nie jest i będzie pewnie inaczej to wykorzystywał, niż wykorzystywałby to inny rząd. Niewątpliwie wydaje mi się, że to zagrożenie jest. Być może on je eskaluje, bardziej niż wskazywałaby na to rzeczywistość, ale każdej władzy, w tym władzy Tuska przede wszystkim - potrzebna jest legitymacja wyborcza, żeby przedłużyć swój mandat to sprawowania rządu. On chciałby wyborów, ale w optymalnym momencie dla siebie, by je wygrać. Nie da się, będąc państwem UE i członkiem NATO, w nieskończoność odkładać wyborów
- ocenił dziś w programie "Republika Tajnych Służb" prof. Sławomir Cenckiewicz, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
W ocenie Cenckiewicza, "rzeczywistość polityczna mówi, że on te wybory wygra, więc dlaczego miałby dzisiaj podejmować, których skutkiem miałoby nieodbycie się wyborów w roku 2027?".
- Nie rozumiem tego poglądu, który podpowiada wielu prawicowcom, że "na dzisiaj Tusk traci władzę". Przepraszam, ale jak "na dziś traci władzę"? Kogo zaliczamy do tej koalicji, która miałaby stworzyć rząd, która miałaby większość w parlamencie w 2027? - pytał.
Tusk jak Składkowski
W dalszej części rozmowy z Michałem Rachoniem, Sławomir Cenckiewicz porównał Tuska do Felicjana Sławoja Składkowskiego, premiera rządu RP w latach 1935-1939.
- Donald Tusk zachowuje się jak Sławoj Składkowski. Nie lubię obu tych premierów i obu tych rządów. Oni też mówili przed wojną, że jest wielkie zagrożenie, ale nie robili niczego, by zbudować - nie mówiąc o rządzie zgody narodowej - konsensus polityczny wokół tego zagrożenia poprzez zaproszenie stronnictw opozycyjnych. Tusk zachowuje się bardzo podobnie, mówi o zagrożeniu, ale nie robi nic, co by miało skonsolidować społeczeństwo i większość, jeśli nie wszystkie stronnictwa polityczne wokół tego zagrożenia
- wskazał były szef BBN.
Według Cenckiewicza zadaniem dla obozu prezydenta RP i opozycji jest domaganie się "elementów konsolidacji, które zweryfikowałyby te zagrożenia, o którym mówi Tusk, a z drugiej rzeczywiście przygotowywały nas na te zagrożenia, o których Tusk mówi". Wymienił tu m.in. Radę Bezpieczeństwa Narodowego oraz tajne posiedzenia komisji sejmowych.
- Jestem daleki od stwierdzenia, że historia się powtarza. Są podobieństwa w sposobie reagowania na te zagrożenia. Nie możemy sobie pozwolić na sytuację, w które rząd mówi o tym, że Polsce grozi śmiertelne zagrożenie, którego stawką jest obrona polskiej całości terytorialnej i niepodległości, a z drugiej strony nic się nie dzieje, by społeczeństwo i elity polityczne były do tego jakkolwiek przygotowane. Tak nie komunikuje się zagrożeń. W ostatnim tygodniu mamy festiwal niesamowitych komunikatów, z których wynika, że nawet prezydent nie jest wyposażany w podstawową wiedzę
- dodał.