Czasem aż żałość bierze, gdy się patrzy na wszystkie media lewej strony, jak próbują na wyścigi tłumaczyć wszystkie wpadki i problemy rządu Donalda Tuska. W swej gorliwości pędzą tak szybko, że niejednokrotnie przez to znajdują się w opałach: brednie, kłamstwa, manipulacje drukowane wersalikami, czy jak to się mówiło kiedyś „wołami”, trzeba już następnego dnia chować gdzieś na stronie entej dzienników czy tygodników.
Ot, napisze się, że śp. Barbara Skrzypek „coś” powiedziała na przesłuchaniu (wiadomość z przecieku), a potem się okazuje, że nie powiedziała. Narracja do śmieci? Owszem, ale przeprosin nie będzie, gdzie tam! Może coś się wrzuci małym druczkiem w środku numeru. Albo ostatnio: „Cyba wypuszczony na wolność, do DPS-u” – alarmuje Telewizja Republika. Co robią tuzy Wyborczej? Grzmią, że kłamstwo, bo rzekomo morderca Cyba miał być po prostu przewieziony z Zakładu Karnego do psychiatryka. Co się okazuje po paru godzinach, gdy dziennik wyjechał już z drukarni pachnąc farbą? A no że, Republika miała rację – Cybę faktycznie puszczono na wolność. Ba, jakby miał jakiś dom, czy bliską rodzinę, to by do tego domu wrócił. DPS był tylko dlatego, że domu nie ma. Jaka reakcja? Jakieś fuknięcia, wzruszenia ramionami i pisanie, że „jednak się okazało”… A czy ktoś przeprosi?
Jak widać, nie. Tu nikt za nic nie przeprasza. Nie kaja się, nie potrafi uznać winy, przyznać się do błędu. Minister Bodnar pytany w studio telewizyjnym o wspomnianego Cybę zaczyna mówić o „styku trzech instytucji”, a nawet w jakiejś mierze przyznaje, że w całej sprawie były poważne błędy, uchybienia, lecz nie jest w stanie powiedzieć wprost „przepraszam”. Słówko to, jak widać, zostało wyeliminowane ze słownika polszczyzny rządowej. I tak myślę, że może kiedyś taki słownik powinno się wydać. Wielu słów, znanych ogółowi Polaków, by tam nie było, ale za to pojawiłyby się różne inne, które należałoby tłumaczyć na polski, zrozumiały dla obywateli. I wtedy także, z owego słownika mogliby korzystać dziennikarze wspierający stronę rządową.
Jak minister przepraszać nie umie, nie chce, nie może – to tym bardziej redaktor Wyborczej tego czynił nie będzie. W końcu w słowniku polszczyzny rządowej słówka nie ma. Nieprawdaż?