Jego zdaniem Polska jest teraz centrum epidemii, a to może skutkować tym, że w Europie granice będą otwarte, ale nie dla Polaków.
Według niego kwarantanna i zamknięcie granic stworzyły „gigantyczne zagrożenie” dla ściany zachodniej naszego kraju, gdzie wielu ludzi żyje z handlu z Niemcami, a w krajach, gdzie była przeprowadzana w sposób bardziej „liberalny, przemyślany, selektywny”, epidemia się kończy.
Wskazał, że dalej, mimo że żyjemy już normalnie, rządzący cały czas "chcą wykorzystać tą sprytną ustawę, która pozwala odbierać nam w każdej chwili prawa, która pozwala nam ograniczać wszelkie swobody obywatelskie".
Mówił, że Polacy powinni uwierzyć, że są w stanie wybrać bezpartyjnego kandydata. Wskazywał, że niedawno sondaże dawały byłej kandydatce KO Małgorzacie Kidawie-Błońskiej 2 proc. poparcia.
Dodawał, że Lubuskie i Dolnośląskie to mekka bezpartyjnych samorządowców, a on jest takim kandydatem.
Przekonywał, że bezpartyjni prezydenci miast lepiej niż partyjni pomagają przedsiębiorcom w dobie kryzysu. Jako przykład podał prezydenta Gorzowa i program wsparcia przedsiębiorców pn. „Gorzowska Dycha”.
Kandydat na prezydenta przyjechał swoim wyborczym autokarem do województwa lubuskiego. Przed południem był w Kostrzynie nad Odrą, gdzie spotkał się z handlowcami z tamtejszego przygranicznego bazaru. Potem zjawił się w Gorzowie.