Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Tak powstała "spółdzielnia pracy" Kacprzyka. Na jaw wychodzą kolejne afery

Lekarze SOR z dnia na dzień odstąpili od opieki nad pacjentami. Wtedy w Szpitalu Bródnowskim pojawił się Dawid Kacprzyk z naręczem CV. Lekarze mówią o "spółdzielni pracy" Kacprzyka. - Chciał być królem SOR - powiedział jeden z medyków.

Na jaw wychodzą kolejne szczegóły afery związanej z młodym lekarzem bez ukończonej specjalizacji Dawidem Kacprzykiem. Medyk był jednocześnie radnym KO i pracował w kilku placówkach medycznych. Poza koordynowaniem SOR-y Szpitala Południowego i jednocześnie Szpitala Bródnowskiego, gdzie był zastępcą koordynatora. Był także o krok od kierowania SOR-em w Szpitalu Wolskim. Sondował również możliwość pracy na SOR Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie. - Kacprzyk chciał być królem SOR - powiedział jeden z warszawskich lekarzy.

Gdy w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim (placówka pod nadzorem marszałka województwa Adam Struzika z PSL - red.) do pracy nie stawili się medycy, po kilku dniach pojawił się tam 28-latek i zaproponował, że "przyprowadzi nową obsadę oddziału".

"Rzeczpospolita" dotarła do pisma, w którym ówcześni lekarze bródnowskiego SOR poinformowali dyrekcję placówki z dnia na dzień, że nie podejmą się dalszej opieki nad pacjentami oddziału ratunkowego.

"Ta dramatyczna dla nas decyzja podyktowana jest permanentnym poczuciem zagrożenia bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów, jak również lekarzy za nich odpowiedzialnych. Wynika to z nieograniczonego napływu pacjentów do SOR i licznych ograniczeń w ich przyjmowaniu do oddziałów po diagnostyce i leczeniu w Oddziale Ratunkowym"
- wskazali lekarze.

W swoim dramatycznym piśmie powoływali się na wypalenie zawodowe, naciski, sprzeczne decyzje i polecenia, a także groźby kar. Na jednym z najbardziej zatłoczonych SOR w Warszawie trzeba było jak najszybciej zapewnić opiekę pacjentom.

"Spółdzielnia pracy" Kacprzyka

To wtedy na oddziale pojawił się Kacprzyk. Miał ze sobą przynieść "plik 40 CV na start”, a zarząd szpitala skorzystał z "z sieci jego kontaktów".

"Ruszyła »spółdzielnia pracy« Dawida Kacprzyka. – To jest człowiek, który miał mnóstwo kontaktów politycznych i nie tylko – przyznaje inna osoba. – Siatki dyżurowe łata się kontaktami. Być może potrafił wynegocjować dobre stawki za godzinę i zapewnić lekarzom, że będzie pełna obsada i że ktoś przyjeżdża na dyżur i nie jest na nim sam – mówi lekarz. Przypomnijmy, że w Bródnowskim Kacprzyk zarabiał 350 zł za godzinę"

- czytamy na stronach rp.pl.

Szpital do końca tygodnia ma zakończyć sprawdzanie grafików młodego lekarza. Mogłoby wynikać z niego, że pracował tam po kilkanaście godzin dziennie, a wiadomo, że nie było to jego jedyne miejsce pracy.

 

Źródło: niezalezna.pl, rp.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska