Na jaw wychodzą kolejne szczegóły afery związanej z młodym lekarzem bez ukończonej specjalizacji Dawidem Kacprzykiem. Medyk był jednocześnie radnym KO i pracował w kilku placówkach medycznych. Poza koordynowaniem SOR-y Szpitala Południowego i jednocześnie Szpitala Bródnowskiego, gdzie był zastępcą koordynatora. Był także o krok od kierowania SOR-em w Szpitalu Wolskim. Sondował również możliwość pracy na SOR Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie. - Kacprzyk chciał być królem SOR - powiedział jeden z warszawskich lekarzy.
Gdy w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim (placówka pod nadzorem marszałka województwa Adam Struzika z PSL - red.) do pracy nie stawili się medycy, po kilku dniach pojawił się tam 28-latek i zaproponował, że "przyprowadzi nową obsadę oddziału".
"Rzeczpospolita" dotarła do pisma, w którym ówcześni lekarze bródnowskiego SOR poinformowali dyrekcję placówki z dnia na dzień, że nie podejmą się dalszej opieki nad pacjentami oddziału ratunkowego.
Jak informuje dziś @d_pietrzyk złodziej Kacprzyk wszedł do Szpitala Bródnowskiego po tym, jak pacjentów SOR z dnia na dzień zostawił kandydat Trzeciej Drogi do Sejmu Marek Marecki.
— Janusz Cieszyński (@jciesz) July 3, 2026
Lekarze podjęli bunt i nie przyszli do pracy na oddział, który obsługuje kilkuset pacjentów… pic.twitter.com/Fpp7dSkduv
"Ta dramatyczna dla nas decyzja podyktowana jest permanentnym poczuciem zagrożenia bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów, jak również lekarzy za nich odpowiedzialnych. Wynika to z nieograniczonego napływu pacjentów do SOR i licznych ograniczeń w ich przyjmowaniu do oddziałów po diagnostyce i leczeniu w Oddziale Ratunkowym"
- wskazali lekarze.
W swoim dramatycznym piśmie powoływali się na wypalenie zawodowe, naciski, sprzeczne decyzje i polecenia, a także groźby kar. Na jednym z najbardziej zatłoczonych SOR w Warszawie trzeba było jak najszybciej zapewnić opiekę pacjentom.
"Spółdzielnia pracy" Kacprzyka
To wtedy na oddziale pojawił się Kacprzyk. Miał ze sobą przynieść "plik 40 CV na start”, a zarząd szpitala skorzystał z "z sieci jego kontaktów".
"Ruszyła »spółdzielnia pracy« Dawida Kacprzyka. – To jest człowiek, który miał mnóstwo kontaktów politycznych i nie tylko – przyznaje inna osoba. – Siatki dyżurowe łata się kontaktami. Być może potrafił wynegocjować dobre stawki za godzinę i zapewnić lekarzom, że będzie pełna obsada i że ktoś przyjeżdża na dyżur i nie jest na nim sam – mówi lekarz. Przypomnijmy, że w Bródnowskim Kacprzyk zarabiał 350 zł za godzinę"
- czytamy na stronach rp.pl.
Szpital do końca tygodnia ma zakończyć sprawdzanie grafików młodego lekarza. Mogłoby wynikać z niego, że pracował tam po kilkanaście godzin dziennie, a wiadomo, że nie było to jego jedyne miejsce pracy.
Zagadka z obszaru ochrony zdrowia:
— Janusz Cieszyński (@jciesz) July 2, 2026
W którym miesiącu zatrudniono w Szpitalu Bródnowskim złodzieja Dawida Kacprzyka?
Dla ułatwienia załączam łączną kwotę wypłaconego wynagrodzenia na stanowisku Koordynatora SOR 🙃 pic.twitter.com/LYY480hU9C