Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

Tak Niemcy omijają procedury przy przerzucaniu do Polski migrantów. Jest oficjalna odpowiedź policji

- Policja federalna sprawdza osoby doraźnie w obszarze odpowiedzialności wynoszącym 30 kilometrów od linii granicznej w głąb kraju. Uznaje się, że dana osoba nie wjechała do kraju, dopóki nie zostaną zakończone działania policyjne bezpośrednio związane z granicą - poinformowała niemiecka policja w odpowiedzi na pytanie Aleksandry Fedorskiej. - Niemcy po prostu uważają, że ktokolwiek znajdzie się 30 km od polskiej granicy w głąb Niemiec, to oni mają prawo uznać, że przyjechał z Polski i mają go prawo do Polski odesłać - wyjaśnia Michał Rachoń, dyrektor programowy TV Republika.

Dziennikarka Aleksandra Fedorska opublikowała w mediach społecznościowych odpowiedź niemieckiej Policji Federalnej na pytanie dotyczące zatrzymań osób wydalanych do Polski.

Reklama

Fedorska zapytała, w jakiej odległości od granicy były zatrzymywane osoby, które następnie wydalano do Polski.

"Kontrole graniczne policji federalnej odbywają się na terytorium Niemiec. Policja federalna sprawdza osoby doraźnie w obszarze odpowiedzialności wynoszącym 30 kilometrów od linii granicznej w głąb kraju. Uznaje się, że dana osoba nie wjechała do kraju, dopóki nie zostaną zakończone działania policyjne bezpośrednio związane z granicą, nawet jeśli linia graniczna została już przekroczona"

- odpowiada niemiecka policja.

Niemcy omijają procedury

Profil "Służby w akcji" wyjaśnia, że zgodnie z tą odpowiedzią, osoba, która została zatrzymana np. 27 km od granicy "może być traktowana tak, jakby nadal znajdowała się w fazie wjazdu".

- Taka interpretacja omija mechanizmy ochronne przewidziane w procedurach azylowych czy przepisach o readmisji. Umożliwia przyspieszoną deportację, np. w ramach tzw. Zurückweisung (zawrócenie przy granicy), bez wszczynania formalnej procedury wydalenia czy deportacji. Właśnie tej formy zawróceń do Polski mamy teraz najwięcej i w oficjalnych komunikatach właśnie tych liczb się unika, podaje się za to readmisje i Dublin

- wskazują "Służby w akcji".

Wynika z tego to, że osoba, która realnie przebywa na terytorium Niemiec, traktowana jest jako "nieobecna", a co za tym idzie - pozwala to na uniknięcie Niemcom wymogów wynikających z prawa międzynarodowego.

- Możemy mieć teraz sytuację, że Niemcy mogą pozbywać się bezdomnych cudzoziemców, którzy nie widnieją w ich systemie i szwendają się bez celu w przygranicznych miejscowościach. Następnie my dajemy im tymczasową zgodę na pobyt w oczekiwaniu na decyzje o wydaniu zobowiązania do opuszczenia Polski i oni szwendają się u nas w przygranicznych miejscowościach - czytamy we wpisie "Służb w akcji".

Czas na konsekwencje dyplomatyczne

Odpowiedź ze strony niemieckiej policji wywołała liczne komentarze.

- Niemcy przyznają, że przerzucanie migrantów do Polski to nie są żadne „zawrócenia na granicy” – wyłapują ludzi w głębi terytorium Niemiec i stosują fikcję prawną, że zatrzymali ich na granicy z Polską. Należy natychmiast zawiesić stosowanie dwustronnych umów o współpracy granicznej z Niemcami!

- wezwał poseł PiS, były wiceminister spraw zagranicznych, Paweł Jabłoński.

Adwokat Bartosz Lewandowski wyraził oczekiwania, że jeszcze dziś zostanie odwołany polski dyplomata z placówki w Niemczech.

- Niemcy codziennie wykonują nieprzyjazne gesty pozaprawnie wysyłając nam imigrantów złapanych na swoim terytorium (nawet nie na granicy) - ocenił.

Miesięcznie - ponad 1000 wydaleń?

Niemcy po prostu uważają, że ktokolwiek znajdzie się 30 km od polskiej granicy w głąb Niemiec, to oni mają prawo uznać, że przyjechał z Polski i mają go prawo do Polski odesłać

- powiedział w swoim programie na antenie TV Republika Michał Rachoń.

Przywołał fragment opublikowanej w sieci rozmowy Adama Szłapki i Jacka Dobrzyńskiego, rzecznika MSWiA. 

Dobrzyński pokazywał dane, które nazwał "stuprocentowymi". - W 2023 r. Niemcy zawrócili do Polski 968 osób, rok później 688, a do czerwca tego roku tych osób było 314. To są osoby, które strona niemiecka wyłapuje po swojej stronie, sprawdza i okazuje się, że te osoby przeszły do Niemiec ze strony polskiej. To jest 100-procentowo potwierdzone. W związku z międzynarodowymi umowami te osoby muszą zostać wrócone do kraju, z którego przyszły - mówił rzecznik MSWiA.

Rachoń drwił, że podstawą zawróceń jest to, co mówili zatrzymani albo co powiedzieli Niemcy, bo "większość z tych ludzi nie posiada żadnych dokumentów".

- Te wyssane z palca dane, te 300 przypadków, nijak ma się do tego, co podają sami Niemcy - dodał dyrektor programowy TV Republika.

Niemieckie MSW - jak podawała Aleksandra Fedorska jesienią 2024 r. - podało liczbę 8950 takich wydaleń, ale od grudnia do września 2024, czyli miesięcznie dochodzi do ok. 1000 wydaleń. Rachoń dodał, że liczby te rosną, a do apogeum doszło już po tej wypowiedzi Fedorskiej.

Źródło: niezalezna.pl
Reklama