Dziennikarka Aleksandra Fedorska opublikowała w mediach społecznościowych odpowiedź niemieckiej Policji Federalnej na pytanie dotyczące zatrzymań osób wydalanych do Polski.
Fedorska zapytała, w jakiej odległości od granicy były zatrzymywane osoby, które następnie wydalano do Polski.
"Kontrole graniczne policji federalnej odbywają się na terytorium Niemiec. Policja federalna sprawdza osoby doraźnie w obszarze odpowiedzialności wynoszącym 30 kilometrów od linii granicznej w głąb kraju. Uznaje się, że dana osoba nie wjechała do kraju, dopóki nie zostaną zakończone działania policyjne bezpośrednio związane z granicą, nawet jeśli linia graniczna została już przekroczona"
- odpowiada niemiecka policja.
Niemcy legitymują i wyłapują osoby w celu wydalenia do Polski na terenie Niemiec, na swoim terytorium!!!
— Aleksandra Fedorska (@a_fedorska) July 17, 2025
Spytałam o to kokretnie i dostałam konkretną odpowiedz!!!
Szanowna Pani Fedorska,
Dziękujemy za zapytanie i dalsze zainteresowanie Policją Federalną.
Odpowiem na Pani… pic.twitter.com/lSCOULztbV
Niemcy omijają procedury
Profil "Służby w akcji" wyjaśnia, że zgodnie z tą odpowiedzią, osoba, która została zatrzymana np. 27 km od granicy "może być traktowana tak, jakby nadal znajdowała się w fazie wjazdu".
- Taka interpretacja omija mechanizmy ochronne przewidziane w procedurach azylowych czy przepisach o readmisji. Umożliwia przyspieszoną deportację, np. w ramach tzw. Zurückweisung (zawrócenie przy granicy), bez wszczynania formalnej procedury wydalenia czy deportacji. Właśnie tej formy zawróceń do Polski mamy teraz najwięcej i w oficjalnych komunikatach właśnie tych liczb się unika, podaje się za to readmisje i Dublin
- wskazują "Służby w akcji".
Wynika z tego to, że osoba, która realnie przebywa na terytorium Niemiec, traktowana jest jako "nieobecna", a co za tym idzie - pozwala to na uniknięcie Niemcom wymogów wynikających z prawa międzynarodowego.
- Możemy mieć teraz sytuację, że Niemcy mogą pozbywać się bezdomnych cudzoziemców, którzy nie widnieją w ich systemie i szwendają się bez celu w przygranicznych miejscowościach. Następnie my dajemy im tymczasową zgodę na pobyt w oczekiwaniu na decyzje o wydaniu zobowiązania do opuszczenia Polski i oni szwendają się u nas w przygranicznych miejscowościach - czytamy we wpisie "Służb w akcji".
Niemieckie służby w odpowiedzi na zapytanie Aleksandry Fedorskiej (świetna robota @a_fedorska !), przyznały, że stosują fikcję prawną, która pozwala im uznawać osoby zatrzymane nawet 30 kilometrów od granicy za takie, które formalnie jeszcze nie przekroczyły granicy państwowej –… pic.twitter.com/WQ5FcaqCaA
— Służby w akcji (@Sluzby_w_akcji) July 17, 2025
Czas na konsekwencje dyplomatyczne
Odpowiedź ze strony niemieckiej policji wywołała liczne komentarze.
- Niemcy przyznają, że przerzucanie migrantów do Polski to nie są żadne „zawrócenia na granicy” – wyłapują ludzi w głębi terytorium Niemiec i stosują fikcję prawną, że zatrzymali ich na granicy z Polską. Należy natychmiast zawiesić stosowanie dwustronnych umów o współpracy granicznej z Niemcami!
- wezwał poseł PiS, były wiceminister spraw zagranicznych, Paweł Jabłoński.
Adwokat Bartosz Lewandowski wyraził oczekiwania, że jeszcze dziś zostanie odwołany polski dyplomata z placówki w Niemczech.
- Niemcy codziennie wykonują nieprzyjazne gesty pozaprawnie wysyłając nam imigrantów złapanych na swoim terytorium (nawet nie na granicy) - ocenił.
Jeśli @sikorskiradek odwołał polskiego ambasadora z Węgier z uwagi na „nieprzyjazny gest” wobec Polski, to mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj to samo będzie w przedstawicielstwie 🇵🇱 w 🇩🇪
— Bartosz Lewandowski (@BartoszLewand20) July 18, 2025
Niemcy codziennie wykonują nieprzyjazne gesty pozaprawnie wysyłając nam imigrantów złapanych… https://t.co/VLbGk0LD6S
Miesięcznie - ponad 1000 wydaleń?
Niemcy po prostu uważają, że ktokolwiek znajdzie się 30 km od polskiej granicy w głąb Niemiec, to oni mają prawo uznać, że przyjechał z Polski i mają go prawo do Polski odesłać
- powiedział w swoim programie na antenie TV Republika Michał Rachoń.
Przywołał fragment opublikowanej w sieci rozmowy Adama Szłapki i Jacka Dobrzyńskiego, rzecznika MSWiA.
Dobrzyński pokazywał dane, które nazwał "stuprocentowymi". - W 2023 r. Niemcy zawrócili do Polski 968 osób, rok później 688, a do czerwca tego roku tych osób było 314. To są osoby, które strona niemiecka wyłapuje po swojej stronie, sprawdza i okazuje się, że te osoby przeszły do Niemiec ze strony polskiej. To jest 100-procentowo potwierdzone. W związku z międzynarodowymi umowami te osoby muszą zostać wrócone do kraju, z którego przyszły - mówił rzecznik MSWiA.
Rachoń drwił, że podstawą zawróceń jest to, co mówili zatrzymani albo co powiedzieli Niemcy, bo "większość z tych ludzi nie posiada żadnych dokumentów".
- Te wyssane z palca dane, te 300 przypadków, nijak ma się do tego, co podają sami Niemcy - dodał dyrektor programowy TV Republika.
Niemieckie MSW - jak podawała Aleksandra Fedorska jesienią 2024 r. - podało liczbę 8950 takich wydaleń, ale od grudnia do września 2024, czyli miesięcznie dochodzi do ok. 1000 wydaleń. Rachoń dodał, że liczby te rosną, a do apogeum doszło już po tej wypowiedzi Fedorskiej.