Szokujące wyznanie Sekielskiego na temat pracy z Durczokiem: biegunka, alkohol i ciągły lęk
"Myślę, że spokojnie ze dwa lata odchodziłem z "Faktów" kierowanych przez Kamila Durczoka. Nie byłem w stanie przekonać sam siebie, że sobie poradzę w życiu bez tej konkretnej pracy. To wszystko wynikało z niskiej samooceny, ze słabego poczucia własnej wartości. To błędne koło" - powiedział Marek Sekielski w wywiadzie dla "DGP".
Dodał także, że chroniczny stres w pracy w ogromnym stopniu odbił się na kondycji jego organizmu.
"Zacząłem mieć psychosomatyczne objawy tego swojego strachu, tego lęku. Wtedy w "Faktach". Ogromne problemy z jelitami. Kiedy byłem w pracy i on miał dyżur, to potrafiłem kilka razy w ciągu dnia być w toalecie. Biegunka, bóle brzucha" - wspominał Sekielski.
W czasie pracy w redakcji "Faktów" Sekielski zaczął także sięgać po alkohol.
"Wódą się odcinałem. Wódą, która tak naprawdę jest depresantem, wbija w jeszcze niższe poczucie własnej wartości" - powiedział dziennikarz.
"Praca z kimś, kto jest tyranem, jest nie do wytrzymania"
W dalszej części wywiadu Sekielski przyznał, że nie chce rozmawiać wyłącznie o Durczoku, ponieważ chciał zaznaczyć, że praca w ciągłym stresie jest nie do zniesienia.
"Nie chcę, żeby z tego zrobiła się rozmowa o człowieku, którego od dawna nie ma w moim życiu. Chodzi o sam stres, o sytuacje, w których jesteśmy, w których trwamy, które nie pozwalają nam się uwolnić. To znaczy, my nie pozwalamy się sobie z nich uwolnić. Praca z kimś, kto jest tyranem, kto jest, mówiąc wprost, zje*em, jest po prostu nie do wytrzymania. Jest czymś strasznym!" - podkreślił.