Były premier, szef Rady Europejskiej Donald Tusk wygłosił w piątek na Uniwersytecie Warszawskim wykład pt. "Nadzieja i odpowiedzialność. O konstytucji, Europie i wolnych wyborach". Przemówieniu byłego premiera przysłuchiwało się liczne grono polityków opozycji, w tym liderzy: PO, PSL oraz Nowoczesnej. B. premier mówił m.in. o potrzebie przestrzegania przez rządzących konstytucji, ale też o walce ze smogiem, ograniczeniu zużycia plastiku, czy zagrożeniach, które niesie dla dzieci niegraniczony dostęp do internetu.
Jażdżewski występując w piątek na Uniwersytecie Warszawski przed Tuskiem, mówił m.in., że "Kościół katolicki w Polsce, obciążony niewyjaśnionymi skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy, stracił moralny mandat do tego, aby sprawować funkcję sumienia narodu".
Zdaniem szefa klubu PiS, Tusk "nie miał nic nadzwyczajnego do powiedzenia", a jego wystąpienie było "dość banalne i żadnych rewelacji w nim nie było".
Polityk PiS wskazał jednocześnie, że dziś nikt już nawet nie myśli o tym, co powiedział Tusk, ponieważ - poza tym, że "nie ma to specjalnego znaczenia" - wszyscy komentują słowa Jażdżewskiego. Jego zdaniem, Jażdżewski wywołał "antykościelną i antyreligijną awanturę".
"Wszyscy wiemy, że PO i Koalicja Europejska bardzo nerwowo walczą z (Robertem) Biedroniem, z nową partią późna jesień, czyli Wiosna i tu chodziło zapewne, żeby podebrać trochę elektoratu Biedroniowi"
- ocenił Terlecki. Według niego, "skończyło się źle, bo skala agresji ze strony pana redaktora pisma, którego nikt nie zna, spowodowała, że to zostało źle i będzie źle odbierane".
"Zostanie niesmak i poczucie pewnego zawstydzenia, że w takim miejscu, przy tego rodzaju okazji taki występ - przypominający najgorsze czasy komuny - miał miejsce"
- podkreślił Terlecki.