Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Syreny alarmowe na wschodzie Polski. Ewakuacje w urzędach i szkołach

Ze względu na rosyjski atak powietrzny na zachód Ukrainy w wielu miejscowościach w woj. lubelskim i podkarpackim zawyły syreny, a mieszkańcom rozesłano alerty. Ze względu na zagrożenie z powietrza zarządzono ewakuacje pracowników urzędów, sprowadzanie uczniów na niższe kondygnacje szkół oraz kontynuację pracy szpitali.

Alerty o zagrożeniu atakiem z powietrza Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało tuż przed południem. Nastąpiło to w czasie czwartkowego nalotu Rosji na zachód Ukrainy, podczas którego jeden z dronów uderzył 4 km od granicy z Polską. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podało, że nie odnotowano naruszenia granicy RP. W czasie działań wojska lotniska w Lublinie i Rzeszowie czasowo wstrzymały operacje, zawieszono też odprawy na przejściach granicznych. Po około godzinie alarm odwołano.

W związku z alertem w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie wdrożono procedurę ewakuacji. Rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego Bartosz Gubernat przekazał, że wszystkie osoby przebywające w budynku zeszły na poziom minus jeden, gdzie czekały na odwołanie alarmu. Rzecznik podkreślił, że ewakuacja przebiegła spokojnie i sprawnie.

Gubernat powiedział, że po ogłoszeniu alarmu wiele osób dzwoniło do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego z pytaniem, jak powinny się zachować. Odesłano ich do lektury "Poradnika bezpieczeństwa".

Ewakuowano również pracowników Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego w Rzeszowie oraz miejskiego Ratusza.

Rzeszowskie szkoły różnie zareagowały na alerty RCB i uruchomienie syren alarmowych. W I Liceum Ogólnokształcącym zajęcia były kontynuowane bez zmian.

– Dostaliśmy alerty i słyszeliśmy syreny, ale lekcja odbywała się normalnie. Pani dyrektor przekazała przez radiowęzeł, żeby zachować spokój, bo nic się nie dzieje, i poleciła kontynuować zajęcia

– relacjonowała 16-letnia Lena, uczennica I LO.

Z kolei w Szkole Podstawowej nr 3 przy ul. Hoffmanowej uczniowie zostali skierowani do piwnic, w których mieszczą się szatnie. Mama dziewięcioletniego ucznia, przyjechała do szkoły około godz. 12.30. Kiedy poszła po syna do klasy, okazało się, że uczniowie zostali skierowani do piwnicy.

– Byliśmy w piwnicy około 10 minut. To nie jest schron, tylko piwnica, w której znajdują się szatnie

– zaznaczyła mama ucznia.

Do uczniów zszedł dyrektor szkoły. Jak relacjonowała kobieta, prosił dzieci o zachowanie spokoju i żeby słuchały nauczycieli. - Tłumaczył też, żeby nie dzwonić niepotrzebnie do rodziców, ponieważ może pojawić się dezinformacja – powiedziała kobieta.

Ewakuacje urzędów i szkół były przeprowadzone również w woj. lubelskim. Rzecznik prezydenta Lublina Justyna Góźdź powiedziała, że zgodnie z procedurami pracownicy ratusza zeszli do piwnic i oczekiwali na odwołanie alarmu. - W szkołach przeprowadzono ewakuację do piwnic, niższych kondygnacji, szatni lub korytarzy z dala od okien - podała.

W SP nr 6 nauczyciele sprowadzili wszystkich uczniów na najniższy poziom budynku, do podpiwniczenia.

- Podajemy im picie i częściowo jedzenie, bo to się zadziało podczas obiadu, więc panie robią dzieciom kanapki. Niektóre dzieci płaczą

– relacjonowała dyrektor placówki Danuta Nowakowska-Bartłomiejczyk.

Dyrektor dodała, że w momencie alarmu w szkole było ok. 500 dzieci, które obecnie są systematycznie odbierane przez rodziców.

Jak przekazała Góźdź, dwie miejskie szkoły - XXX Liceum Ogólnokształcące oraz Zespół Szkół Włókienniczych - przeprowadziły ewakuację uczniów i pracowników na zewnątrz budynków szukając schronienia na parkingach zewnętrznych. - Niektóre zdecydowały się na wysłanie uspokajających komunikatów do rodziców – dodała.

Rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Kliniczny nr 4 w Lublinie Alina Pospischil podała, że placówka nie przeprowadziła ewakuacji. – Tuż po tym jak zawyły syreny, dostaliśmy informację z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, że mamy pracować normalnie – powiedziała.

Ewakuacji nie przeprowadził również Szpital Wojewódzki w Zamościu. Jak poinformował dyr. placówki Adam Fimiarz, po ocenie aktualnej sytuacji uznano, że niektórym pacjentom, szczególnie tym podłączonym do aparatur podtrzymujących funkcje życiowe, można by wyrządzić więcej krzywdy niż pożytku.

- Szpital nie dysponuje też żadnymi pomieszczeniami typu schrony, do których można by było pacjentów ewakuować w bezpieczne miejsca. Myślę, że to nie jest jedynie problem naszego szpitala, ale wszystkich szpitali w kraju

– powiedział Fimiarz. Wyraził nadzieję, że placówka uzyska dofinansowanie na przygotowanie miejsc schronienia.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska