Alerty o zagrożeniu atakiem z powietrza Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało tuż przed południem. Nastąpiło to w czasie czwartkowego nalotu Rosji na zachód Ukrainy, podczas którego jeden z dronów uderzył 4 km od granicy z Polską. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podało, że nie odnotowano naruszenia granicy RP. W czasie działań wojska lotniska w Lublinie i Rzeszowie czasowo wstrzymały operacje, zawieszono też odprawy na przejściach granicznych. Po około godzinie alarm odwołano.
W związku z alertem w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie wdrożono procedurę ewakuacji. Rzecznik prasowy wojewody podkarpackiego Bartosz Gubernat przekazał, że wszystkie osoby przebywające w budynku zeszły na poziom minus jeden, gdzie czekały na odwołanie alarmu. Rzecznik podkreślił, że ewakuacja przebiegła spokojnie i sprawnie.
Gubernat powiedział, że po ogłoszeniu alarmu wiele osób dzwoniło do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego z pytaniem, jak powinny się zachować. Odesłano ich do lektury "Poradnika bezpieczeństwa".
Ewakuowano również pracowników Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego w Rzeszowie oraz miejskiego Ratusza.
Rzeszowskie szkoły różnie zareagowały na alerty RCB i uruchomienie syren alarmowych. W I Liceum Ogólnokształcącym zajęcia były kontynuowane bez zmian.
– Dostaliśmy alerty i słyszeliśmy syreny, ale lekcja odbywała się normalnie. Pani dyrektor przekazała przez radiowęzeł, żeby zachować spokój, bo nic się nie dzieje, i poleciła kontynuować zajęcia
– relacjonowała 16-letnia Lena, uczennica I LO.
Z kolei w Szkole Podstawowej nr 3 przy ul. Hoffmanowej uczniowie zostali skierowani do piwnic, w których mieszczą się szatnie. Mama dziewięcioletniego ucznia, przyjechała do szkoły około godz. 12.30. Kiedy poszła po syna do klasy, okazało się, że uczniowie zostali skierowani do piwnicy.
– Byliśmy w piwnicy około 10 minut. To nie jest schron, tylko piwnica, w której znajdują się szatnie
– zaznaczyła mama ucznia.
Do uczniów zszedł dyrektor szkoły. Jak relacjonowała kobieta, prosił dzieci o zachowanie spokoju i żeby słuchały nauczycieli. - Tłumaczył też, żeby nie dzwonić niepotrzebnie do rodziców, ponieważ może pojawić się dezinformacja – powiedziała kobieta.
Ewakuacje urzędów i szkół były przeprowadzone również w woj. lubelskim. Rzecznik prezydenta Lublina Justyna Góźdź powiedziała, że zgodnie z procedurami pracownicy ratusza zeszli do piwnic i oczekiwali na odwołanie alarmu. - W szkołach przeprowadzono ewakuację do piwnic, niższych kondygnacji, szatni lub korytarzy z dala od okien - podała.
W SP nr 6 nauczyciele sprowadzili wszystkich uczniów na najniższy poziom budynku, do podpiwniczenia.
- Podajemy im picie i częściowo jedzenie, bo to się zadziało podczas obiadu, więc panie robią dzieciom kanapki. Niektóre dzieci płaczą
– relacjonowała dyrektor placówki Danuta Nowakowska-Bartłomiejczyk.
Wiadomość z jednej z podstawówek w Lublinie do rodziców. pic.twitter.com/rEyxxwqkHV
— Jawny Lublin (@JawnyLublin) September 17, 2026
Dyrektor dodała, że w momencie alarmu w szkole było ok. 500 dzieci, które obecnie są systematycznie odbierane przez rodziców.
Jak przekazała Góźdź, dwie miejskie szkoły - XXX Liceum Ogólnokształcące oraz Zespół Szkół Włókienniczych - przeprowadziły ewakuację uczniów i pracowników na zewnątrz budynków szukając schronienia na parkingach zewnętrznych. - Niektóre zdecydowały się na wysłanie uspokajających komunikatów do rodziców – dodała.
Rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Kliniczny nr 4 w Lublinie Alina Pospischil podała, że placówka nie przeprowadziła ewakuacji. – Tuż po tym jak zawyły syreny, dostaliśmy informację z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego, że mamy pracować normalnie – powiedziała.
Ewakuacji nie przeprowadził również Szpital Wojewódzki w Zamościu. Jak poinformował dyr. placówki Adam Fimiarz, po ocenie aktualnej sytuacji uznano, że niektórym pacjentom, szczególnie tym podłączonym do aparatur podtrzymujących funkcje życiowe, można by wyrządzić więcej krzywdy niż pożytku.
Syreny alarmowe kilkanaście minut temu w Lublinie. Są szkoły, gdzie uczniów ewakuowano do piwnic albo korytarzy bez okien https://t.co/QqwWNjEfw9 pic.twitter.com/nGhYNfkJqW
— Paweł Buczkowski (@buczkowskipawel) September 17, 2026
- Szpital nie dysponuje też żadnymi pomieszczeniami typu schrony, do których można by było pacjentów ewakuować w bezpieczne miejsca. Myślę, że to nie jest jedynie problem naszego szpitala, ale wszystkich szpitali w kraju
– powiedział Fimiarz. Wyraził nadzieję, że placówka uzyska dofinansowanie na przygotowanie miejsc schronienia.