To jedna z tych spraw, które trudno zrozumieć. 74-letnia kobieta nagle znika. Rodzina zgłasza zaginięcie. Ktoś wchodzi do jej mieszkania po zdjęcie potrzebne do komunikatu dotyczącego poszukiwań. Mija rok, dwa lata. I dopiero firma sprzątająca, która miała opróżnić lokal, znajduje ciało... w łazience. Sprawa nabrała ogólnopolskiego rozgłosu, gdyż Stanisława Szczęsna prywatnie była matką chrzestną Tomasza Komendy, niesłusznie skazanego ws. zbrodni miłoszyckiej.
Zaginięcie, którego nikt nie sprawdził do końca
Stanisława Szczęsna mieszkała we Wrocławiu. Sąsiedzi widzieli ją po raz ostatni około półtora roku przed opublikowaniem policyjnego komunikatu o zaginięciu. Komunikat ten - co wymowne - wciąż widnieje na stronie Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Syn kobiety oficjalnie zgłosił zaginięcie matki w maju 2025 roku. Od lat nie utrzymywał z nią kontaktu. Kiedy potrzebne było zdjęcie do policyjnych poszukiwań, wszedł do mieszkania razem z administratorem budynku. Zobaczył inhalator, dokumenty, pieniądze - przedmioty, których starszy człowiek raczej by nie zostawił, wychodząc z domu na dłużej. Chciał się rozejrzeć, ale - jak twierdzi - kazano mu "zaraz wychodzić".
Ciało Stanisławy Szczęsnej znalazła w grudniu 2025 roku firma sprzątająca, która miała opróżnić mieszkanie. Kobieta leżała w łazience. Przez ponad dwa lata nikt tam nie zajrzał.
Prokuratura bada sprawę, ale nie wątek policyjny
Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia Stare Miasto prowadzi w tej sprawie postępowanie przygotowawcze.
- W sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci NN kobiety, którą po uzyskaniu opinii Pracowni Genetyki Sądowej Zakładu Technik Molekularnych we Wrocławiu, okazała się być Pani Stanisława Szczęsna. W chwili obecnej oczekuje się na opinię Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu. Z uwagi na obecny etap postępowania i z uwagi na dobro śledztwa, brak jest aktualnie możliwości udzielenia dalszych informacji w sprawie - poinformował Niezalezna.pl prok. Damian Pownuk.
Prokurator Pownuk dodał przy tym, że kwestia prawidłowego dopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji nie jest przedmiotem tego postępowania.
Jak to możliwe, że policja przyjmując zgłoszenie o zaginięciu starszej kobiety, której sąsiedzi nie widzieli od półtora roku, nie sprawdziła jej mieszkania? Jak to możliwe, że do lokalu wchodziły kolejne osoby - syn, administrator - i nikt nie zajrzał do łazienki? Te pytania pozostają na razie bez odpowiedzi.
Sprawa Stanisławy Szczęsnej odsłania głęboki problem - co dzieje się ze zgłoszeniami zaginięcia osób starszych, samotnych, od których rodzina latami nie utrzymywała kontaktu? Kto sprawdza, czy procedury poszukiwawcze zostały naprawdę wdrożone? Prokuratura milczy, powołując się na dobro śledztwa. Wątek ewentualnej odpowiedzialności policji pozostaje - przynajmniej na razie - poza zakresem formalnego postępowania prowadzonego w śledztwie dotyczącym śmierci pani Stanisławy.