Polska Agencja Prasowa poinformowała 6 kwietnia, że Prokuratora Rejonowa Toruń Centrum-Zachód wystąpiła do powiatowego sanepidu z wnioskiem o niezwłoczne przeprowadzenie kontroli procedur sanitarnych realizowanych w toruńskim szpitalu miejskim. Miało to związek z zakażeniami koronawirusem w tej placówce.
"Wczoraj Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny poinformował nas, że w tej chwili z uwagi na wykonywane zadania związane z epidemią koronawirusa nie dysponuje logistycznymi możliwościami przeprowadzenia żądanej przez nas kontroli. Wskazano na uwarunkowania dotyczące wcześniejszych kontroli - z listopada i grudnia ubiegłego roku, ale wyjaśniono, że kontrola w okresie walki z epidemią nie będzie mogła zostać przeprowadzona"
- powiedział prokurator Kukawski.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu wskazał, że raczej nie ma możliwości zlecenia tej kontroli Sanepidowi z innego miasta.
Prokuratura zleciła kontrolę w Specjalistycznym Szpitalu Miejskim im. Mikołaja Kopernika w Toruniu po lekturze listu jednego z pracowników tego szpitala, który został opublikowany w sobotę przez portal Onet.
W liście lekarz toruńskiego szpitala wskazywał m.in., że zakażeni pracownicy oddziału hematologii od wielu dni kontaktowali się z większością ludzi pracujących w szpitalu, gdyż nie mieli wiedzy o "szalejącym zakażeniu na ich oddziale". Dodatkowo informował on, że dyrektor ds. lecznictwa szpitala w dniach 30-31 marca wizytował wszystkie oddziały i miał pouczać personel, aby nie używał maseczek ochronnych ani przyłbic w szpitalu, w szczególności na izbie przyjęć.
- pisał.
Lista zarzutów była znacznie dłuższa. Szpital dementował te zarzuty, wskazując, że procedury były przestrzegane, a placówka dostosowywała je do zmieniającej się sytuacji epidemiologicznej.
W oświadczeniu, które podpisał personel szpitala miejskiego, napisano w piątek, że "szpital nie był nigdy pierwotnym ogniskiem, ani źródłem wirusa. To wirus najprawdopodobniej wdarł się do szpitala dużo wcześniej, niż został potwierdzony w testach, dużo wcześniej, niż weszły w życie jakiekolwiek obostrzenia sanitarne".
Personel wskazał także, że "szpital nigdy nie ukrywał faktu pojawienia się pierwszych zakażeń koronarowirusa w Oddziale Hematologii i natychmiast podjął działania, a testy zostały wykonane tak szybko, jak było to możliwe, przy najmniejszym podejrzeniu tej nowej choroby".
Dodano, że "nie jest prawdą, że w szpitalu nie były przestrzegane procedury". "Procedury są przestrzegane, są modyfikowane i dostosowywane na bieżąco do nowej sytuacji. Oczywiście, że żadna jednostka ochrony zdrowia (w tym w szczególności szpitale) – nie miały tych procedur przed wybuchem epidemii" - napisano w oświadczeniu podpisanym przez personel szpitala miejskiego.
Prokurator Kukawski powiedział, że poza listem lekarza opublikowanym na portalu Onet do prokuratury zwróciła się także inna osoba, która kwestionuje prawidłowość postępowania w tym szpitalu.
"Obecnie jesteśmy w tej sprawie na etapie postępowania sprawdzającego. Dotyczy ono narażenia życia i zdrowia wielu osób" - powiedział Kukawski. Dodał, że śledczy - nie mogąc liczyć na kontrolę Sanepidu - mają inne możliwości, np. mogą przesłuchiwać świadków, gromadzić dowody, rozpytywać i realizować wszelkie czynności zarezerwowane dla postępowania sprawdzającego. Mogą też zlecać pewne czynności policji.
Z danych przekazanych w czwartek po południu przez rzecznik prasową toruńskiego szpitala miejskiego Kamilę Chyzińską wynika, że do 15 kwietnia w placówce pobrano do badań wymazy od 815 osób - w tym od 100 pacjentów. Otrzymano 737 wyników ujemnych i 51 dodatnich (34 pracowników i 17 pacjentów). 6 prób jest bez wyniku z uwagi na nieprawidłowe ich pobranie. Szpital oczekuje na 21 wyników testów z wczoraj.
Z trzech wyłączonych oddziałów - urologii, chirurgii i hematologii - pracę wznowił ten pierwszy.