"W ocenie Ministerstwa Zdrowia prace legislacyjne powinny zostać ukierunkowane na stworzenie przepisów prawnych przyznających w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości zdolność restrukturyzacyjną SPZOZ” – napisała do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
Resort widzi korzyści
Jej zdaniem „obecnie w sytuacji, gdy dany SPZOZ nie może przeprowadzić postępowania restrukturyzacyjnego, a jego dalsze istnienie nie jest możliwe z uwagi na bardzo złą sytuację finansową, jedynym rozwiązaniem jest przeprowadzenie postępowania likwidacyjnego, co powoduje, że podmiot ten przestaje istnieć, a pacjenci mieszkający na terenie jego działania tracą świadczeniodawcę, co może powodować istotne ograniczenie dla mieszkańców danego regionu w dostępie do świadczeń zdrowotnych. Jednocześnie przyznanie SPZOZ zdolności restrukturyzacyjnej da tym podmiotom realne narzędzia umożliwiające poprawę ich sytuacji finansowej i przeprowadzenie postępowania naprawczego pod nadzorem sądu z poszanowaniem praw i interesów wszystkich uczestników tego procesu, a korzyść z tego procesu odniesie potencjalnie pacjent, czyli każdy z nas”.
Destabilizacja szpitali
– To, co pisze minister zdrowia, dobrze brzmi, ale to tylko część prawdy. Przyznanie zdolności restrukturyzacyjnej szpitalom SPZOZ niesie ze sobą konsekwencje takie jak możliwość ogłoszenia przez szpital upadłości. To logiczny skutek nieudanej restrukturyzacji. Nie jest więc tak, że obecnie szpitale muszą się likwidować, a po zmianach nie będą. Co więcej, przyznanie takiej zdolności SPZOZ spowoduje, że dostawcy leków, usług i innych dóbr dla szpitali stracą pewność, że odzyskają swoje pieniądze (bo sąd może ogłosić ochronę szpitala przed wierzycielami, a po upadłości majątku może nie wystarczyć, by spłacić np. dostawców leków – przyp. red.). Przestaną więc stawać do przetargów na dostawy lub podniosą ceny i będą wymagać natychmiastowej zapłaty, by ograniczyć ryzyko swoich strat
– mówi Wojciech Wiśniewski.
Taka sytuacja zdestabilizuje system ochrony zdrowia, ponieważ nawet jeśli szpital nie będzie musiał w ramach procesu restrukturyzacji spłacać długów, może nie mieć jak ani czym leczyć pacjentów. – W praktyce taki szpital faktycznie przestanie działać – mówi Wiśniewski. Z taką sytuacją, kiedy po ogłoszeniu restrukturyzacji dostawcy odmówili dalszego kredytowania szpitala, mieliśmy do czynienia np. w Skarżysku-Kamiennej. Tam szpital musiał przerwać program lekowy z powodu braku dostaw.
Wbrew RDS, SN i własnemu stanowisku
Stanowisko Sobierańskiej-Grendy stoi w sprzeczności z żądaniami Rady Dialogu Społecznego (przedstawiciele pracowników i pracodawców), która w kwietniu tego roku wezwała rząd do zmian prawa tak, by jednoznacznie SPZOZ nie podlegały prawu o restrukturyzacji ani upadłości. Uchwałę stwierdzającą, że SPZOZ nie mają zdolności restrukturyzacyjnej, podjął Sąd Najwyższy. Co więcej, jeszcze w kwietniu tego roku resort zdrowia pytany o swoje stanowisko w tej sprawie informował „Codzienną”: „Jeśli chodzi o kwestię zdolności restrukturyzacyjnej samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej z uwagi na brak jednoznacznego przepisu prawa, który by takową zdolność wykluczał, wskazujemy, że właściwe do rozstrzygania tego zagadnienia są sądy powszechne prowadzące postępowania w tym przedmiocie, nie zaś minister zdrowia. Minister zdrowia nie jest także uprawniony do dokonywania wykładni i interpretacji przepisów ustawy z dnia 15 maja 2015 r. – Prawo restrukturyzacyjne”.