Prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku sprowadzenia zdarzenia, które zagroziło życiu lub zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach.
Wkrótce do budynku wejdą policjanci, by rozpocząć ustalanie przyczyn zdarzenia. Będą to ci sami funkcjonariusze, którzy przeprowadzali oględziny hali targowej przy Marywilskiej 44 po potężnym pożarze.
Jak ustaliła "Rzeczpospolita", niezależne dochodzenie będzie prowadziła ABW. Zostaną sprawdzone rosyjskie portale pod kątem zdjęć i nagrań płonącego budynku w podwarszawskich Ząbkach. Służby przyjrzą się także jakimi kanałami materiały tam trafiły.
Eksperci mówią wprost: podpalenie
Z wstępnej analizy przebiegu pożaru, a także w relacji medialnych wynika, że ogień rozprzestrzeniał się w bardzo szybkim tempie. Biorąc pod uwagę, że konstrukcja najwyżej kondygnacji budynku była drewniana, a budynki były ze sobą połączone jest prawdopodobne, by pożar przenosił się na dalsze części. Jednak w tym wypadku po zaledwie 10 minutach ogień był już po przeciwległej stronie konstrukcji w kształcie litery U.
Waldemar Jiers, biegły ds. pożarnictwa i były komendant PSP w Szczecinie w rozmowie z dziennikiem stawia mocną tezę.
Moim zdaniem tam nie było jednego źródła ognia. Powiem wprost: podejrzewam, że to było podpalenie. Na nagraniach, jakie oglądałem w telewizji, widać było wyraźnie, jak płonął pierwszy budynek od strony ulicy i zaledwie kilka minut później ogień był widoczny już w innej, odległej jego części
– tłumaczył „Rzeczpospolitej”.
– Gdyby paliło się w naturalny sposób, to pożar stopniowo by ogarniał kolejne fragmenty budynku, i nie w tak błyskawicznym tempie – dodał.
Dochodzenie ABW
Służba kontrwywiadowcza przygląda się uważnie pożarom, które miały miejsce w Warszawie i okolicach w ostatnim czasie. Chodzi o metro i stacje transformatorowe, czyli infrastrukturę krytyczną. Oficjalnie wyklucza się podpalenie, ale badane są inne okoliczności, które mają związek ze sprawą. Biorąc pod uwagę, że pożar Hali Marywilskiej nagrywali dywersanci, którzy byli powiązani z podpaleniem, podobny trop jest badany w związku z ostatnimi wydarzeniami.
ABW analizuje nagrania, które pojawiają się w sieci. "Sprawdzane jest m.in. to, czy filmy lub zdjęcia płonącego kompleksu w Ząbkach »wyszły« poza obszar Polski, oraz dokąd. W tym celu prześwietlane są portale społecznościowe, trwają analizy pojawiających się tam treści dotyczących pożaru. Służy to weryfikacji - wykluczeniu lub potwierdzeniu tzw. rosyjskiego tropu" - pisze "Rzeczpospolita".