W niedzielne popołudnie doszło do pożaru hali należącej do JFG Composites w Lublinie, firmy zajmującej się produkcją elementów do uzbrojenia, które trafiało na Ukrainę. Jak dowiedział się portal niezalezna.pl, hala pełna była materiałów służących do produkcji dronów.
Ogień objął całą halę produkcyjno-magazynową o powierzchni ok. 2 tys. mkw. Pod wpływem wysokiej temperatury budynek zapadł się do środka. Dopiero w poniedziałek na miejsce udał się prokurator.
Dziś rano Prokuratura Okręgowa w Lublinie poinformowała o wszczęciu śledztwa w sprawie pożaru o wielkich rozmiarach.
"Wskutek zdarzenia powstały szkody, których wartość pokrzywdzony wstępnie oszacował na około 5 milionów euro. Śledztwo prowadzone jest w kierunku sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mającego postać pożaru (art. 163 par. 1 pkt 1 Kodeksu karnego)"
- przekazali śledczy.
Jest to czyn zagrożony karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności.
Prokuratura w komunikacie zaznaczyła, że przystąpienie do czynności wymagało zgody ze strony Inspektora Nadzoru Budowlanego i oględziny rozpoczęły się w poniedziałek o 12.00.
"Po kilku godzinach intensywnych prac czynności musiały jednak zostać przerwane. Z opinii i wskazań technicznych wyniknęło bezpośrednie ryzyko zawalenia się uszkodzonej konstrukcji budynku, co stwarzało realne zagrożenie dla życia i zdrowia uczestników oględzin. Czynności na miejscu zostaną wznowione po odpowiednim zabezpieczeniu i ustabilizowaniu obiektu" - informuje prok. Marcin Kozak z PO w Lublinie.
Śledczy analizuję wersje dotyczące celowego podpalenia, jak również powstania pożaru w wyniku np. awarii technicznej. Kozak dodał, że na obecnym etapie śledztwa "brak jest podstaw do kategorycznego potwierdzenia lub wykluczenia którejkolwiek z przyjętych wersji zdarzenia".