Waldemar Fydrych, czyli legendarny „Major” z Pomarańczowej Alternatywy, w drugiej połowie lat 80. skutecznie ośmieszył komunizm także dlatego, że władza odpowiedziała na jego happeningi groteskowymi represjami. Dziś przyznaje, że ma respekt do działań Bąkiewicza i imponującej listy represji władzy. – To robienie szopki na sali sądowej ma być zastraszaniem Roberta Bąkiewicza, który wyrósł na bohatera ludowego, a tak naprawdę ośmiesza drobnomieszczańską mentalność tych, którzy tę idiotyczną nagonkę organizują – mówi „Gazecie Polskiej” „Major”.
Zakazane pytanie o honor
Trzeba przyznać, że śledczy z Gorzowa Wielkopolskiego robili wszystko, by nie dać się wciągnąć w ośmieszającą ich akcję przeciwko Bąkiewiczowi.
Najpierw referent sprawy i zastępca prokuratora okręgowego zgodnie uznali, że nie ma podstaw do stawiania mu zarzutów. Prokurator poszedł na urlop. Wtedy zastępujący go prokurator otrzymał polecenie z nadzorującej sprawę Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, by zarzuty stawiać. „Nie może być tak, że są dowody, a nie ma reakcji prokuratora. Nie może być też tak, że funkcjonariusze wykonują swoje obowiązki, a ich się deprecjonuje lub wchodzi w ich obowiązki” – pouczała w rozmowie z Oko.press szefowa szczecińskiej prokuratury Jadwiga Kołakowska-Gorczyńska.
Prokurator z Gorzowa nie dał za wygraną. Odwołał się do nielegalnego prokuratora krajowego Dariusza Korneluka. Domagał się wyłączenia ze sprawy.
Nic to nie pomogło, uzurpator Korneluk podtrzymał polecenie. I pod naciskiem centrali gorzowska prokuratura zarzuciła Bąkiewiczowi, że 28 czerwca 2025 roku na przejściu granicznym w Słubicach znieważył dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej i dwóch funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej.
Dowodem na znieważenie funkcjonariuszy ma być filmik, na który Bąkiewicz podchodzi do nich i pyta ich o nazwisko i stopień. Ostrzega, że „rozkazy, które uderzają w polski interes, to nie są rozkazy, które powinien funkcjonariusz wykonać”. Funkcjonariusze odpowiadają, że działają zgodnie z prawem.
Bąkiewicz pyta: „Zgodnie z jakim prawem, że Niemcy wam podsyłają, a wy robicie tu za taksówki? Macie honor chociaż?”.
Dalej mówi o wpuszczaniu nielegalnych imigrantów: „Macie nie przyjmować od Niemców. Nie jesteśmy żadnym niemieckim podnóżkiem. Tu jest Polska, tu nie są Niemcy… Nie wykonuje się rozkazów, które hańbią polski mundur… To, że szaleńcy wami dowodzą, to nie znaczy, że macie wykonywać te rozkazy”. Na filmiku nie padają słowa: „Jesteście zdrajcami i za to zostaniecie rozliczeni”, ale prokuratura twierdzi, że Bąkiewicz… wypowiedział je później.
Pedofil nie może się zbliżać na 100 metrów, Bąkiewicz na kilometr
„Znieważenie funkcjonariusza” to jeden z najczęściej stosowanych do represjonowania opozycji paragrafów od czasów Pomarańczowej Alternatywy. Ale tym razem władza posuwa się do metody bez precedensu – dodatkowo kwalifikuje wspomniane słowa jako czyn chuligański, co podwyższa ewentualną odpowiedzialność do półtora roku więzienia. Zgodnie z prawem czyn chuligański to taki, który popełniany jest „bez powodu albo z oczywiście błahego powodu, okazując przez to rażące lekceważenie porządku prawnego”. Co trzeba mieć w głowie, by uznać sprawę przeciwstawiania się nielegalnym imigrantom za powód błahy lub nieistniejący?
W związku z tym Bąkiewicz musi stawiać się dwa razy w tygodniu na komisariacie. Ma również obowiązek informować o opuszczaniu na dłużej miejsca pobytu i o dacie powrotu. I najlepsze: dostał zakaz zbliżania się do przejść granicznych na całej granicy z Niemcami na bliżej niż kilometr. Podobne zakazy otrzymują mężowie stosujący przemoc wobec żon albo pedofile mający zakaz zbliżania się do swoich ofiar. Sarkastycznie zauważyć można, że nawet pedofilom nakazywano wiele razy zakaz zbliżania się na 100 metrów, ale nie na kilometr!
– Granica nie może być powołana na świadka i zmienić pod moim wpływem swoich zeznań – śmieje się Robert Bąkiewicz. Absolutnie wszyscy dziennikarze widzą idiotyzm tego zarządzenia i wszyscy wiedzą, że chodzi w nim o to, by Ruchowi Obrony Granic utrudnić protesty, ale mimo tego zakaz opisują z pełną powagą.
Bąkiewicz ośmieszył zakaz, przychodząc pod posterunek graniczny… od strony niemieckiej, gdyż zakaz wydany przez polską prokuraturę obowiązuje tylko na terytorium Polski. Rzecznik MSW Karolina Gałecka odgrażała się, że mimo to prokuratura będzie sprawdzać, czy nie złamał prawa.
Nie jest przeciwny polityce Niemiec czy nielegalnej imigracji, tylko… nienawidzi
Równie kuriozalny charakter ma postawienie Bąkiewiczowi zarzutu nawoływania w okresie od 19 czerwca 2025 do 18 lipca 2025 roku do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych i rasowych poprzez zamieszczanie w postach na portalu X oraz w udzielanych wywiadach na portalu YouTube wypowiedzi wzbudzających i nasilających u ich odbiorców uczucia silnej niechęci i wrogości wobec osób narodowości niemieckiej oraz imigrantów.
Prokuratura przychyliła się do twierdzeń ugrupowania Akcja Demokracja w tej sprawie. Każdy może przeczytać owe wpisy i obejrzeć owe wywiady, by przekonać się, że mamy do czynienia z próbą wyjątkowo kuriozalnej cenzury. – Tam mowa jest o moich wypowiedziach, że Niemcy podrzucając nam nielegalnych imigrantów, prowadzą z nami wojnę hybrydową, że obecność nielegalnych imigrantów powoduje spadek bezpieczeństwa i że oni się nie asymilują – relacjonuje Bąkiewicz.
Poszkodowana przez Bąkiewicza: „Duda, jesteś najgorszym sk…lem”
Nagonka na Bąkiewicza narasta z roku na rok. Przypomnijmy, że został on skazany za naruszenie w czasie tzw. strajku kobiet z 2020 roku nietykalności cielesnej „Babci Kasi”, znanej z wulgaryzmów oraz atakowania policjantów. Stało się mimo tego że na filmie z wydarzenia widać, iż Bąkiewicz nie dotknął „Babci Kasi”, która na terenie kościoła pod figurą Jezusa z krzyżem wrzeszczała „wyp…ć”. Z kolei Bąkiewicz przesłuchany został w śledztwie dotyczącym wznoszonego przez niego okrzyku. Pisał o tym: „9 listopada mam się tłumaczyć policji (otrzymałem wezwanie na przesłuchanie jeszcze jako świadek, ale kto wie, jak będzie dalej…) z wykrzykiwanego w październiku 2020 przeze mnie hasła..., uwaga! AVE CHRISTUS REX”. Bąkiewicza ułaskawił w sprawie „Babci Kasi” prezydent Andrzej Duda. „Poszkodowana” Katarzyna Augustynek odniosła się do ułaskawienia z charakterystycznym dla siebie poziomem kultury, stwierdzając: „Duda, jesteś najgorszym sk…lem”.
Poszukiwanie paragrafów, by dowalić Bąkiewiczowi, trwa na całego. Gdy wziął on udział w proteście przeciwko sprowadzaniu nielegalnych imigrantów do Radomia, Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód wszczęła dochodzenie dotyczące „wywierania wpływu przemocą lub groźbą bezprawną na czynności urzędowe Rady Miejskiej w Radomiu poprzez bezprawne zajęcie mównicy i odmowę dobrowolnego jej opuszczenia, a następnie stosowanie oporu wobec interweniujących funkcjonariuszy Straży Miejskiej w Radomiu, co skutkowało koniecznością przerwania obrad i wyznaczenia kolejnego terminu sesji na dzień 31 marca 2025 roku”.
Podobne zarzuty postawiono Bąkiewiczowi w Zamościu, ale tam policja najpierw starała się nie dać wmanewrować w represje. Prezydent Rafał Zwolak oraz radni KO uznali, że Bąkiewicz mówiąc w ratuszu o nielegalnych imigrantach, dopuścił się… agitacji wyborczej. Komenda Miejska Policji w Zamościu uznała jednak, że nie zakłócał on przebiegu sesji, bo zabierał głos w przerwach obrad. Postępowanie zostało umorzone. Jednak na skutek zażalenia złożonego przez radnych KO do Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie sprawa wróciła do Zamościa i po ponownej analizie zakończyła się skierowaniem do sądu wniosku o ukaranie lidera ROG.
Rewizja za marsz sprzed… 6 lat
Represje nie ograniczają się do zarzutów, lecz pojawia się także fizyczne nękanie. We wrześniu 2024 roku policja weszła do domu Bąkiewicza i przeprowadziła rewizję. Po co? Pod pretekstem… szukania dokumentów z Marszu Niepodległości w 2018 roku. Chodzić miało o to, że jeden z uczestników marszu, w którym wzięły udział setki tysięcy osób, miał kogoś zastraszać, wznosząc okrzyki. – Ktoś nawet bardzo krytyczny w stosunku do mnie i środowisk, z których się wywodzę, musi przyznać, że powód przeszukania jest kompletnie absurdalny, kompletnie niedorzeczny. Nie byłem w tej sprawie ani podejrzanym, ani świadkiem – mówi Bąkiewicz. Nie ma wątpliwości, że chodziło o to, by dostać się do jego laptopa i telefonu, by władza uzyskała wiedzę na temat jego działalności.
– Dla mnie jasne jest, że władza po prostu Roberta Bąkiewicza się boi. Jak za komuny chodzi o to, by ujarzmić społeczeństwo, uciszając wybijające się jednostki. I jak wtedy przyniesie to odwrotny efekt
– mówi „Major” Waldemar Fydrych.
Mroczne kulisy gwałtu na policjantce. Kto chciał ukryć prawdę o zbrodni? - czytaj nowy numer tygodnika #GazetaPolska
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) January 14, 2026
Więcej o numerze » https://t.co/1csAcDXuzE
📍 Prenumeruj » https://t.co/4iBN2D7Nvv pic.twitter.com/jtXfzmnKnW