Na Jeziorze Pilchowickim i rzece Bóbr doszło do masowego śnięcia ryb po spuszczeniu wody ze zbiornika. Remont konstrukcji prowadzi państwowy Tauron.
W związku z katastrofą ekologiczną zwołano dwa sztaby kryzysowe - Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego oraz Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego w Lwówku Śląskim. Dysponujemy zapisem audio-wideo ze sztabu w Lwówku, który odbył się w środę. Nagranie jest porażające. Wynika z niego, że winnym potężnej katastrofy ekologicznej, która może zagrażać też ludziom są wielkie zaniedbania przy sposobie przeprowadzenia remontu.
Znamy przebieg sztabu kryzysowego
Przypomnijmy. Do ostatniego etapu spuszczenia wody ze zbiornika, co pozwoliłoby na prace remontowe, doszło w miniony weekend. Wtedy doszło do masowego padania ryb. Jakość wody pogorszyła się z powodu wydostającego się mułu z dna jeziora, która zaczęła transportować rzeka.
W środę, podczas posiedzenia sztabu we Lwówku, stwierdzono, że zagrożone są wody podskórne i głębinowe oraz bezpieczeństwo mieszkańców Lwówka Śląskiego, ale i bezpieczeństwo mieszkańców powyżej tego miasta.
Ponadto uczestnicy alarmowali, że jest za mało osób do zbierania martwych ryb, zarówno przy zbiorniku, jak i w dalszym biegu rzeki Bóbr.
Uczestnicy sztabu kryzysowego wskazywali, że jezioro, było dokładnie skanowane kilka lat temu. Eksperci stwierdzili, że można było odławiać ryby przed spuszczeniem wody ze zbiornika, nie tylko powierzchniowo, ale na większą skalę, aby uniknąć katastrofy. Oczywiście tak się nie stało.
Burmistrz Lwówka Śląskim Dawid Kobiałka stwierdził, że rybacy martwią się „mazią” spływającą ciągle z remontowanej tamy rzeką, która zagraża m.in. jego miastu. Ile może jeszcze spływać?- chciał się dowiedzieć, od obecnych przedstawicieli Tauronu.
Odpowiedział mu szef zespołu przyrodników współpracujących przy inwestycji.
Przyznał, że w momencie, gdy poziom wody podczas spuszczania wody doszedł do poziomu mułów, stwierdzono ich ilości, których wcześniej się nie spodziewano.
Naprawdę ciężko jest przewidzieć, kiedy te muły przestaną płynąć z dna zbiornika. Spodziewamy się, że może to trwać długo, ciężko stwierdzić kiedy sytuacja może się zakończyć
– powiedział.
Przyznał, że problem powinien zupełnie się zakończyć po ponownym zapełnieniu zbiornika. Te – po zakończeniu remontu- zaplanowane jest za dwa lata.
Namułów blisko zapory miało być niedużo. Nikt z zespołu nie zakładał, że tyle ich będzie i że na tak wczesnym etapie opuszczania wody zostaną już zaciągnięte. Stąd ta sytuacja jest spowodowana głównie tym czynnikiem, czyli dużą ilością mułów
– stwierdził z kolei jeden z dyrektorów Tauronu.
Póki co powstrzymać namułów się nie da. Biologiczny przepływ rzeki musi być zachowany; musi się oczyścić sama – stwierdził ponadto.
Jak oszacował jeden z uczestników sztabu namułów może być ok 8 mln ton. To będzie płynęło przez dwa lata. Każda burza, każdy deszcz, woda z gór będzie to wypłukiwać” - alarmował.
Szokujące informacje od wędkarzy
Wstrząsające podczas posiedzenia sztabu były informacje przekazane przez związki wędkarskie.
Kilka przykładów, które padły podczas posiedzenia sztabu. Inwestor zainstalował siatkę na ryby, aby wyłapać ryby płynące powierzchnią w dół rzeki. Jednak była za wysoko i nie obejmowała lustra wody.
Tauron odmówił Polskiemu Związkowi Wędkarskiemu odłowu ryb przed osuszaniem zbiornika. Wcześniej została im wypowiedziana umowa o dzierżawę. Wędkarze chcieli zaangażować około 30 osób na własny koszt, aby zminimalizować problem. Sprawą – jak się okazało- zajmowała się wynajęta, prywatna firma. Jak działała? „To było dwóch starszych ludzi na jednej wiosłowej łódce” – relacjonowali rybacy podczas posiedzenia sztabu. Przypomnijmy, ze zbiornik Pilchowice ma 240 hektarów.
Jak alarmowano, podczas posiedzenia sztabu przedstawiciele związków rybackich przesyłali pisma, aby nie dokonywać ostatecznego spustu wody, przed dokładnym odrybieniem i przy tak wysokich temperaturach, jakie miały miejsce w niedzielę. Nie było odzewu.
Co robi WIOŚ?
Podczas środowego posiedzenie wyszła też indolencja WIOŚ. Wrocławska delegatura zaczęły – na zlecenie – pobierać próbki z rzeki Bóbr dopiero we wtorek. Nie miała w środę pełnej analizy. Poinformowano więc tylko o nasyceniu wody tlenem. Padło dramatyczne zdanie: „W rzece przy zaporze nie ma w ogóle tlenu”. Jakość wody cały czas się pogarsza i spływa z nurtem rzeki.
Zaczęto wobec tego- dopiero w środę – zastanawiać się, jak natleniać wodę. W reakcji powiatowa straż pożarna stwierdziła, że korzystanie z ich sprzętu, to będzie tylko „mielenie wody”, które nic nie da. Stwierdził, że nie mają odpowiedniego i wydajnego sprzętu.
Inspektorat Sanitarny po dyskusji, obiecał, że wyda dopiero komunikat ostrzegawczy. Po tylu dniach!! Dopiero w środę padł postulat ustawienia sieci i specjalnych zapór.
W posiedzeniu sztabu uczestniczyła, ale tylko zdalnie, wojewoda dolnośląska Anna Żabska. Jak stwierdziła, kluczowe jest zintensyfikowanie odłowu ryb, wprowadzenie ostrzeżeń dot. zakazu korzystania z rzeki, ale dopiero po wszystkich badaniach wody, które nie są jeszcze zrealizowane.
Sztab, mimo arcypoważnej sytuacji, kolejne spotkanie zwołał na piątek na 11.00.