Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Polski wątek w akcji wysadzenia Nord Stream 2. Pancevski opisał przygotowania do operacji

Polska była w pewnym sensie zapleczem logistycznym tej operacji. (...) podczas tej wojny Polska jest zapleczem logistycznym praktycznie każdej operacji związanej z Ukrainą. Graniczy z Ukrainą. Wszystko musi przechodzić przez Polskę – amunicja, transport, ludzie. Żeby grupa sabotażowa mogła dotrzeć do miejsca docelowego, czyli portu na wyspie Rugia w Niemczech, musiała przejechać przez Polskę – powiedział Bojan Pancevski, autor książki "Wysadzić Nord Stream. Sabotaż, który wstrząsnął światem" w specjalnym wywiadzie z Michałem Rachoniem wyemitowanym na antenie TV Republika.

Od wysadzenia gazociągów Nord Stream na dni Bałtyku minęły cztery lata. Wielu szczegółów dotyczących operacji dowiedzieliśmy się dzięki książce Bojana Pancevskiego "Wysadzić Nord Stream. Sabotaż, który wstrząsnął światem" .

Autor publikacji w przeprowadzonej w Wiedniu dla Telewizji Republika rozmowie z Michałem Rachoniem przybliżył szczegóły m.in. polskie wątki tej sprawy.

Z tego, co wiem, polskie służby specjalne w ogóle nie uczestniczyły w tej operacji. Myślę natomiast, że już po operacji, kiedy Niemcy rozpoczęli śledztwo i zaczęli odkrywać kolejne szczegóły dotyczące tego, co się wydarzyło i jak zostało przeprowadzone, wtedy Polacy się zaangażowali i mówiąc bardzo delikatnie, nie byli szczególnie skłonni do współpracy z Niemcami

- zaznaczył Pancevski.

Skąd wyciekły informacje?

W rozmowie pojawił się wątek przecieku informacji i poszukiwania go, czemu towarzyszył szereg domysłów. Na liście krajów, z których mogła wyjść informacja była także Polska.

Mogę jedynie powiedzieć, że Holendrzy posiadali informacje ze źródła osobowego dotyczącą tego, co miało się wydarzyć. Mam własne przypuszczenia na temat tego, kim mogło być to źródło (przecieku-red.) i skąd pochodziła informacja, ale nie chcę o tym mówić. Nie omawiam tego również w książce

-  powiedział autor w rozmowie z Telewizją Republika.

Sprecyzował, że "z perspektywy Ukraińców stojących za atakiem wyglądało to tak, że rozmawiali o różnych możliwościach ze swoimi przyjaciółmi i współpracownikami w zachodnich służbach, między innymi w Polsce i Szwecji".

Szwecja była zresztą bardzo istotna, ponieważ jej wybrzeże znajduje się bliżej miejsc, które planowali zaatakować. Początkowo planowali wypłynąć ze Szwecji, a nie z Niemiec.
Kiedy CIA dowiedziała się o operacji i próbowała ją powstrzymać, cały plan zmodyfikowano. Zrezygnowano ze Szwecji i ostatecznie operację przeprowadzono z terytorium Niemiec. Rozmawiali jednak o planach ze swoimi bliskimi kontaktami w różnych służbach wywiadowczych, sądzę, że również w Polsce

- ocenił.

Pancevski przyznał, że kiedy organizatorzy operacji próbowali ustalić, w jaki sposób informacja wyciekła zastanawiali się, że "może ktoś w Polsce coś powiedział, może ktoś w Szwecji. - Nie było to dla nich jasne - dodał.

Dopytany przyznał, że chodziło bardziej o "echa tych rozmów" niż o same szczegóły przygotowania do operacji.

Ludzie, którzy organizowali tę operację, byli przecież weteranami środowiska wywiadowczego. Przez lata blisko współpracowali z różnymi europejskimi partnerami, a oczywiście również z Amerykanami. Mieli więc kontakty w CIA, w szwedzkich służbach, w polskich służbach itd.

- podkreślił.

"Bezpieczny dom" w Polsce

Pancevski w rozmowie omówił także etap przygotowań, które odbywały się w części także w Polsce. Uczestnicy akcji dysponowali kryjówką w południowo-wschodniej Polsce, zwaną "bezpiecznym domem", w którym zebrali się wszyscy przed samym wydarzeniem.

Polska była w pewnym sensie zapleczem logistycznym tej operacji, po prostu dlatego, że podczas tej wojny Polska jest zapleczem logistycznym praktycznie każdej operacji związanej z Ukrainą. Graniczy z Ukrainą. Wszystko musi przechodzić przez Polskę – amunicja, transport, ludzie. Żeby grupa sabotażowa mogła dotrzeć do miejsca docelowego, czyli portu na wyspie Rugia w Niemczech, musiała przejechać przez Polskę. Przekraczając granicę z Ukrainy do Polski, posługiwali się ukraińskimi paszportami. Następnie trafili do bezpiecznego domu w Polsce, którego lokalizacji nie ujawniamy. (...) Siedzieli więc w tym domu i czekali na dokumenty tożsamości z Unii Europejskiej. Plan zakładał, że ukraińskich paszportów używają wyłącznie do przekroczenia granicy. Były one fałszywe w tym sensie… właściwie nie były fałszywe. Były to prawdziwe ukraińskie paszporty, wydane jednak na inne nazwiska. Jedyną prawdziwą rzeczą było zdjęcie osoby znajdującej się w paszporcie. Nazwisko było inne, dane były inne, ale sam dokument był autentyczny. Paszporty zostały wydane przez ukraiński wywiad.

- wyjaśnił Pancevski.

Źródło: niezalezna.pl, Telewizja Republika

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska