Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Jak polskie służby pomogły Niemcom ścigać Ukraińców. Bojan Pancevski ujawnia kulisy śledztwa ws. Nord Stream

Zniszczenie gazociągów Nord Stream było potężnym ciosem w rosyjsko-niemieckie interesy energetyczne. Jak się jednak okazuje, to właśnie polskie instytucje państwowe odegrały kluczową rolę w dostarczeniu Niemcom dowodów przeciwko ukraińskim sprawcom tego sabotażu. Szokujące kulisy śledztwa ujawnił na antenie TV Republika w przeprowadzonej w Wiedniu rozmowie z Michałem Rachoniem dziennikarz Bojan Pancevski – korespondent "Wall Street Journal" i autor głośnej książki „Wysadzić Nord Stream. Sabotaż, który wstrząsnął światem”

Z wywiadu wyłania się niezwykle interesujący obraz postawy polskich służb i organów ścigania wobec niemieckiego dochodzenia. Pancevski wprost przyznaje, że w początkowej fazie śledztwa, za czasów rządu Zjednoczonej Prawicy, Polska nie zamierzała ułatwiać Niemcom zadania. Straż Graniczna i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) nie były pomocne, a momentami wręcz aktywnie utrudniały śledztwo, podrzucając m.in. fałszywe tropy kierujące uwagę na obywateli Federacji Rosyjskiej. Z czasem jednak sytuacja uległa diametralnej zmianie, a działania polskich urzędników i służb doprowadziły do przełomu, na który tak bardzo czekał Berlin.

Urzędnicza nadgorliwość i bezcenne zdjęcia

Pierwszym potężnym ciosem w ukraińską grupę sabotażową było przekazanie Niemcom kluczowych dokumentów przez polską prokuraturę. Jak relacjonuje Pancevski, gdańska prokuratura prowadziła własne postępowanie, prawdopodobnie z powodów związanych z ochroną środowiska. W pewnym momencie wpłynął tam oficjalny niemiecki wniosek o przesłanie dokumentów.

Jeden z urzędników, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z wagi politycznej całej sprawy, „po prostu wziął akta, skopiował je i wysłał Niemcom”. Wśród rutynowych papierów znalazł się dowód o kolosalnym znaczeniu: kopie paszportów osób, które przekroczyły granicę. Choć dokumenty były wystawione na fałszywe nazwiska, zawierały autentyczne wizerunki. „Niemcy otrzymali więc od Polaków skany paszportów i zdjęcia ludzi zaangażowanych w operację” – podkreślił rozmówca Michała Rachonia. Dla niemieckich śledczych był to moment przełomowy, który sami uznali początkowo za pomyłkę ze strony polskiej, nie wierząc w tak daleko idącą pomoc.

ABW wpuszcza Niemców do garażu

Kolejny, jeszcze bardziej zdumiewający wątek dotyczy przeszukania domu jednego z głównych podejrzanych – Wołodymyra Żurawlowa, który mieszkał z rodziną pod Warszawą. Gdy Niemcy wystawili za nim Europejski Nakaz Aresztowania, polska prokuratura początkowo zwlekała z jego realizacją, co pozwoliło Ukraińcowi na ucieczkę do Kijowa samochodem na dyplomatycznych rejestracjach.

Jednak to, co wydarzyło się później, wprawiło w osłupienie samych Niemców. Polskie władze, w tym ABW, zgodziły się na dopuszczenie niemieckiej policji federalnej do przeszukania opuszczonego domu pod Warszawą. „Zaoferowali Niemcom pomoc i w tym konkretnym przypadku była to rzeczywista pomoc” – relacjonuje Pancevski. Niemieccy śledczy zabezpieczyli materiały, pobrali próbki i wywieźli je do swojego kraju.

Efekt? W garażu znaleziono ślady dokładnie tej samej mieszaniny materiałów wybuchowych, której użyto na dnie Bałtyku do wysadzenia rur. Autor książki nie kryje zdziwienia postawą polskich służb. Ten dowód stał się jednym z filarów niemieckiego oskarżenia.

Systemowe sidła na Ukraińców

Polskie instytucje przyczyniły się również do namierzenia innych członków grupy. W jednym z przypadków zadziałał System Informacyjny Schengen.

Gdy podejrzany przekraczał polską granicę, funkcjonariusz Straży Granicznej zeskanował jego paszport, co uruchomiło tzw. cichy alert. Polski strażnik, nieświadomy kontekstu sprawy Nord Stream, zadał wytypowane przez system pytania, a odpowiedzi automatycznie trafiły do Niemiec. To pozwoliło niemieckim i włoskim służbom na śledzenie aktywności internetowej żony podejrzanego i ostateczne zatrzymanie go we Włoszech.

Z kolei sam Żurawlow, który po ucieczce na Ukrainę postanowił wrócić do Polski (czuł się tu bezpiecznie), wpadł w ręce polskiej policji w dość banalnych okolicznościach. Próbując załatwić formalności związane z zakupem nieruchomości, został sprawdzony w systemie przez lokalny komisariat.

Policjanci, widząc nakaz aresztowania, po prostu go zatrzymali (ostatecznie polski sędzia wypuścił go na wolność, argumentując w spektakularnym orzeczeniu, że zniszczenie gazociągu było elementem „wojny sprawiedliwej”).

 

Źródło: niezalezna.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska